fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Łukasz Warzecha: Dajcie spokój z czwartą falą

AFP
W kilku krajach covid jest już traktowany jako jedna z wielu chorób.

Jestem zapewne uprzedzony, ale mam nieodparte wrażenie, że szef resortu zdrowia Adam Niedzielski czerpie niezdrową satysfakcję ze straszenia ludzi i zapowiadania, że nadejdzie kolejna fala koronawirusa. Ostatnio pan minister przebił chyba wszystkie swoje dotychczasowe komunikaty, publikując tłita o tym, że powinniśmy się bać, bo liczba zakażeń właśnie przestała spadać. Z tym że ich poziom to ok. 60 przypadków w całym kraju, przynajmniej tych oficjalnie stwierdzonych. Niestety, pana ministra na Twitterze nie da się już o nic spytać, bo w ramach dialogu z obywatelami ograniczył możliwość odpowiadania na swoje wpisy.

W tej chwili przynajmniej dwa kraje świata – Wielka Brytania, wymęczona maksymalnie powtarzającymi się i przeciągającymi restrykcjami, oraz państwo-miasto Singapur – podjęły decyzję, która wydaje się jedyną racjonalną – o traktowaniu covidu jako jednej z wielu chorób. Singapurskie władze ogłosiły nową strategię jeszcze w czerwcu: wobec prawdopodobieństwa pojawiania się kolejnych wariantów choroby przez nie wiadomo jak długi czas utrzymywanie lockdownów i trwanie przy strategii „zero covid" jest absurdem i będzie paraliżować funkcjonowanie kraju. Singapur zamierza nawet zrezygnować z liczenia i podawania codziennie do wiadomości liczby przypadków. Niemal wszystkie restrykcje mają być zniesione najdalej do końca roku. Z czasem testowanie ma zostać ograniczone do placówek ochrony zdrowia, nie będzie też kwarantanny dla osób, które miały kontakt z zakażonymi.

Nie, w Singapurze nie wszyscy są zaszczepieni. Dwie dawki przyjęło jedynie niespełna 39 proc. obywateli. Nowa strategia nie wynika więc bynajmniej z przekonania o uodpornieniu, jakie dają szczepionki, choć rząd oczywiście na szczepienia naciska.

W Polsce tymczasem nadal trwa stan epidemii – przy 60 przypadkach dziennie, choć można by go zmienić na stan zagrożenia epidemicznego. Rząd zajmuje się straszeniem tym, co może się zdarzyć jesienią, podobnie zresztą jak wielu covidowych celebrytów, którzy chyba boleśnie przeżywają utratę uwagi.

Na drogę, którą teraz wskazał Singapur, a którą zamierza też najprawdopodobniej podążać Wielka Brytania (mimo rozpowszechnienia wariantu Delta stadion Wembley w czasie finału mistrzostw Europy w piłce nożnej był pełen), niektórzy – w tym autor tego felietonu – wskazywali już dawno. To jedyne racjonalne rozwiązanie: przejść nad covidem do porządku, znieść stan epidemii, zrezygnować z lockdownów, a chorym zapewnić sprawną i dobrą opiekę. Alternatywa to trwanie kolejne miesiące, może lata, w stanie epidemicznej histerii, wyliczanie kolejnych literek greckiego alfabetu, bez normalnego podróżowania, spotykania się, spędzania czasu.

Na drugim biegunie jest geograficznie niedaleka od Singapuru Australia, gdzie panuje kompletna paranoja: całe terytoria i miliony ludzi są zamykane w lockdownach po wykryciu zaledwie kilku przypadków. Z tych dwóch dróg zdecydowanie wybieram singapurską.

Autor jest publicystą „Do Rzeczy"

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA