fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Oszczerstwami w Polskę. Wieki kremlowskiej propagandy

Wspólna defilada wojsk niemieckich i sowieckich w okupowanej Polsce. Brześć nad Bugiem, 22 września 1939 r.
Wspólna defilada wojsk niemieckich i sowieckich w okupowanej Polsce. Brześć nad Bugiem, 22 września 1939 r.
Laski Diffusion / East News
Naród katolickich zaborców eksterminujących prawosławną Ruś. Anarchia wiekami zagrażająca Europie. Zgniłe elity na usługach obcych mocarstw – taki jest wizerunek Polski i Polaków kształtowany przez kremlowską propagandę. Od Iwana Groźnego po współczesną Rosję.

Atak histerii. Tak można nazwać reakcję kremlowskich mediów na brak zaproszenia Władimira Putina do Warszawy z okazji obchodów 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej. Oburzona Moskwa twierdzi, że bez Armii Czerwonej nie byłoby zwycięstwa nad III Rzeszą. Tyle że współczesna Rosja nie chce pamiętać o roli ZSRR w rozpętaniu tejże wojny. Czym był pakt Ribbentrop-Mołotow, który umożliwił Hitlerowi atak na Polskę? Czy bez dostaw sowieckich paliw i metali nazistowskie czołgi mogłyby w 1940 r. zmiażdżyć Europę Zachodnią? Tymczasem twarde dowody Kreml nazywa kłamstwami. Putin mówi o „przepisywaniu historii", wskazując palcem Polskę, która śmie przypominać światu o roli pierwszej ofiary dwóch totalitaryzmów.

Kto był agresorem

Minister kultury w okolicznym wywiadzie dla rządowej „Rosyjskiej Gazety" oskarżył nas skandalicznie o wywołanie II wojny światowej. „W 1939 r. Polacy nie chcieli bić się z Hitlerem wspólnie z Armią Czerwoną". Władimir Miedinskij, z wykształcenia historyk, twierdzi, że Warszawa jest sama sobie winna. Odmawiając wkroczenia sowieckiej armii na swoje terytorium, zmusiła Stalina do zawarcia sowiecko-nazistowskiego paktu. Tak jakby czerwone hordy kiedykolwiek wycofały się dobrowolnie z zajętego kraju...

Rosjanie podnoszą wrzawę z powodu rzekomej współpracy polsko-hitlerowskiej w rozbiorach Czechosłowacji. Sfałszowane informacje z archiwów NKWD mają pokazać, że Warszawa oferowała Berlinowi swoje usługi we wspólnym uderzeniu na ZSRR.

Rosyjskie święto jedności narodowej jest obchodzone w rocznicę „wygnania polskich interwentów z Kremla”
Fine Art Images / East News

Z kolei kremlowskie fabryki trolli propagują obraz agresywnej Polski, która atakowała wszystkich, Bogu ducha winnych, sąsiadów. Zaborczy, brutalny, anarchistyczny naród, który od wieków zagrażał europejskiemu bezpieczeństwu. Taki obraz wyłania się z sieciowego przekazu. Ulubionym „konikiem" rosyjskiej blogosfery jest „Polokaust", czyli wyolbrzymiony udział w zagładzie Żydów. Jak powstała ta bzdura? „Polacy chcą, aby ich historia była jak pudelek, biała i puszysta, tymczasem wymordowali więcej Żydów niż hitlerowcy". To nie ponury żart, tylko fragment telewizyjnego show fałszerza historii Władimira Sołowjowa. Na rozkaz Kremla w programie „Niedzielny wieczór" podszywa się pod dziennikarza, przerabiając mózgi Rosjan na papkę. Oraz za sute apanaże, o czym świadczą m.in. dwie wille Sołowjowa w słonecznej Italii.

Skąd bierze się historyczna nienawiść władz Rosji do Polski i Polaków? Czy antypatia jest absolutna i obustronna? W tym miejscu warto zacytować Czesława Miłosza: „Polacy i Rosjanie odczuwają wobec siebie nieprzyjazne uczucia, od urazy, przez pogardę, po nienawiść. Co nie wyklucza tajemniczego wzajemnego przyciągania, zawsze jednak okraszonego nieufnością".

Zniszczyć Ruś

„W średniowieczu konflikty polsko-rosyjskie były kłótniami w rodzinie", twierdzi naukowy periodyk „Wiestnik Jewropy". Ruś zabrała nam Grody Czerwieńskie, Bolesław Chrobry pomógł ruskiemu zięciowi odzyskać Kijów. Tyle nauka, bo medialny przekaz widzi w naszym władcy pierwszego najeźdźcę, który wymyślił wyprawy krzyżowe Zachodu na świętą Ruś. Ot, taki kolega Napoleona i Hitlera.

XV w. wniósł w obustronne relacje czynnik religijnej wrogości, głosi z kolei rosyjska propaganda. Po unii polsko-litewskiej dynastia Jagiellonów przyjęła zachodnie chrześcijaństwo, podczas gdy większość mieszkańców Litwy wyznawała prawosławie.

Naprawdę nie był to jednak powód do nienawiści. Rusiński długo był językiem urzędowym Litwy, a wielonarodowe państwo głosiło zasadę religijnej tolerancji. Inaczej nie mogłoby przetrwać. Tymczasem Rosjanie są uczeni, że „rozpoczął się okres papieskiego prozelityzmu, prześladowań wschodniego chrześcijaństwa. Los jego wyznawców nawracanych siłą był straszny". Takie treści przedstawia „edukacyjny" film „Polski ślad".

Na szczęście czoła polskim krzyżowcom stawił car Iwan Groźny, XVI-wieczny władca księstwa moskiewskiego. „Rozpoczął pochód wyzwoleńczy, jednoczący ruskie ziemie zagarnięte przez polsko-litewskich okupantów". Wybuchły wojny o Inflanty, zwane przez Rosjan liwońskimi. Czy była to odpowiedź na egzystencjalne zagrożenie? Jeśli tak, dotyczyło tylko moskiewskich elit. Chodziło przecież o starcie dwóch systemów politycznych. Szlacheckiej demokracji, czyli republikańskiego ustroju, i moskiewskiej despotii, która przejęła wzorce Azji Mongołów.

„Co to za władca, który nie ma niewolników", dziwił się Iwan Groźny, przyjmując nasze poselstwo. Z drugiej strony car kazał zamknąć granice księstwa, tak bał się polskiej cywilizacji. Z moskiewskiej despotii uciekali bojarzy, kupcy, urzędnicy i chłopi. Przykładem był pierwszy emigrant polityczny w historii Rosji, kniaź Andrzej Kurbski. Przyjaciel cara musiał uciekać zagrożony jego zemstą. Dlatego Iwan przyznawał: jeśli nie wystawimy straży, za kilka lat państwo opustoszeje i nikt nie będzie chciał nam służyć.

Marcin Zaleski, Wzięcie Arsenału

Niestety, jak chcą Rosjanie, wysiłki zjednoczenia prawosławia zaprzepaściła śmierć cara. Podstępni Polacy wykorzystali dynastyczny chaos do najbardziej niszczycielskiego najazdu, którego skutki można porównać tylko z mongolskim nieszczęściem lub agresją hitlerowską.

„Pijani, brutalni, zachłanni mordercy", tak na podstawie kronik cerkiewnych mają postrzegać nas współcześni Rosjanie. Zamorzenie głodem moskiewskiego patriarchy, trzyletnie oblężenie Siergijewsko-Troickiej Ławry (rosyjska Jasna Góra), łamanie uświęconych praw i obyczajów. Słowem próba narzucenia obcego panowania, które uczyniłoby z Rusi kolonię. To dlatego rosyjskie święto jedności narodowej jest obchodzone w rocznicę „wygnania polskich interwentów z Kremla".

Tak, język propagandy miał i ma ogromne znaczenie. W dokumentach dyplomatycznych i folklorze XVII w. Polacy byli nazywani „bisurmanami", czyli najeźdźcami tak obcymi i groźnymi, jak wyznawcy islamu. Do języka rosyjskiego weszło wyrażenie „panibractwo", pochodzące od polskich słów „pan i brat", oznaczające przynależność do stanu szlacheckiego. Tyle że dziś oznacza brak kultury i chamstwo cechujące prostaków. Natomiast honor tak drogi sercu każdego patrioty w rosyjskim rozumieniu jest równoznaczny z pychą i pogardą wobec innych.

Sowieci nieprzypadkowo nazywali wojska Zygmunta III Wazy interwentami. Polacy mieli się kojarzyć ze zbrojnymi inwazjami USA, W. Brytanii, Niemiec i Francji po wybuchu bolszewickiego puczu 1917 r. Ich pokonanie było mitem założycielskim ZSRR, prawnym fundamentem sowieckiej władzy totalitarnej. Rosjanie mają jednak nadal pamiętać, że pierwszymi agresorami byli Polacy.

Z drugiej strony, co podkreśla periodyk „Mieżdunarodnaja Żyzń": „Szesnaste i siedemnaste stulecia były czasem fascynacji moskiewskich elit kulturą Rzeczypospolitej uosabiającej Europę". Język polski obowiązywał na carskim dworze, tak samo jak polski ubiór i szlacheckie zwyczaje. Wychowawcą synów pierwszego cara z dynastii Romanowów był Symeon Połocki, duchowny wykształcony w prawosławnej Akademii Mohylańskiej. Triumfy święciła polska literatura barokowa. „Prosty naród ukochał polskie psalmy, które powszechnie brzmiały w czasie prawosławnych liturgii oraz w zwykłych domach".

„Negatywny stereotyp Polaka nie był już monolitem. Od XVII w. następuje rozdwojenie. Pierwszym był obraz budowany przez władzę na użytek polityczny. Drugim nurtem okazała się fascynacja Polską wyrażana przez elity kulturalne". Naukowy periodyk trafnie zauważa, że fenomen polskiej kultury rozkwitł ponownie w czasach totalitarnych. Opozycjoniści i artyści ZSRR wyrażali uznanie dla osiągnięć ludzi sztuki, a także Solidarności. Na szczęście polska „schizofrenia" Rosji przetrwała do dziś. Jak pokazała historia, mimo wysiłków propagandy stereotyp narzucany przez władzę nigdy nie zniszczył pozytywnego odbioru społecznego.

Polska pod zaborami

Nie było żadnych rozbiorów Rzeczypospolitej. Katarzyna II, największa z rosyjskich władczyń, zakończyła jedynie dzieło rozpoczęte przez Iwana IV. „Nie sięgnęłam po wierszek (miara powierzchni) polskiej ziemi". Tak caryca chwaliła się Wolterowi po dokonaniu trzeciego rozbioru. Unicestwienie Polski jest interpretowane jako odzyskanie historycznych ziem Rosji i zjednoczenie prawosławia. Obowiązuje współcześnie, gdyż kremlowscy historycy nie chcą pamiętać, że resztą kraju podzielili się wspólnicy zbrodni, Austria i Prusy. Rosja chętnie dobiła targu, realizując imperialne i zaborcze interesy. Tyle że wraz z rozbiorami Rzeczypospolitej w rosyjskiej polityce zagranicznej pojawił się tzw. problem polski, z którym carowie i bolszewicy nigdy sobie nie poradzili.

Dla władzy przyczyna była prosta: „To naród niewdzięczny i krnąbrny. Zgniłe elity, które nie umieją docenić swobód, które nadał im mój brat Aleksander", tak car Mikołaj I zareagował na wybuch powstania listopadowego 1830 r. Temat polskiej zdrady jest odtąd stale obecny w publicystyce. Tezą pozostaje niewdzięczność Polaków za możliwości cywilizacyjnego rozwoju, jaką podbitemu narodowi oferowało imperium. Głównym przykładem jest książę Adam Czartoryski, który „wykorzystał najpierw propolskie sympatie Aleksandra I, zostając jego ministrem spraw zagranicznych, aby bez wahania zdradzić i przejść na stronę Napoleona". Nie dość na tym: przyjęty ciepło przez petersburską arystokrację odpłacił uwiedzeniem żony cara.

Natomiast insurekcja kościuszkowska wybuchła, ponieważ jej wódz był francuskim agentem, którego poparli oficerowie pozbawieni królewskiego żołdu. Ani słowa o patriotyzmie i chęci ratowania Polski.

Pół wieku później nie zmieniło się nic oprócz frazeologii. „Od chwili utracenia niepodległości wszystkie myśli i wysiłki Polaków skoncentrowały się na jej odzyskaniu". Tak analizował powstanie styczniowe 1863 r. konserwatywny publicysta Michaił Katkow. Nazwał zryw narodowy próbą odrodzenia polskiego imperializmu, czyli chęcią odbudowy Polski od morza do morza. Oczywiście za cenę unicestwienia Rosji. Jak pisał Katkow: „Polakom nie wystarcza polskość, chcą, by Polakami stali się Rosjanie lub przynajmniej wynieśli się za Ural". Publicysta posunął się dalej w oskarżeniach. Gdy carat zderzył się z rewolucyjnymi próbami obalenia, stwierdził: „Nie ma wątpliwości, że za morderstwem Aleksandra II i zabójstwami najwyższych urzędników stoją polscy agitatorzy. Wykorzystują naiwność tych Rosjan, którzy, współczując utracie polskiej niepodległości, usiłują zniszczyć rosyjskie państwo".

Ciekawa interpretacja dotyczy masakr Polaków oraz innych zbrodni dokonanych przez rosyjską armię. Rzeź Pragi podczas insurekcji Kościuszki była odwetem za wymordowanie 4 tysięcy Rosjan podczas powstańczego zrywu Warszawy. Zbrodnia katyńska jest usprawiedliwiana zamęczeniem tysięcy czerwonoarmistów w obozach jenieckich po wojnie polsko-bolszewickiej 1920 r. Chodzi więc o dziejową sprawiedliwość, a nie ludobójstwo...

Spór między Polską a Rosją toczy się też o zarzut celowego braku pomocy powstaniu warszawskiemu w sierpniu 1944 r. Według historyka Aleksieja Isajewa: „pomoc była niemożliwa, bo Armia Czerwona wykrwawiała się, walcząc o przyczółki na Wiśle. Ze strategicznego punktu widzenia ich utrzymanie przyspieszało pokonanie III Rzeszy, nawet kosztem Warszawy". Tylko dlaczego od chwili, gdy Putin przywrócił imperialną politykę historyczną, Kreml przydzielił rolę chłopca do bicia Armii Krajowej? Z rosyjskich seriali telewizyjnych o „dziarskich chłopcach" z NKWD wynika, że AK liczyła londyńskie dolary i współpracowała z gestapo, odmawiając walki z nazistami. Po wojnie polskie oddziały partyzanckie mordowały Ukraińców i Białorusinów, zakłócając szczęśliwe życie w komunistycznym raju.

Przykładów braku obiektywizmu lub wulgarnych fałszerstw jest więcej. Moskwa oskarża nas już o wszystkie nieszczęścia Rosji i Europy. A jednak równie silny jest nurt, który można nazwać polskim kompleksem lub niewykorzystaną szansą imperium.

Car Iwan IV marzył o zajęciu polskiego tronu i połączeniu sił obu państw do podboju Europy. Romanowowie zaprzepaścili szansę wykorzystania Polski przeciwko Niemcom, co srodze zemściło się podczas I wojny światowej. ZSRR nigdy nie zhołdował PRL, aby zabezpieczyć spokój w socjalistycznym obozie. Obiektywni historycy rosyjscy wołają do Kremla o koncepcję wzajemnego porozumienia. O partnerstwo, które dałoby pewność, że Moskwa nigdy nie sięgnie po polską suwerenność. Potrzeba niewiele. Wystarczy, że rosyjskie elity zrezygnują z imperialnych ambicji.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA