fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rynek pracy

Maciej Witucki: Ratujmy miejsca pracy, to priorytet

tv.rp.pl
Pakiet pomocowy należy zbudować maksymalnie elastycznie, maksymalnie szeroko – apeluje Maciej Witucki, prezydent Konfederacji Lewiatan.

Czy ogłoszenie przez rząd pakietu pomocowego jest pilne?

Absolutnie tak. Dziś superpilne są dwie rzeczy: zdrowie i miejsca pracy Polaków. Miejsce pracy rozumiane jako miejsce zatrudnienia w firmie, jak i możliwość zarabiania przez wszystkich. Kwestie związane z ochroną zdrowia są wprowadzane szybko i mocno, podobnie powinno być z ochroną miejsc pracy.

Co jest najważniejsze?

Pilnego uregulowania wymaga kwestia zasiłków dla osób, które są kierowane na kwarantannę, czy zasiłków dla osób np. na umowach cywilno-prawnych. Potrzebne są szybkie zmiany regulacji dotyczących tzw. postojowego, czyli możliwości odesłania na jakiś czas pracowników w przypadku spadku obrotów. Chodzi o to, by te procedury można było stosować w trybie natychmiastowym, w przypadku wystąpienia kwarantanny w zakładzie pracy czy zatrzymania działalności ze względu na pandemię.

Banki ogłosiły już wakacje kredytowe, mają one mieć możliwość udzielania szybkich kredytów na podtrzymanie płynności firm. To wystarczy?

To co ogłosiły już banki jest bardzo ważne, ale też oczekiwałbym podobnych rozwiązań w odniesieniu do innych form finansowania. Katalog pilnych spraw to także kwestia zawieszenia różnego rodzaju obowiązków deklaracyjnych. Firmy mają zdziesiątkowane działy kadr i finansów, m.in. w efekcie konieczności opieki nad dziećmi. Dziś nie są w stanie podołać wszystkim obowiązkom. Do tego oczywiście potrzebne jest przesunięcie bez kar terminów płatności ZUS i podatków. Zwłaszcza w odniesieniu do mniejszych firm, bo mniejsze podmioty mają największe kłopoty płynnościowe.

Mniejsze firmy powinny być w pakiecie traktowane priorytetowo?

Od jakiegoś czasu słychać głosy, że wsparcie ma objąć głównie małe i średnie firmy. Ale podczas poniedziałkowych, krótkich konsultacji z premierem Morawieckim postulowaliśmy, że trzeba ratować miejsca pracy w Polsce, traktując w sposób równy i małych, i dużych. Przecież jedni i drudzy tworzą miejsca pracy.

Co z firmami, które rząd zamknął na mocy rozporządzenia. Kina, sklepy, restauracje utraciły przychody z dnia na dzień, a koszty stałe pozostały.

Jeśli chodzi o wynagrodzenia dla pracowników takich firm, to najbardziej odpowiednie wydaje się zastosowanie procedury „postojowego". Chodziłoby o to, by koszty wynagrodzeń pracowników, którzy nie pracują w efekcie decyzji rządu, czy też z powodu kwarantanny, częściowo ponosiło państwo, a częściowo pracodawca. Oczekiwanie, że państwo pokryje 100 proc. płacy jest nierealne z punktu widzenia pojemności budżetu. Musi to być jakoś współdzielone, pewnie w jakiejś części też z pomniejszeniem wynagrodzenia dla samego pracownika.

Ale dziś postojowe można zarządzić, gdy obroty spadają w ciągu 6 miesięcy, resort pracy proponuje skrócić ten czas do 2 miesięcy, ale to i tak wydaje się zbyt długo.

Oczywiście, trzeba to radykalnie skrócić, nawet do 1-2 tygodni, bo w takim tempie załamują się obroty firm. Jeżeli firma będzie w stanie wykazać, że w takim tempie spadają jej przychody, to ona i jej pracownicy powinny mieć możliwość korzystania z pomocy. Mówimy o pensjach, czyli o ludziach. Ratujemy teoretycznie firmy, ale przecież przede wszystkim ratujemy pracowników tych firm. To jest priorytet!

Czy należy w jakiś sposób wyróżnić firmy, które już cierpią, już zostały bezpośrednio dotknięte epidemią? Np. transport, turystyka, usługi?

Uważam, że pakiet należy zbudować maksymalnie elastycznie, maksymalnie szeroko. Z naszych doświadczeń wynika, że jeszcze dwa tygodnie temu większość branż deklarowała, że nie jest dotknięta problemami, a dziś już nikt tak nie mówi. Wydawać by się mogło, że mamy jakieś branże, które radzą sobie dobrze mimo epidemii, np. produkcja żywności. Ale wystarczy zerwanie jednego łańcucha dostaw, np. w transporcie i już będziemy mieli w tej branży kłopoty. Poważne zawirowania mogą dotknąć każdego i każdy powinien mieć możliwość skorzystania z pomocy.

Jak duża będzie skala problemów w gospodarce?

Wybraliśmy formułę maksymalnego izolowania Polski i Polaków, by spowolnić rozprzestrzeniania się wirusa i ten stan moim zdaniem potrwa dłużej niż dwa tygodnie. Liczenie na to, że za dwa tygodnie wrócimy do normalności jest nieracjonalne. Raczej widziałbym to w perspektywie dwóch miesięcy. Jeśli chodzi o skutki gospodarcze, to pewnie dotyczą one nawet kilkunastu miesięcy. Co najmniej do końca tego roku, jeśli nie dalej.

Oprócz takich szybkich, doraźnych działań rządu, potrzebny jest pana zdaniem duży impuls dla gospodarki?

Dziś priorytetowe jest gaszenie pożaru, ale też trzeba rozmawiać o długofalowych konsekwencjach i planach. A taki impuls dla pobudzenia gospodarki, gdy wyjdziemy z najgorszego kryzysu, oczywiście będzie potrzebny.

Jak pan ocenia działania rządu wobec biznesu i gospodarki?

Choć oczywiście priorytetem jest zdrowie to widzimy, że rząd zdaje sobie sprawę z sytuacji w gospodarce. Problemem jest brak zinstytucjonalizowanego dialogu. Rozmowy toczą się albo bezpośrednio z poszczególnymi organizacjami, czy nawet z pojedynczymi firmami, albo podczas spotkań ad hoc, jak w poniedziałek. A to wyklucza z dialogu np. związki zawodowe, zupełnie niepotrzebnie.

Rozmawiała Anna Cieślak-Wróblewska

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA