fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rolnicy

Wojciech Ratajczyk o deficycie pracowników: Musimy się otworzyć na Ukraińców

123RF
O braku rąk do pracy i sposobach na radzenie sobie z tym deficytem, gdy sąsiednie państwa też potrzebują pracowników – mówi Wojciech Ratajczyk, wiceprezes Polskiego Forum HR, prezes Trenkwalder Polska.

Jak pan ocenia skutki nowelizacji przepisów wprowadzających ograniczenie do 18 miesięcy zatrudnienia pracownika tymczasowego u jednego użytkownika?

Wojciech Ratajczyk: Z oficjalnych statystyk resortu rodziny wynika, że rok do roku liczba pracowników tymczasowych zmalała w 2018 r. do 743 tys., czyli było ich o 14 proc. mniej niż w 2017 r. Oceniam jednak, że nowelizacja przepisów wprowadzająca sztywne ograniczenie zatrudnienia jednej osoby u jednego pracodawcy użytkownika to tylko jedna z przyczyn tego spadku. Drugą jest ogromne zapotrzebowanie w biznesie na pracowników, dlatego wielu przedsiębiorców zdecydowało się na zatrudnienie pracownika tymczasowego bezpośrednio u siebie. Co najbardziej zaskakujące, średni okres zatrudnienia pracownika tymczasowego wynosi 90 dni. Okazało się, że brak kandydatów do pracy wymusił ogromną rotację pracowników tymczasowych.

Jak agencje pracy radzą sobie ze zmianą przepisów?

Na wiele sposobów. Jednym z nich jest szersze korzystanie z outsourcingu. W takim modelu agencja pracy tymczasowej staje się zwykłym pracodawcą dla dotychczasowego pracownika tymczasowego. Zmiana polega na tym, że taki pracownik nie jest już wypożyczany do wcześniejszego pracodawcy użytkownika, tylko agencja przejmuje zarządzanie określonymi procesami i wykonuje je na rzecz tego przedsiębiorcy.

A jak radzicie sobie z brakującymi na polskim rynku pracownikami?

Naszą reakcją jest większe niż wcześniej zainteresowanie pracownikami z Ukrainy. Okazuje się jednak, że działamy tu na bardzo konkurencyjnym unijnym rynku. Czesi wyliczyli bowiem, że u nich brakuje już 290 tys., a w Niemczech jest zapotrzebowanie na 1,4 mln pracowników. Nie możemy tego nie zauważać. Tym bardziej że Czesi oferują zarobki wyższe o 18–20 proc. od polskich, a Niemcy nawet kilkakrotnie wyższe.

Ale Niemcy zapraszają do siebie wyłącznie specjalistów ze znajomością języka niemieckiego. My nie stawiamy takich wymagań.

Tak się najczęściej opisuje przepisy, które mają zacząć obowiązywać w Niemczech od początku przyszłego roku, ale przewidują one także kursy językowe dla cudzoziemców. Może się więc okazać, że tych barier będzie mniej, niż nam się wydaje. A tymczasem w Polsce od roku już obowiązują przepisy, które utrudniają sprowadzanie Ukraińców do pracy w Polsce i niepotrzebnie wydłużają związane z tym procedury. Niektóre są naprawdę absurdalne. Przykładowo przedsiębiorca, który chce awansować pracownika ze Wschodu i dać mu podwyżkę, musi wystąpić o nowe zezwolenie na pracę i przejść przez wszystkie procedury, bo przecież ten pracownik będzie zatrudniony na nowym stanowisku.

Gdzie widzi pan potrzebę zmian?

Myślę, że przy tak dużym zapotrzebowaniu na pracowników należałoby znacznie wydłużyć okres dozwolonego zatrudnienia cudzoziemców w Polsce w ramach uproszczonej procedury oświadczeniowej. Obecnie jest to możliwe na maksymalnie sześć miesięcy w ciągu kolejnych 12 miesięcy, tymczasem Czesi, którzy też są zainteresowani sprowadzaniem Ukraińców do pracy, pozwalają im na pracę przez 18 miesięcy. Warto się także zastanowić nad przyspieszeniem procedur, tak by przedsiębiorca dostawał pozwolenie na sprowadzenie cudzoziemca do pracy w ciągu siedmiu dni. Gdyby urząd nie był w stanie wydać decyzji w tym terminie, to niech wyda decyzję warunkową, ważną do czasu zakończenia postępowania. Ważne są też jednolite standardy rozpatrywania takich spraw przez powiatowe i wojewódzkie urzędy pracy. Obecnie co urząd to inne dokumenty wymagane od pracodawców i pojawiają się różnice w interpretacji przepisów.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA