fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Radcowie

Słowa prawniczki, że telefonowała do sądu to za mało, by przywrócić termin - wyrok NSA

Fotorzepa/Magda Starowieyska
Same zapewnienia nie świadczą o braku winy w uchybieniu terminu.

Ani argument o czasowej zmianie miejsca zamieszkania związanej z wykonywaniem czynności zawodowych, ani dotyczący telefonicznego kontaktowania się z sądem, ani też historia o listonoszu, który nie chciał pozostawić listu poleconego domownikom, nie przekonały Naczelnego Sądu Administracyjnego do przywrócenia terminu prawniczce, która skarżyła się na uchwałę Krajowej Izby Radców Prawnych.

J.N. złożyła do WSA w Warszawie skargę o stwierdzenie niedopuszczalności odwołania od uchwały w sprawie przeniesienia wpisu na listę radców prawnych. W skardze nie podała jednak numeru PESEL. WSA wezwał ją więc do uzupełnienia braków formalnych. Przesyłka wróciła jednak do sądu po dwukrotnym awizowaniu. Sąd więc skargę odrzucił.

Czytaj też: Czy adwokat bądź radca ma prawo do błędu

Prawniczka nie dała za wygraną. Złożyła wniosek o przywrócenie terminu. Wskazała w nim, że w lutym 2020 r. nie przebywała w miejscu zamieszkania, wykonując czynności zawodowe w Warszawie. Podniosła również, że 24 lutego zadzwoniła pod numer informacji WSA i w trakcie rozmowy została poinformowana, że akta znajdują się u sędziego sprawozdawcy i że brak informacji o wysłaniu pisma.

WSA to jednak nie przekonało. Podkreślił, że przywrócenie terminu jest możliwe, wyłącznie gdy nastąpiło bez winy strony. Dodał, że jako kryterium przy ocenie winy w uchybieniu terminu procesowego przyjmuje się obiektywny miernik staranności, jakiej można wymagać od strony dbającej należycie o swoje interesy. Zaznaczył, że o braku winy można mówić wtedy, gdy zainteresowany nie był w stanie przeszkody pokonać (usunąć) przy użyciu sił i środków normalnie dostępnych, nie ryzykując własnym bądź innych zdrowiem, życiem lub nie narażając siebie bądź innych na poważne straty majątkowe.

Zdaniem WSA skarżąca nie uprawdopodobniła, że uchybienie terminu nastąpiło na skutek okoliczności od niej niezależnych.

W piśmie do NSA kobieta przekonywała, że dochowała należytej staranności: dzwoniła przecież do WSA, a w sprawie zawinił listonosz, który odmówił wydania przesyłki jej rodzicom. NSA nie podzielił jednak tych poglądów. Winy skarżącej nie wyłącza podnoszona okoliczność, że zatelefonowała na numer informacji WSA i dowiedziała się, że akta sprawy znajdują się u sędziego sprawozdawcy i że nie ma informacji o wysłaniu pisma – stwierdził NSA.

Sędzia Małgorzata Rysz zaznaczyła przy tym, że J.N. nie wykazała, iż dzwoniła do WSA, bo billingów nie przedstawiła.

Sygnatura akt: II GZ 393/20

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA