fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Zielonka: Europa nie jest już bezpieczna

materiały prasowe
Europejskie bezpieczeństwo jest w stanie chaosu, a europejscy przywódcy udają, że tego nie widzą. Już w przyszłym roku można się spodziewać poważnych wstrząsów – twierdzi politolog z Oksfordu.

Pokojowy ład Europy po 1989 roku był wsparty na trzech głównych filarach: NATO, Unii Europejskiej oraz mozaice centrolewicowych i centroprawicowych partii, które sprawowały władzę. NATO zapewniało sprzęt, UE oprogramowanie do niego, a partie poprawność działania całego systemu. Wszystkie trzy podpory uległy ogromnym zniszczeniom i nie nadają się już do naprawy.

Zwycięstwo Donalda Trumpa pogrzebało NATO. Wspólna obrona i odstraszanie mogą działać tylko wówczas, gdy nikt nie podaje ich w wątpliwość. Trump dał jasno do zrozumienia, że woli mieć wolną rękę i nie chce się wiązać starymi zobowiązaniami. Jednak kapryśny sposób rządzenia to idealny przepis na anarchię, a nie bezpieczeństwo. Nie będę już wspominał o bezpośrednich związkach ludzi Donalda Trumpa z Władimirem Putinem.

Turcja jak Polska?

Brexit pogrzebał Unię. Następne lata upłyną jej na skomplikowanych procedurach rozwodowych, które nie zostawią czasu ani pola do emanowania otoczenia miękką dyplomacją. To oznacza, że sąsiedztwo Unii zostanie narażone na coraz większą niestabilność, napędzającą fale uchodźców i hamującą wymianę handlową. Wiele osób krytykowało strategię rozszerzania UE, ale przecież jeżeli nie doszłoby do zamrożenia tej koncepcji, zarówno Turcja jak i Ukraina, przyjęte do Unii, mogłyby za jakiś czas przypominać Polskę czy Rumunię (powyższe nie oznacza, że Polska czy Rumunia są wzorcami stabilności i dobrego zarządzania).

Spektakularny wzrost poparcia dla partii antyestablishmentowych pogrzebał liberalny konsensus, od którego tak bardzo zależało europejskie bezpieczeństwo na przestrzeni minionych trzech dekad. W myśl tej idei należało trzymać się otwartych granic, udzielać wsparcia krajom biednym, prowadzić wielopłaszczyznową dyplomację oraz promować prawa człowieka i demokrację. Wszystkie te ideały są teraz otwarcie podważane przez nowych mieszkańców politycznej sceny, a wyborcom to już zupełnie nie przeszkadza.

Trump, Brexit i antyrewolucyjne ruchy skierowane przeciwko liberalnym wartościom nie są jedynie wypadkiem przy pracy. Liberałowie z partii centrolewicowych i centroprawicy przez lata konsekwentnie zdradzali własne wartości: najeżdżali inne kraje na podstawie wątpliwych przesłanek i torturowali więźniów. Nie dziwne zatem, że elektorat stał się cyniczny i zaczął popierać alternatywne partie oraz ich polityków. Brexit wziął się z nieumiejętności Unii do przeprowadzenia reform, znalezienia sposobu na wzmocnienie zwykłych ludzi, a nie tylko kasty biurokratów czy lobbystów. Trump jest dzieckiem patologii amerykańskiej demokracji, które odpowiadają za nawarstwiające się nierówności, paraliż rządu i imperialną politykę zagraniczną.

Dziś nikt nie ma pomysłu na to, jak ten cały bałagan posprzątać i sprawić, by Europejczycy poczuli się bezpiecznie. Nie wiadomo nawet, kto miałby za taką dyplomatyczną operację odpowiadać. Niemcy wybrali nowego ministra spraw zagranicznych, którego dotychczasowy styl znany z Parlamentu Europejskiego zdążył poróżnić wielu przywódców na Starym Kontynencie. Za nowym ministrem spraw zagranicznych Włoch nie stoi żadna poważna siła polityczna, a on sam nie ma dyplomatycznego doświadczenia. Szef brytyjskiego MSZ został zapamiętany z głupawego poczucia humoru, ale nie z przedstawienia strategicznych wizji. Szef polskiej dyplomacji wydaje się bardziej zainteresowany walką z rowerzystami, wegetarianami i ekologami niż obmyślaniem znaczących międzynarodowych traktatów. Z takimi dyplomatami Europa nie może liczyć na bezpieczne przejście spodziewanych burzliwych czasów.

Doświadczenie minionych lat sugeruje, że na biurku pani Merkel problemów tylko przybędzie. Nadchodzące wybory w Niemczech będą trudne same w sobie, ale kanclerz nie będzie miała nawet kogo prosić o wsparcie – no bo kto mógłby pomóc: pani May, Szydło, Le Pen? W tym przypadku nie zadziała nawet kobieca solidarność.

Rażący brak zaufania

Bezpieczeństwo nie polega jedynie na budowaniu wojska odpowiadającemu siłą potencjalnemu wrogowi. Bardziej chodzi w nim o tworzenie środowiska sprzyjającemu pokojowi, w którym wszyscy angażują się po równo, w którym mowa o wzajemnym zaufaniu oraz konwergencji prawnej. Dlatego właśnie w utrzymywaniu dotychczasowego pokoju tak bardzo liczyła się rola NATO i Unii Europejskiej wraz z ogólną zgodą odnośnie do tego, co uchodzi za dozwolone, a co za niedozwolone zachowanie.

Bez tych filarów europejskiego pokoju nawet niewielki niespodziewany konflikt może wymknąć się spod kontroli i szybko zamienić się w ciąg wzajemnych oskarżeń i podejrzeń prowadzących do zaniku komunikacji, spiskowych teorii, niezrozumiałych zachowań i agresji. Prawie nikt nie spodziewał się, że zabójstwo austriackiego arcyksięcia Ferdynanda w Sarajewie w 1914 roku przerodzi się w wojnę pociągającą za sobą miliony ofiar. Nie wiemy, jakie niespodzianki czekają nas wiek później, jednak wchodząc w nowy okres konfuzji i turbulencji ważne, byśmy mocno zapięli pasy bezpieczeństwa i wreszcie przestali się kłócić.

Autor jest profesorem Studiów Europejskich na Uniwersytecie w Oksfordzie. Ostatnio w Polsce ukazała się jego książka „Koniec Unii Europejskiej?" (2014)

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA