fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Makowski: Liderzy opozycji chcieliby być jak Kaczyński

Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Partie nie nadążają za przeobrażeniami dokonującymi się w świadomości społecznej. Dlatego ludzie, nawet obywatelsko zaangażowani, szczególnie mocno to dotyczy opozycji, unikają partii politycznych niczym diabeł święconej wody.

Popularne wyobrażenie partii w Polsce jest następujące: na czele stoi silny wódz. Otoczony jest wianuszkiem akolitów, którzy mu potakują.

Taki wódz lubi, gdy mu się schlebia. Choć gardzi pochlebcami, to zarazem dba, aby dobór kadr odbywał się wedle starej sprawdzonej zasady BMW – bierny, mierny, ale wierny. Taki typ przywództwa stworzył na swoje potrzeby Jarosław Kaczyński.

Karykatury prezesa

Prezes PiS jest zarazem przedmiotem dwojakiego rodzaju uczuć: podziwu i naśladownictwa. U komentatorów budzi podziw, który sprowadza się do chwalenia Kaczyńskiego za skuteczność w wygaszaniu swoich politycznych konkurentów. Przekonali się o tym w ostatnich dniach zarówno hamletyzujący Jarosław Gowin, jak i prężący muskuły Zbigniew Ziobro. Prezes pozwolił im przez chwile odczuć, że na prawicy mogą coś znaczyć. Po czym szybko sprowadził ich do parteru.

Z drugiej strony mamy liderów opozycji, którzy chcieliby być jak Jarosław Kaczyński. Starają się więc kopiować sposób zarządzania partią tak, jak czyni to prezes. Tyle że zamiast kopii, wychodzi karykatura. Raz, elektorat opozycji jest odmienny: Kaczyński rzeczywiście zbudował partię, gdzie dominują wyznawcy (to jest kategoria opisowa, nie oceniająca) – dlatego tak czule, długo i namiętnie budował smoleński mit. Nic tak ludzi nie wiąże, na dobre i na złe, jak mitologizacja wspólnego doświadczenia. Elektorat opozycji to głównie indywidualni wyborcy, którzy patrzą na partię i lidera przez pryzmat korzyści, jakie im, jako obywatelom, i państwu formacja może zaoferować. To ludzie, którzy nie są związani lojalnościowo z partią, ale szukają najlepszej z możliwych ofert programowych. Dlatego w każdych wyborach głosują albo mogą głosować inaczej.

Ponadto elektorat opozycji, szczególnie tej liberalnej, nie trawi na czele partii wodza. To ludzie, którzy od dłuższego czasu funkcjonują w innym paradygmacie społecznym – paradygmacie, którego symbolem są konsultacje, budżety obywatelskie czy inicjatywy lokalne. Te narzędzia pozwoliły im doświadczyć wspólnoty – stowarzyszenia czy fundacji, w ramach których decyzje, strategia i projekty realizuje się w wyniku rozmowy, dialogu, wspólnych uzgodnień. Dlatego chcą być podmiotem polityki, a nie przedmiotem.

Omijać szerokim łukiem

Z tych powodów opozycja, szukając kandydata na prezydenta, czy też Koalicja Obywatelska, szukając sposobu na wyłonienie nowego lidera, nie może iść torem wyznaczonym przez Kaczyńskiego. Bo to recepta na oczywistą klęskę. Musi iść drogą, którą od dawna idzie już elektorat oczekujący uzgadniania zarówno kwestii programowych, jak i personalnych poprzez dialogi i konsultacje. Zadziwiające, że liderzy opozycji są ślepi na ten nowy model społecznego zaangażowania, który już dawno praktykuje ich elektorat. Nie może więc dziwić, że ci lokalni liderzy, miejscy aktywiści, którzy mogliby zasilić swoimi pomysłami i energią zmęczone i pozbawione energii partie, omijają je szerokim łukiem.

Czy jednak, zapyta ktoś, taka sytuacja nie prowadzi do chaosu i braku decyzyjności? Czy w świecie, gdzie jest dużo niepewności i ryzyka, partie i ludzie nie szukają mocnego i stanowczego lidera? Jasne, że szukają. Nie jestem naiwny. Ale dokonałbym rozróżnienia: nie szukają tzw. mocnego przywódcy (samiec alfa), ale troskliwego przewodnika. Przewodnik to ktoś, kto potrafi zbudować zespół. Kto lubi konsultacje, dialoguje. Kto potrafi uderzyć się w piersi, gdy popełnia błąd. Kto potrafi wydobyć z ludzi to, co w nich najlepsze, a nie to, co najgorsze i podłe. I rzecz kluczowa: to ktoś, gdy trzeba, potrafi swoje ambicje schować do kieszeni.

Przywódca musi kochać

Rodzima opozycja liberalna szuka więc przewodnika, który potrafiłby ją zmobilizować i sprawił, że każdy zaangażowany obywatel miałby poczucie wpływu na oblicze ruchu, do którego przystępuje i w który się angażuje. Mottem takiego lidera powinny być słowa amerykańskiego filozofa i działacza społecznego Cornella Westa, który dosłownie do dwóch zdań sprowadził credo, jakie powinno być znakiem firmowym przewodnika: „Nie możesz prowadzić ludzi, jeśli ich nie kochasz. Nie możesz chronić ludzi, jeśli nie chcesz im służyć". A więc: miłość, troska, służba. Trzy cnoty, które składają się na charakter autentycznego przewodnika. Kogoś, kogo szuka dziś Koalicja Obywatelska, jeśli wciąż chce dotrzymać kroku zaangażowanym obywatelom, którzy nie mają ani ochoty, ani czasu angażować się w anachroniczne projekty polityczne. A więc i przegrane.

Autor jest filozofem, teologiem, publicystą, radnym miasta  Katowice z ramienia Koalicji Obywatelskiej. Ostatnio opublikował książkę „Pobudka Kościele" (2018)

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA