Publicystyka

O godności i karze śmierci

AFP
Papież Franciszek wcale nie rewolucjonizuje podejścia Kościoła do najwyższego wymiaru kary – pisze prawnik i filozof w polemice z Cezarym Kościelniakiem.

W tekście „Godność i kara śmierci" (Rzeczpospolita 5 sierpnia 2018 r.) Cezary Kościelniak komentuje zmianę wprowadzoną do Katechizmu Kościoła Katolickiego (2267) dotyczącą kary śmierci.

Artykuł ten skłania do polemiki i to w dwóch zasadniczych kwestiach, których dotyczy – radykalnego odejścia od dotychczasowego nauczania Kościoła oraz pojmowania godności jako wartości fundamentalnej. W tej drugiej kwestii, istotnej niezależnie od sporów o naukę Kościoła katolickiego, autor tekstu, zamiast porządkować problematykę godności, nie tylko wprowadza pomieszanie podstawowych pojęć, ale – korzystając z tego pomieszania – przygotowuje grunt pod odrzucenie uznania przyrodzonej, niezbywalnej i nienaruszalnej godności za wartość fundamentalną, i zdaje się akceptować tego konsekwencje. Sprawę uważam za tym ważniejszą, że stanowisko zawarte w tekście Cezarego Kościelniaka zdaje się odzwierciedlać ogólniejszy – moim zdaniem, bardzo niepokojący – proces zmiany pojmowania podstaw prawa.

Wypada też poczynić kilka uwag szczegółowych dotyczących niektórych argumentów wprowadzonych przez Cezarego Kościelniaka.

1. Kwestia odejścia od dotychczasowego nauczania Kościoła

a. Uwagi wstępne

Cezary Kościelniak uważa za możliwe, że z całego pontyfikatu papieża Franciszka najbardziej zapamiętana zostanie zmiana w Katechizmie Kościoła Katolickiego dotycząca kary śmierci. Autor twierdzi, że odrzucając dopuszczalność kary śmierci papież istotnie zmienia dotychczasowe nauczanie Kościoła, i sugeruje, że wprowadzeniu tej zmiany towarzyszyły jakieś niejasne, zakulisowe zabiegi – że decyzja podjęta 11 maja opublikowana była dopiero w sierpniu; że nie podano, czy i z kim zmiana była konsultowana.

Trzy miesiące, które dzielą podjęcie decyzji od publikacji zmiany, nie zdają się być nadmiernym czasem, jeśli weźmie się pod uwagę, że 11 maja papież Franciszek nie tylko zatwierdził zmianę, ale jednocześnie zlecił przygotowanie przekładów nowego brzmienia na różne języki i wprowadzenie nowego tekstu do wszystkich wydań Katechizmu. Ogłoszeniu zmiany 2 sierpnia towarzyszyła prezentacja tekstu w języku włoskim, łacińskim, francuskim, angielskim, niemieckim, hiszpańskim, portugalskim i polskim (pismo prefecta Kongregacji Nauki Wiary ogłaszające zmianę nosi datę 1 sierpnia, zob. Nuova redazione del n. 2267 del Catechismo della Chiesa Cattolica sulla pena di morte – Rescriptum „ex audientia SS.MI", http://www.vatican.va/roman_curia/congregations/cfaith/documents/rc_con_cfaith_doc_20180801_catechismo-penadimorte_it.html). Czy trzy miesiące uzasadniają użyte przez Kościelniaka sformułowanie „dopiero w sierpniu"?

Jeśli chodzi o konsultacje, to wypada zauważyć, że z formalnego punktu widzenia (i nie tylko formalnego) zmiana została przygotowana przez Kongregację Nauki Wiary. Co więcej, kluczowe z argumentacyjnego punktu widzenia stwierdzenie zawarte w nowym tekście Katechizmu (p. 2267): „kara śmierci jest niedopuszczalna, ponieważ jest zamachem na nienaruszalność i godność osoby" padło 11 października 2017 r. w przemówieniu do uczestników spotkania zorganizowane przez Papieską Radę ds. Krzewienia Nowej Ewangelizacji (p. 5), opublikowanym w oficjalnym dzienniku watykańskim „L'Osservatore Romano" już 13 października 2017 r. Jasno sformułowane stanowisko papieża wraz z zasadniczym argumentem było zatem znane co najmniej od tego czasu. Jasne wypowiedzi dotyczące odrzucenia kary śmierci były i we wcześniejszych wypowiedziach papieża Franciszka. W Posynodalnej Adhortacji apostolskiej Amoris Laetitia opublikowanej 8 kwietnia 2016 r. pada także jednoznaczne stwierdzenie, że „Kościół nie tylko czuje naglącą potrzebę potwierdzenia prawa do śmierci naturalnej – unikając uporczywej terapii i eutanazji, ale także zdecydowanie odrzuca karę śmierci''. Formuła „zdecydowanie odrzuca karę śmierci" jest przy tym cytatem z „Relacji końcowej" XIV Zwyczajnego Zgromadzenia Ogólnego Synodu Biskupów opublikowanej 24 października 2015 r.

b. Tekst z 1992 r.

O radykalnym odejściu od dotychczasowego nauczania, a dokładniej – od stanowiska zawartego w samym Katechizmie Kościoła Katolickiego, mowy być nie może. Była to już druga zmiana punktu 2267. Pierwotnie, w wydaniu ogłoszonym w 1992 r. (wydanie polskie, Pallottinum 1994), był on elementem paragrafu zatytułowanego „Uprawniona obrona" obejmującego punkty 2263-2267. Jego pełne brzmienie było następujące:

„Jeśli środki bezkrwawe wystarczają do obrony życia ludzkiego przed napastnikiem i do ochrony porządku publicznego oraz bezpieczeństwa osób, władza powinna stosować te środki, gdyż są bardziej zgodne z konkretnymi uwarunkowaniami dobra wspólnego i bardziej odpowiadają godności osoby ludzkiej." W tym sformułowaniu nie było jeszcze w pełni jasne, że dotyczy on kary śmierci – mowa jest o obronie, a nie o karze. Taka redakcja nie wykluczała domysłu, że wypowiedź ta nie wyraża wszystkich istotnych elementów stanowiska Kościoła w sprawie kary śmierci i że obok funkcji „obronnych" kara śmierci mogłaby pełnić dla skazanego funkcje „lecznicze".

c. Tekst z 1998 r.

Pierwsza zmiana została wprowadzona w 1998 r. (Katechizm Kościoła Katolickiego. Corrigenda. Teksty poprawek zatwierdzone przez Kongregację Nauki Wiary pismem z dnia 25 kwietnia 1998 r., Prot. N. 1/93; tekst polski, Pallotinum 1998). Punkt został istotnie poszerzony i w sposób oczywisty dotyczył już kary śmierci: „Kiedy tożsamość i odpowiedzialność winowajcy są w pełni udowodnione, tradycyjne nauczanie Kościoła nie wyklucza zastosowania kary śmierci, jeśli jest ona jedynym dostępnym sposobem skutecznej ochrony ludzkiego życia przed niesprawiedliwym napastnikiem.

Jeżeli jednak środki bezkrwawe wystarczą do zachowania bezpieczeństwa osób przed napastnikiem, władza powinna ograniczyć się do tych środków, ponieważ są bardziej zgodne z konkretnymi uwarunkowaniami dobra wspólnego i bardziej odpowiadają godności osoby ludzkiej.

Istotnie dzisiaj, biorąc pod uwagę możliwości, jakimi dysponuje państwo, aby skutecznie ukarać zbrodnię i unieszkodliwić tego, kto ją popełnił, nie odbierając mu ostatecznie możliwości skruchy, przypadki absolutnej konieczności usunięcia winowajcy 'są bardzo rzadkie, a być może już nie zdarzają się wcale' [Jan Paweł II, enc. Evangelium vitae, 56]."

Doktrynalne podstawy tej zmiany wyłożone były przede wszystkim w encyklice Jana Pawła II „Evangelium vitae" ogłoszonej 25 marca 1995 r. W myśl brzmienia Katechizmu wprowadzonego w 1998 r., koniecznym warunkiem dopuszczalności kary śmierci jest to, że stanowi ona jedyny środek ochrony życia ludzkiego przed niesprawiedliwym napastnikiem. Nie ma mowy o tym, że kara ta jest należną „odpłatą", że jest przywróceniem porządku sprawiedliwości, czy okazją do nawrócenie lub skruchy skazańca. Wręcz przeciwnie, kara śmierci postrzegana jest jako to, co może ostatecznie odebrać możliwość skruchy. Stwierdzenie Cezarego Kościelniaka, że w świetle Ewangelii (zob. Łk 23,40-43) „Przedśmiertny akt skruchy drugiego łotra nigdy by nie zaistniał, gdyby nie nastąpiła adekwatna kara", ewidentnie rozmija się z dotychczasowym stanowiskiem katechizmowym i zawiera przypuszczenie, dla którego uzasadnienia trudno znaleźć racjonalne podstawy (również na gruncie Ewangelii, w których ukazane są także przykłady skruchy nieuwarunkowanej groźbą kary). Być może są przypadki, w których jedynie bezpośrednia konfrontacja z byciem pozbawionym życia przez drugiego człowieka prowadzi do aktu skruchy. Czy jest to jednak wystarczająca racja, by w innych przypadkach nieodwracalnie możliwość skruchy przekreślać?

W całym punkcie 2267 w brzmieniu z 1998 r. wyraźnie zarysowuje się pogląd, że kara śmierci jako fakt społeczny nie jest karą we właściwym tego słowa znaczeniu, nie jest należną odpłatą, nie jest dla skazanego środkiem naprawczym. Jest postrzegana jako środek unieszkodliwiający przestępcę i wprost zawarte jest przypuszczenie, że w dzisiejszych czasach przypadki konieczności sięgnięcia po ten środek „są bardzo rzadkie, a być może już nie zdarzają się wcale".

W formule wprowadzonej w 1998 r. widać także dwojaki typ argumentacji – za dopuszczalnością kary śmierci przemawia tradycyjne nauczanie Kościoła; na rzecz jej odrzucenia pojawia się argumentacja niekonfesyjna, filozoficzna, odwołująca się do dobra wspólnego i godności osoby ludzkiej.

d. Tekst z 2018 r.

W ogłoszonej w sierpniu tego roku, nowej redakcji, zatwierdzonej przez papieża Franciszka, punkt 2267 poprzedzono osobnym tytułem „Kara śmierci", przez co przestał być on częścią paragrafu dotyczącego obrony koniecznej. Tekst jest następujący:

„Wymierzanie kary śmierci, dokonywane przez prawowitą władzę, po sprawiedliwym procesie, przez długi czas było uważane za adekwatną do ciężaru odpowiedź na niektóre przestępstwa i dopuszczalny, choć krańcowy, środek ochrony dobra wspólnego.

Dziś coraz bardziej umacnia się świadomość, że osoba nie traci swej godności nawet po popełnieniu najcięższych przestępstw. Co więcej, rozpowszechniło się nowe rozumienie sensu sankcji karnych stosowanych przez państwo. Ponadto, zostały wprowadzone skuteczniejsze systemy ograniczania wolności, które gwarantują należytą obronę obywateli, a jednocześnie w sposób definitywny nie odbierają skazańcowi możliwości odkupienia win.

Dlatego też Kościół w świetle Ewangelii naucza, że 'kara śmierci jest niedopuszczalna, ponieważ jest zamachem na nienaruszalność i godność osoby' [Franciszek, Przemówienie do uczestników spotkania zorganizowanego przez Papieską Radę ds. Krzewienia Nowej Ewangelizacji, 11 października 2017: L'Osservatore Romano (13 października 2017), 5], i z determinacją angażuje się na rzecz jej zniesienia na całym świecie."

Obecna w dotychczasowym tekście dwoistość argumentacyjna zostaje zachowana – na rzecz kary śmierci przemawiają rozpowszechnione poglądy, które były uznawane za trafne. Ponadto, użyty jest czas przeszły i nie ma już mowy wprost o nauce Kościoła. Natomiast przeciwko karze śmierci przytaczane są racje „naturalne", filozoficzne: „kara śmierci jest niedopuszczalna, ponieważ jest zamachem na nienaruszalność i godność osoby" (gwoli ścisłości powiedzieć trzeba, że w łacińskiej wersji tekstu Katechizmu mowa jest wprost o nienaruszalnej godności: „poenam capitalem non posse admitti quippe quae repugnet inviolabili personae humanae dignitati"; w pozostałych oficjalnych wersjach językowych, w tym w wersji włoskiej, która przy ogłoszeniu wskazana została jako zawierająca tekst oryginalny, mowa jest o nienaruszalności i godności osoby: „la pena di morte e inammissibile perché attenta all'inviolabilita e dignita della persona").

Dopuszczalność kary śmierci rozpatrywana jest nadal z punktu widzenia obronny innych. Jej odrzucenie jest prostym rozwinięciem dotychczasowej nauki katechizmowej, przy jasno uznanej przesłance, że „zostały wprowadzone skuteczniejsze systemy ograniczania wolności, które gwarantują należytą obronę obywateli". Gdy Jan Paweł II (i za nim Katechizm) wyrażał daleko posuniętą wątpliwość, czy we współczesnych państwach zabicie przestępcy jest jedynym środkiem zabezpieczenia życia innych (jak czytamy w tekście z 1998 r., takie przypadki „są bardzo rzadkie, a być może już nie zdarzają się wcale"), papież Franciszek tej wątpliwości nie podziela i wyraża pogląd, że takie sytuacje dziś nie zachodzą. Jest to fakt społeczny. Można dyskutować, czy trafnie rozpoznany. Wszakże o rewolucji doktrynalnej nie może być mowy. Jeśli ona miała miejsce, to za pontyfikatu Jana Pawła II. Zasadnicza wartość uzasadniająca stanowisko papieża Franciszka, podobnie jak wcześniej, jest wartością rozpoznawaną także niezależnie od Objawienia, filozoficzną: „kara śmierci jest niedopuszczalna, ponieważ jest zamachem na nienaruszalność i godność osoby".

2. Kwestia godności

a. Pomieszanie pojęć

Cezary Kościelniak bez uprzedzenia czytelnika posługuje się dwoma różnymi pojęciami godności, które współczesna nauka dość precyzyjnie odróżnia. Chodzi mianowicie o godność przyrodzoną (nikt jej nie nadaje), niezbywalną (nikt nie może jej odebrać ani pomniejszyć), równą, będącą źródłem podstawowych praw i nienaruszalną, zwaną zwykle, choć nie zawsze, godnością osobową; oraz o godność opartą na poziomie moralnym jej podmiotu, która nie jest ani przyrodzona, ani niezbywalna, ani równa, zwaną godnością osobowościową. O ile ta pierwsza jest niezależna zarówno od działań jej podmiotu, jak i od działań innych ludzi, to ta druga oparta jest ostatecznie na tym, jak postępuje jej podmiot. Od tych dwóch typów godności odróżnia się zwykle jeszcze godność osobistą (dobre imię) zależną przede wszystkim od tego, jak jej podmiot jest traktowany przez innych. Można być szlachetnym moralnie i mieć dużą godność osobowościową, a poprzez zniewagę mieć pomniejszoną godność osobistą.

Różne typy godności (a można ich wyróżnić nawet kilkanaście, jest jeszcze np. godność narodu, państwa, prawa, urzędu, pełnionej funkcji, wykonywanego zawodu) łączy to, że właściwą postawą wobec niej (wobec jej podmiotu) jest szacunek, z czym wiąże się wyjście poza kategorie ekonomiczne i uznanie, że nie ma ona ceny. Pytanie, ile trzeba zapłacić za znieważenie kogoś lub czegoś, jest pytaniem źle postawionym. Jeśli ktoś uznaje jakąś sumę pieniędzy za wystarczającą dla dokonania aktu zniewagi, to jest to nie tyle uznanie równowartości godności, co uznanie słabości swojej woli, ceny korupcji, ceny własnego wyjścia z pola moralności czy powinności.

Mimo podobieństw, jedynie godność osobowa jest przyrodzona, niezbywalna, równa i nienaruszalna, i to ona jest fundamentem podstawowych praw.

b. Godność osobowa

Nowy tekst Katechizmu jasno mówi o godności nieutracalnej, której osoba nie traci „nawet po popełnieniu najcięższych przestępstw". Chodzi zatem o godność – mówiąc językiem Konstytucji RP – przyrodzoną i niezbywalną (art. 30), o godność, która w prawie międzynarodowym określana jako inherent – „nieoddzielalna", „wewnętrzna" (w polskich przekładach „przyrodzona" lub „wrodzona"). W doktrynie praw człowieka uznaje się, że również jej podmiot nie może aktem swej woli się jej pozbawić. Właśnie z tej godności wynikają podstawowe prawa – nieutracalne, tak jak nieutracalna jest ich podstawa – człowiek nie może na przykład zrzec się swej podmiotowości aby stać się przedmiotem sprzedaży (niewolnikiem). Żadne oświadczenie woli w tym zakresie (nawet potwierdzone notarialnie) nie będzie miało skutków prawnych; nie może też zrzec się „prozaicznego" prawa do nauki na poziomie podstawowym.

Uznanie przyrodzonej i niezbywalnej godności ma swoje korzenie w doświadczeniach dwóch wojen światowych, w doświadczeniu – jak mówi Powszechna Deklaracja Praw Człowieka z 1948 r. – „aktów barbarzyństwa, które wstrząsnęły sumieniem ludzkości". Stąd w nowym brzmieniu Katechizmu pojawia się stwierdzenie: „Dziś coraz bardziej umacnia się świadomość, że osoba nie traci swej godności"; jest to wciąż trwający proces.

Cezary Kościelniak dąży do relatywizacji tej fundamentalnej dla współczesnych porządków prawnych kategorii (ja bym powiedział – fundamentalnej dla współczesnej kultury). Pisze on: „Pojęcie to [godności] jest jednak szerokie i można na nim budować sprzeczne poglądy moralne." Trochę racji w tym stwierdzeniu jest. Wypadałoby jednak wskazać pole zasadniczej zgody (i to zarówno w prawie, jak i filozofii) dotyczącej rdzenia tego pojęcia. Podążając przede wszystkim za Immanuelem Kantem (można jednak sięgnąć i do Tomasza z Akwinu i starszej tradycji filozoficznej) uznaje się, że podmiot godności nie może być traktowany czysto instrumentalnie, przedmiotowo, że jest celem samym w sobie (mówiąc fachowo: ma charakter autoteliczny) – zatem cel jego istnienia nie może być sprowadzony do dobra gatunku, państwa, narodu czy realizacji wzniosłych idei. O ile nieutracalność godności znajduje wyraz w uznaniu je przyrodzoności i niezbywalności (także równości), to zakaz czysto instrumentalnego traktowania człowieka i jego bycie celem samym w sobie, znajduje wyraz w uznaniu nienaruszalności godności czy nienaruszalności osoby. Chodzi przy tym o nienaruszalność w porządku normatywnym: nie wolno traktować człowieka czysto instrumentalnie, choć faktycznie tak się go niekiedy traktuje, także stanowiąc i stosując prawo.

Potrzebę oparcia porządków prawnych na nieutracalnej i nienaruszalnej godności dostrzeżono w kontekście sytuacji, gdy większość członków społeczeństwa, opanowana zbrodniczą ideologią, się myliła; gdy człowieka poświęcano w imię idei narodowego socjalizmu czy komunizmu, a w konsekwencji, także i w imię dobra abstrakcyjnie pojętych zbiorowości. Sugerując, że kara śmierci jest potrzebna jako symboliczny znak klęski ideologii ludobójstwa, Cezary Kościelniak wpisuje swój wywód w argumentację opartą na czysto instrumentalnym traktowaniu człowieka.

Uznanie nienaruszalnej godności za aksjologiczną podstawę prawa ma zabezpieczać prawo przed jego oderwaniem od właściwego mu celu, którym jest dobro konkretnych ludzi; ma zapobiegać myśleniu – mówiąc językiem Kajfasza z Ewangelii – że „warto, aby jeden człowiek zginął za naród" (J 18, 14). Ani naród, ani państwo, ani system prawny istnieją jako cele same w sobie. Ich wartość (także swoista godność) jest „nadbudowana" na wartości człowieka, którego dobru służą. Doświadczenie historyczne systemów totalitarnych nie pozostawia dziś wątpliwości, że bywają sytuacje, gdy – mówiąc za Platonem (Prawa, 770c-e) – lepiej, aby państwo rozpadło się w gruzy i lepiej pójść na wygnanie.

c. Godność osobowościowa

Cezary Kościelniak sugeruje, że człowiek może się zrzec swojej godności. Pyta retorycznie: „Czy wielokrotny morderca, ludobójca lub zwyrodnialec, nieżałujący za swoje czyny nie zrzekł się sam godności człowieka?", „Czy odbywający karę zwyrodnialcy, śmiejący się ze swoich ofiar nie tracą przez to godności?" Na gruncie współczesnych ujęć godności odpowiedź twierdząca jest w pełni dopuszczalna i w niczym nie przekreśla tego, co wyżej powiedziano, jednak w grę wchodzi godność osobowościowa. Sięgając moralnego dna, sięga się jednocześnie dna godności osobowościowej, wręcz się ją traci. Prowadząc taki wywód wypada jednak wprowadzić podstawowe rozróżnienia, czego autor tekstu nie czyni. Może być tak, że ktoś odrzuca istnienie nieutracalnej (przyrodzonej, niezbywalnej i równej) i nienaruszalnej godności. Niemniej jednak na gruncie współczesnej nauki prawa i filozofii wypada jasno powiedzieć, że postępuje się wbrew rozwiązaniom powszechnie przyjętym w systemach prawnych będących reakcją na bezprawie totalitaryzmów. Wypada też jasno opowiedzieć się, że na godności osobowościowej opiera się przysługiwanie podstawowych praw: tyle praw, ile moralnej zasługi, wyciągając wszystkie tego konsekwencje. Należałoby też jasno uświadomić czytelnikowi, że w grę wchodzi odrzucenie podstawowych wniosków dotyczących podstaw prawa i kultury, które wyciągnięto w obliczu okrucieństw dwóch wojen światowych i faktycznie funkcjonujących systemów totalitarnych.

3. Kilka uwag szczegółowych

W trosce o należyty poziom dyskusji warto jeszcze zastanowić się nad niektórymi argumentami, czy raczej sugestiami sformułowanymi przez Cezarego Kościelniaka. Pisze on, że „odsiadujący wyrok psychopata może również zza krat nękać psychicznie rodziny ofiar, korzystając np. z prawa do korespondencji". Kontekst wskazuje jednoznacznie, że ma to być argument na rzecz uśmiercenia potencjalnego sprawcy nękania za pomocą korespondencji. Czy naprawdę lepiej jest człowieka uśmiercić niż w inny sposób zapobiegać nękaniu ofiary? Autor sugeruje również, że kara śmierci jest dobrym rozwiązaniem, bo zabezpiecza przed niedoskonałościami systemu prawnego prowadzącymi do uwolnienia skazanych na dożywotnie więzienie. Śmierć człowieka okazuje się lekarstwem na niedbalstwo ustawodawcy. Typowy przykład czysto instrumentalnego potraktowania człowieka dla sprawności działania systemu prawnego. Dopuszczenie kary śmierci jest daniem prawodawcy prostego (acz okrutnego) narzędzia naprawiania swoich błędów. Kolejnym pozornym argumentem na rzecz utrzymania kary śmierci jest twierdzenie (jak pisze autor tekstu, za św. Tomaszem z Akwinu), że „elementem godności ludzkiej jest wolność człowieka, a wraz z nią przyjmowanie konsekwencji za swoje czyny". Wolność człowieka daje się powiązać z odpowiedzialnością i karą, jednak dostrzegając to powiązanie trudno dostrzec jest rację uznania, że śmierć jest karą należną człowiekowi. Czy jeśli prawo będzie przewidywało karę śmierci za zaśmiecanie ulicy, to czy uznanie wolności i odpowiedzialności człowieka będzie argumentem na rzecz zasadności tej kary? Autor analizowanego tekstu nie zachowuje też spójności tego argumentu, gdy sugeruje (przyjmuje), że godność jest utracalna. Jeżeli by tak było, przestępca wychodziłby z pola odpowiedzialności moralnej i również kara jako należna, sprawiedliwa odpłata traciłaby sens. Unicestwienie przestępcy można by wówczas postrzegać jako usunięcie zbędnego (potencjalnie szkodliwego) przedmiotu z przestrzeni publicznej.

Czytelnik obeznany choć trochę z dyskusjami wokół dopuszczalności kary śmierci postawić też musi pytanie, dlaczego Cezary Kościelniak nawet nie wspomina o jednym z koronnych argumentów przeciwko karze śmierci, jakim są pomyłki sądowe, przynoszące w tym wypadku radykalnie nieodwracalne skutki. Na osobną uwagę zasługuje próba sprowadzenia przez Cezarego Kościelniaka nowego stanowiska katechizmowego do absurdu, poprzez wskazanie, że przyjąwszy je trzeba by uznać zapadłe w procesie norymberskim wyroki za sprzeczne z nauką Kościoła. Jego argument byłby trafny przy ahistorycznym traktowaniu nauki Kościoła. Obecne stwierdzenia są wprost powiązane, po pierwsze, z dzisiejszymi możliwościami izolowania zbrodniarzy; po drugie, z umocnieniem się świadomości, że „osoba nie traci swej godności nawet po popełnieniu najcięższych przestępstw" oraz rozpowszechnieniem nowego rozumienia sensu sankcji karnych stosowanych przez państwo. Ahistoryczne podejście do katechizmowej nauki Kościoła zdaje się być jednak w świetle analizowanego tekstu Katechizmu nie do przyjęcia. Nie mam też wątpliwości, że wyrażona w Katechizmie nauka moralna Kościoła uległa zmianie i Cezary Kościelniak ma rację, że zapadłe w procesie norymberskim wyroki skazujące na śmierć są sprzeczne z obecną nauką Kościoła. Uważam, że trzeba z tego wyciągnąć kolejny wniosek, mianowicie taki, że zatwierdzając zmianę papież Franciszek daje wyraz poglądowi, że nauka Kościoła może niekiedy nietrafnie (w sposób niepełny, jednak z dramatycznymi konsekwencjami, prowadzącymi do sprzecznych postulatów działania) rozpoznawać rzeczywistość moralną. Jeśli rzeczywistość moralna jest czymś obiektywnym, zawierającym powtarzalne struktury, które podlegają ocenie, to naturalne są nie tylko omyłki jednych, ale i to, że ktoś inny może rozpoznać lepiej, że sumienie poszczególnych ludzi może zawierać trafniejszy osąd moralny niż pogląd zawarty w tradycyjnym nauczaniu Kościoła. Z takim podejściem do omylności w sprawach moralnych dobrze koreluje słynne już stwierdzenie z Amoris laetitia, mające wymiar duszpasterski, że „Jesteśmy powołani do kształtowania sumień, nie zaś domagania się, by je zastępować" (37).

Uwagi końcowe

Za zakończenie niech posłuży jedna refleksja dotycząca sprawy, jak sądzę, najważniejszej – pojmowania godności. Czy można za pomocą samych racjonalnych argumentów, „przy biurku" czy na sali wykładowej, przekonać kogoś do uznania godności osobowej? Myślę, że obok intelektualnego ważenia argumentów potrzebne jest wskazanie na pewne doświadczenie, niekoniecznie osobiste. Pozostaje nadzieja, którą ostatnio niestety zaczynam tracić, że wchodzącym w dorosłość pokoleniom nie będzie potrzebne własne doświadczenie bezmiaru systemowego okrucieństwa dokonywanego w imię „szlachetnych" idei.

Marek Piechowiak jest profesorem nauk prawnych, dr. habilitowanym filozofii i profesorem w Szkole Prawa Uniwersytetu SWPS

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL