fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Kurdowie walczą o własne niepodległe państwo

Referendum niepodległościowe to pomysł lidera irackich Kurdów Masuda Barzaniego
materiały prasowe, D. Myles Cullen
Kurdowie w Iraku próbują jak najszybciej wywalczyć niepodległość. Bagdad, popierany przez Iran, nie dopuszcza takiej myśli. Jeśli wybuchnie otwarty konflikt, skalą może przewyższyć wojnę w Syrii, powodując kolejną falę uchodźców.

Józef Lang, Krzysztof Strachota

Postępująca likwidacja samozwańczego Państwa Islamskiego (PI) w Iraku oraz zapowiedziane na 25 września referendum niepodległościowe w irackim Kurdystanie mogą postawić cały kraj na progu nowego konfliktu, prowadzącego do gruntownej rewizji obecnego układu sił w tej części Bliskiego Wschodu. Istnieje poważne ryzyko, że konflikt ten będzie gwałtownie narastał, a jego skutki mogą być bardziej niebezpieczne dla Bliskiego Wschodu oraz Europy niż w przypadku walki z tzw. Państwem Islamskim.

Irak po Państwie Islamskim

Zasadniczą przyczyną zmiany sytuacji w Iraku jest postępująca likwidacja PI. Jego symboliczną porażką było 9 lipca zajęcie przez przeciwników Mosulu – jednej ze stolic tzw. Państwa Islamskiego, drugiego co do wielkości miasta irackiego. Dziś kontroluje ono w Iraku trzy izolowane miasta i choć pewne jest, że – podobnie jak w przeszłości – jest w stanie szybko się zreorganizować i odrodzić, likwidacja parapaństwowych struktur stwarza nową rzeczywistość polityczną w regionie.

Likwidacja PI oznacza polityczne zwycięstwo władz w Bagdadzie, zaś w szerszym kontekście sukces obozu szyickiego, w którego skład obok sił rządowych wchodzą rosnące w siłę milicje szyickie (Haszd al-Szabi) tylko formalnie zależne od rządu. Jednak zarówno Bagdad, jak i milicje są mocno kontrolowane i rozgrywane przez Iran. Ich sukces jest przede wszystkim sukcesem Teheranu.

Konsekwencją zajmowania przez siły szyickie północnego (a wcześniej zachodniego) Iraku jest – jak się wydaje trwała – likwidacja obozu arabskich sunnitów jako podmiotu w polityce irackiej. Widoczny w ostatnich latach kryzys przywództwa wśród irackich sunnitów oraz masowe, nawet jeśli wymuszone, wsparcie sunnitów dla PI dyskredytuje ich na irackiej scenie politycznej. Skutkiem jest brutalna (ze zbrodniami wojennymi włącznie) pacyfikacja sunnickich obszarów prowadzona głównie przez milicje szyickie, co z kolei wywołuje fale uchodźców grożące trwałą zmianą stosunków wyznaniowych w Iraku oraz kolejną falą terroryzmu.

Głosowanie za wszelką cenę

Wzrost siły obozu szyickiego w Iraku i marginalizacja sunnitów jako elementu równoważącego szyitów niesie egzystencjalne zagrożenie dla istnienia i rozwoju Autonomii Kurdyjskiej w Iraku (KRG). Od 2003 roku budowała ona swoją podmiotowość w relacjach z Bagdadem i wykorzystała porażki rządu w walce z PI do zajęcia wielu obszarów spornych, w tym zwłaszcza Kirkuku, wraz ze złożami ropy naftowej. Dziś jest jasne, że coraz silniejszy Bagdad będzie chciał ograniczyć lub nawet zlikwidować Autonomię Kurdyjską przy użyciu wszelkich środków: gospodarczych, politycznych, wreszcie – podobnie jak w przypadku reszty kraju – siłowych.

Dlatego władze w Irbilu chcą przeprowadzić referendum niepodległościowe (25 września) i rozpocząć proces, który doprowadziłby do uzyskania uznanej międzynarodowo niepodległości. Głosowanie ma się odbyć niezależnie od problemów – wciąż nie jest na przykład znana dokładna treść pytania ani terytorialny zasięg referendum. Jego konsekwencją mają być negocjacje z Bagdadem (przewidywane na 1–1,5 roku) zakończone – jak chcą pomysłodawcy – deklaracją niepodległości.

Jednocześnie liderzy Autonomii Kurdyjskiej odżegnują się od aspiracji pankurdyjskich. Między częściami Kurdystanu położonymi w Iraku, Turcji, Iranie i Syrii istnieją głębokie różnice wykluczające zjednoczenie. Dotyczy to przede wszystkim polityki, ale również języka (odmienne dialekty, zapisywane różnymi alfabetami), kultury czy religii. Istotnym czynnikiem wzmacniającym odrębność irackiego Kurdystanu jest też jego ścisła współpraca gospodarcza i polityczna z Turcją. Inaczej niż w przypadku terrorystycznej antytureckiej Partii Pracujących Kurdystanu (PKK – działającej również w Syrii pod nazwą PYD), rządząca irackim Kurdystanem Demokratyczna Partia Kurdystanu (PDK) Masuda Barzaniego jest „młodszym partnerem" Ankary, utrzymuje się dzięki współpracy gospodarczej z Turcją oraz korzysta z tureckiego wsparcia wojskowego i politycznego.

Stanowcze „nie" Bagdadu

Referendum jest projektem Masuda Barzaniego i nawet w samej KRG budzi wiele kontrowersji oraz sprzeciw części opozycji. Spotkało się z ostrym sprzeciwem ze strony Bagdadu i Teheranu, umiarkowanym sprzeciwem ze strony Turcji oraz bardzo wstrzemięźliwą postawą państw zachodnich i Rosji, opowiadających się za jednością Iraku.

O ile w przypadku państw zachodnich jest to przede wszystkim warunkowane obawą o poważną destabilizację Iraku, a w przypadku Turcji stanowi przedmiot targu w relacjach z Irbilem (jego elementem jest chęć zagwarantowania specjalnych praw mniejszości turkmeńskiej w Kirkuku), o tyle Bagdad i Teheran wydają się gotowe do podjęcia działań wrogich wobec Irbilu. Na razie przejawia się to w próbach politycznej dyskredytacji idei referendum na arenie międzynarodowej i w podsycaniu sporu politycznego w KRG (wsparcie dla opozycji). Autonomia Kurdyjska musi się liczyć z rozgrywaną przez Iran eskalacją napięć aż po działania dywersyjne, terrorystyczne i zbrojne. Nie jest wykluczony nawet atak na KRG ze strony milicji szyickich (do incydentów pomiędzy peszmergami a Haszd al-Szabi dochodziło już wielokrotnie), a w skrajnym wypadku konflikt z siłami rządowymi i irańskimi.

Jeśli do tego dojdzie, wysoce prawdopodobne jest włączenie się USA (a w ślad za nimi sojuszników) zaniepokojonych destabilizacją regionu, zwłaszcza umocnieniem się Iranu. Odpowiedzią byłoby zapewne większe zaangażowanie Rosji, dążącej nie tyle do wsparcia którejkolwiek ze stron, ile raczej do zaznaczenia swojej pozycji państwa, które jest zdolne do decydowania o dynamice konfliktów i jednocześnie niezbędnego do ich regulowania.

Sytuację komplikuje fakt, że wyzwania związane z przyszłością Iraku i Kurdystanu są elementem kryzysu dotyczącego całego Bliskiego Wschodu, obejmującego m.in. wojny domowe w Syrii, Jemenie, a szerzej – rywalizację pomiędzy Iranem a Arabią Saudyjską. To właśnie jest okolicznością potencjalnie stymulującą napięcia w samym Iraku, nawet wewnątrz obozu szyickiego. Może o tym świadczyć wizyta 30 lipca irackiego szyickiego duchownego i politycznego przywódcy Muktady al-Sadra w Arabii Saudyjskiej, która pokazuje nieoczywistość politycznych układów w regionie.

Setki tysięcy pod bronią

Gdyby wybuchł konflikt zbrojny obejmujący iracki Kurdystan, mógłby przewyższyć skalą syryjską wojnę domową. Siły kurdyjskiej peszmergi to dziś ponad 240 tys. żołnierzy, szyickie Haszd al-Szabi liczą ok. 140 tys. bojowników, a armia iracka – 270 tys. żołnierzy. Dla porównania, łączna liczba zaangażowanych dziś w wojnę syryjską sił rządowych, opozycyjnych, islamskich, kurdyjskich itd. wynosi maksymalnie 300 tys. żołnierzy i bojowników.

Nowy konflikt może też przynieść nową odsłonę kryzysu migracyjnego: w irackim Kurdystanie mieszka około 5,3 mln mieszkańców, schroniło się tu także ponad 230 tys. uchodźców z Syrii oraz 1,5 mln irackich przesiedleńców wewnętrznych (powrót obu grup do miejsc pochodzenia jest dziś wykluczony). W sytuacji konfliktu uchodźcy znów ruszą w obawie przed represjami wobec ludności cywilnej (masowo stosowanymi przez milicje szyickie) oraz pogorszeniem sytuacji bytowej.

Autorzy są ekspertami Ośrodka Studiów Wschodnich. Pogłębiona analiza na ten temat jest dostępna na stronie internetowej Ośrodka (www.osw.waw.pl)

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA