fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Chiny: Jeden kraj, jeden system

Fotorzepa/Robert Gardziński
Władze w Pekinie powiadają ostatnio: „nie chcemy wojny, ale jej się nie boimy". Nie wahają się iść na konfrontację, wyznając zasadę „oko za oko, ząb za ząb"

Przełożona z 5 marca i skrócona z dziesięciu dni do tygodnia ze względu na pandemię doroczna sesja Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych (OZPL), czyli parlamentu, była w tym roku bardziej oczekiwana niż zazwyczaj. Od dekad nie przełożono daty tego ważnego politycznego ceremoniału. Na dodatek w I kw. tego roku chińska gospodarka skurczyła się o 6,8 proc., czego najstarsi obywatele ChRL nie pamiętają.

Spodziewano się wielkiej celebry pod hasłem „zwycięstwa nad wirusem", bo przez ostatni miesiąc w Chinach nie odnotowano nowych ofiar, a liczba zakażeń jest znikoma, co mocno kontrastuje z sytuacją w innych rejonach świata. Tego świata, który coraz ostrzej, począwszy od USA, na temat Chin jako kraju pochodzenia wirusa się wypowiada. W efekcie pomiędzy dwoma największymi organizmami gospodarczymi na świecie doszło do odczuwalnej wszędzie, także w Polsce (głośna polemika między ambasadorami obu państw), wojny medialno-propagandowej.

Nowa klasa średnia

Nic dziwnego, że w debacie na temat dorocznego „Raportu o pracach rządu" przedstawionego przez Li Keqianga żadnego triumfalizmu nie było. Dominowała gospodarka, a nie Covid-19 i jego konsekwencje. Ton dyskusjom nadawały relacje ze światem zewnętrznym. W przekazie dotyczącym spraw wewnętrznych widać wyraźnie, że mają być realizowane ambitne cele przewodniczącego Xi Jinpinga, w tym przede wszystkim zmiana modelu gospodarczego – motorami napędowymi dalszego rozwoju ma być nie eksport, ale kwitnący rynek wewnętrzny i klasa średnia.

Mimo gospodarczego spowolnienia podtrzymano cel budowy „społeczeństwa umiarkowanego dobrobytu" do połowy przyszłego roku i mimo zawirowań związanych z koronawirusem podtrzymano obietnice, że w okresie sprawowania rządów przez obecną ekipę, od 2012 r. do końca 2020 r., przeciętny realny dochód każdego obywatela się podwoi.

Poszerzona w tym czasie klasa średnia ma być zachęcana do dodatkowych zakupów i konsumpcji. Premier zapowiedział przekazanie aż biliona juanów w postaci specjalnych bonów skarbowych, które jednak tym razem mają być przede wszystkim skierowane do społeczeństwa, nawet w formule podobnej do naszego programu 500+, a nie na wielkie inwestycje, jak to było po kryzysie 2008 roku.

Stawia się więc na konsumpcję, a zarazem finansowe wsparcie władz lokalnych i regionów, którym mają być przekazane jeszcze większe środki, rzędu 3,75 bln juanów (527 mld dolarów), ale i na przedsięwzięcia i projekty wskazane przez rząd oraz podtrzymanie działalności wielkich konglomeratów pod egidą państwa. A to oznacza dalszą koncentrację władzy oraz wzrost państwowego interwencjonizmu, co i tak już od dawna niepokoi obserwatorów z zewnątrz.

Co z Hongkongiem?

To nie fakt, że Chiny po raz pierwszy nie podadzą prognozy wzrostu gospodarczego na ten rok wzbudził jednak najwięcej emocji na świecie, ale informacja, że jeszcze na tej sesji OZPL ma być przyjęta nowa ustawa dotycząca Hongkongu. Od chwili przejęcia go od Brytyjczyków w lipcu 1997 roku nawet nie konsultowano jej zapisów z władzami i mieszkańcami tego regionu autonomicznego. W tym przypadku chodzi o zmiany w art. 23 ustawy zasadniczej i ustawie o bezpieczeństwie.

Tym samym, podkreśla się na świecie, nastąpi odejście od ustaleń i ducha dwóch podstawowych dokumentów, na których dotychczasowa autonomia Hongkongu była zawieszona: dwustronnej deklaracji z Brytyjczykami z grudnia 1984 r. oraz ustawy zasadniczej Hongkongu z 4 kwietnia 1990 r., na mocy których wcielono w życie, jakże kreatywną wtedy, formułę „jeden kraj, dwa systemy". Trwające od początków czerwca ub. roku i nigdy niewygaszone demonstracje na terenie byłej kolonii najwyraźniej mocno dokuczyły władzom w Pekinie, które teraz wyszły z nowymi rozwiązaniami, pozwalającymi im na daleko idącą ingerencję w sprawy wewnętrzne regionu oraz – co jest celem doraźnym – zakończenie ciągle trwających społecznych niepokojów.

Gdyby wszystkie proponowane przepisy nowej ustawy o bezpieczeństwie w Hongkongu miały wejść w życie, to rację mają ci analitycy i obserwatorzy, którzy twierdzą, że w istocie rzeczy byłoby to pożegnanie poprzedniej formuły i zastąpienie jej inną: „jeden kraj, jeden system". Pekin jednak najwyraźniej tych krytyk się nie boi i stale przypomina, że „bezpieczeństwo Hongkongu jest integralną częścią bezpieczeństwa Chin". Innymi słowy: nie pozwolimy sobie na jakąkolwiek destabilizację, nawet fragmentu naszego terytorium. Natomiast przesłanie płynące z postulowanego teraz rozwiązania jest oczywiste: zakończyć niepokoje społeczne, które trwają tak długo.

Ale jest w proponowanej ustawie jeszcze jedno, mocne przesłanie dla mieszkańców Tajwanu, którzy właśnie w minionym tygodniu przyjęli zaprzysiężenie na drugą kadencję pani Tsai Ing-wen, mocno niechętnej jakiemukolwiek zbliżeniu z Pekinem. Znalazło to nawet odzwierciedlenie w raporcie premiera Li Keqianga, który ostrzegł przed „działaniami separatystycznymi" na wyspie, a równocześnie nie powtórzył po raz kolejny przesłania o „pokojowym zjednoczeniu" obu organizmów chińskich. Zabrakło w nim słowa „pokojowy", na co natychmiast zwrócili uwagę obserwatorzy.

Wielka niepewność

Agenda obecnej sesji OZPL dowodzi jednoznacznie, że nie zważając na trudności i przeszkody, Chiny pragną kroczyć ścieżką kontynuacji: do połowy przyszłego roku chcą być „społeczeństwem umiarkowanego dobrobytu", pozbyć się ostatnich enklaw biedy, mieć kwitnącą klasę średnią, ale też być ,społeczeństwem socjalistycznym, o bardziej zrównoważonych dochodach (wystąpienie Xi Jinpinga przed delegatami na tle jaskrawo czerwonej ściany trzeba czytać jako sygnał i symbol: Chiny znów są lub mają być czerwone...).

Kolejny cel do realizacji do roku 2035 r. to zwiększenie innowacyjności, czyli tym samym postawienie wyzwania dla świata zachodniego, a szczególnie USA, już nie tylko w wymiarze gospodarczym i handlowym , jak jest już teraz, ale także technologicznym, w tym w sferze rozwiniętych technologii, o co już toczy się wyraźny bój (ZTE, Huawei, 5G, sztuczna inteligencja itd.).

A cały ten proces, według planów Xi Jinpinga, ma się zakończyć w połowie tego stulecia doprowadzeniem do nowego „chińskiego renesansu". A takiego, w oczach Pekinu, oczywiście nie będzie bez zjednoczenia organizmów położonych po obu stronach Cieśniny Tajwańskiej. Bo tylko wtedy mielibyśmy do czynienia z ponownym wyłonieniem się w pełnym splendorze chińskiej cywilizacji, jak było przed wiekami.

Tyle tylko, że nic w dzisiejszym zglobalizowanym świecie nie dzieje się w próżni, o czym aktualna pandemia tak mocno nam przypomniała. Współczesny świat to naczynia połączone, łańcuchy dostaw, często zresztą rozpoczynające się w Chinach (o czym tak spektakularnie przypomniał nam chociażby casus maseczek i sprzętu medycznego). Nawet kraj tak wielki i coraz bardziej rosnący w siłę jak ChRL nie może być sam i funkcjonować w próżni.

A tymczasem, jak widać, coraz bardziej ambitne – a zarazem coraz bardziej globalne – chińskie plany poruszyły dotychczasowego hegemona, USA, który w trakcie pandemii koronawirusa przeszedł od dotychczasowej wojny handlowej (przypomnijmy: tylko zamrożonej) do nowej fazy starcia z Chinami – medialno-propagandowej, która coraz częściej zaczyna przypominać w tonacji okres zimnej wojny. Plany i słowa wobec Hongkongu i Tajwanu, które pojawiły się na tej sesji OZPL, jeszcze tylko doleją oliwy do ognia.

Władze w Pekinie powiadają ostatnio: „nie chcemy wojny, ale jej się nie boimy". Jak widać, nie wahają się iść na konfrontację, a nawet działają na zasadzie „oko za oko, ząb za ząb". Stąd ostrożność w planowaniu najbliższej przyszłości, w tym nawet prognoz wzrostu gospodarczego. Jak bowiem stwierdził w referacie premier Li: „Chiny napotykają na swojej drodze rozwoju nieprzewidywalne czynniki", a w wyniku pandemii „wokół handlu i gospodarki narodziła się wielka niepewność".

Czy da się ją zastąpić pewnością siebie i asertywnością? Czy da się przekonać do swoich ambitnych planów także partnerów z zewnątrz? Czy da się osiągnąć własne cele rozwojowe w sytuacji konfrontacji z USA i światem zewnętrznym? Pojawia się wiele naprawdę zasadniczych pytań. To stąd pewnie taka powaga na twarzach, nawet jeśli zakrytych maskami, delegatów na obecnej sesji OZPL. Oni doskonale wiedzą, jak wielkie są szanse, ale zarazem zdają sobie sprawę, że chcąc nakreślone cele osiągnąć, trzeba będzie pokonać niemałe bariery i zmierzyć się z bezprecedensowymi wyzwaniami.

Prof. Bogdan Góralczyk

jest politologiem, dyrektorem Centrum Europejskiego UW, członkiem Komitetu Prognoz przy Prezydium PAN

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA