fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

IPN Fakty i mity

IPN
Przygotowany przez PiS projekt nowelizacji ustawy o IPN przedstawia pomysły niezbyt fortunne, a nawet niebezpieczne dla przyszłości tej instytucji – pisze historyk, wiceprezes Instytutu Pamięci Narodowej.

Złożenie przez grupę posłów Prawa i Sprawiedliwości projektu nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej spowodowało ożywienie debaty na temat IPN, jego działalności i przyszłości. Samo w sobie powinno to być impulsem pozytywnym – nie ma nic lepszego dla każdej instytucji publicznej jak poważna debata na temat jej misji i strategii.

Niestety, w dotychczasowej dyskusji padają argumenty będące trudnymi do zweryfikowania, mglistymi ogólnikami bazującymi na braku wiedzy oraz zwykłe nieprawdy. Dziwi to tym bardziej, że przez ostatnie lata podczas sejmowych i senackich debat nad przedstawianą corocznie informacją o działalności IPN, ze strony posłów PiS padały jedynie wyrazy uznania za sposób wypełniania przez Instytut swojej misji.

Nieuzasadnione zarzuty

Jak dowiadujemy się od wnioskodawców, w imieniu których wypowiedział się wicemarszałek Sejmu i jednocześnie przewodniczący Klubu Parlamentarnego PiS Ryszard Terlecki, chodzi o to, aby „zdynamizować działania IPN, żeby powrócił czas z okresu prezesury świętej pamięci Janusza Kurtyki, żeby Instytut znów stał się instytucją cieszącą się powszechnym szacunkiem i autorytetem". Pomijając już dość zaskakujący sposób dynamizowania działalności dużej instytucji poprzez jej rozdymanie (siedem pionów w miejsce czterech, rozbicie pionu naukowo-edukacyjnego, co najmniej kilkuset dodatkowych pracowników i kilkadziesiąt stanowisk kierowniczych), należy zauważyć, że stwierdzenie to jest całkowicie nieprawdziwe. Badania prowadzone przez CBOS od stycznia 2010 roku do stycznia 2016 roku pokazują, że zaufanie do Instytutu Pamięci Narodowej wzrosło odpowiednio z 51 proc. do 62 proc., a odsetek respondentów niedarzących Instytutu Pamięci Narodowej zaufaniem zmniejszył się z 28 proc. do 15 proc., a więc niemal o połowę.

Kolejnym zarzutem o charakterze ogólnym było niezbyt dobre wywiązywanie się z zadań, do których powołany został IPN, a którymi jest „zajmowanie się aktami SB", „upowszechnianie badań nad nimi" oraz „przedstawianie obrazu zniszczeń, które wyrządził komunistyczny reżim". Znów należy zacząć od stwierdzenia, że jest to bardzo wybiórcze potraktowanie zadań, które ustawodawca postawił przed Instytutem. Pomija bowiem choćby kwestię zbrodni niemieckich popełnionych w czasie II wojny światowej. Co więcej, łatwo zauważyć tu niekonsekwencję – sami wnioskodawcy nowelizacji zmierzają do rozbudowania działalności naukowej i edukacyjnej IPN poprzez rozszerzenie jego zakresu chronologicznego z historii najnowszej na porozbiorową i najnowszą, czyli bez mała 200 lat (1795–1990).

Ale nawet przyjmując optykę badań akt SB, trudno stwierdzić, że IPN w trakcie kadencji obecnego prezesa dr. Łukasza Kamińskiego na jakimkolwiek polu sprzeniewierzył się tym obowiązkom. Archiwum Instytutu zyskało nową, nowoczesną siedzibę, czas oczekiwania na dokumenty znacznie się skrócił, użytkownicy otrzymali do dyspozycji nowoczesne narzędzie – Cyfrowe Archiwum, wydatnie ułatwiające pracę. Biuro Edukacji Publicznej w swoich 11 centralnych projektach badawczych wiele prac i wysiłku poświęciło m.in. tej tematyce, czego efektem są dziesiątki książek opisujących zbrodnie komunizmu. Temu służyły też projekty edukacyjne i liczne działania popularyzatorskie (także prowadzone w internecie).

Kilkadziesiąt tysięcy uczniów w całej Polsce wzięło udział w lekcjach „Co kryją archiwa IPN", „Prześladowani i aparat terroru 1944–1989", „PRL – państwo totalitarne?". Mało tego, tuż po objęciu stanowiska prezesa Kamiński podjął decyzję, aby zapoczątkować ogólnopolski projekt „Poszukiwanie nieznanych miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego 1944–1956", w wyniku którego odnaleziono szczątki setek osób, a ponad 40 udało się zidentyfikować. Żadna instytucja państwa polskiego wcześniej nie zdecydowała się podjąć w tej materii działań na taką skalę, a nie było to łatwe, gdyż IPN miał bardzo ograniczone możliwości formalnoprawne w tym zakresie.

Docieranie do młodego odbiorcy

Idąc dalej, napotykamy oskarżenie o „infantylizację pracy IPN". Nie został on doprecyzowany, nie wiadomo dokładnie, które działania Instytutu zasługują na takie miano. Niemniej jako współtwórca i wieloletni wicedyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego nieraz spotykałem się z podobnymi zarzutami w odniesieniu do jego prac. Wykorzystywanie nowoczesnych środków przekazu (jak komiks czy gra planszowa), nieoczywistych rozwiązań artystycznych, docieranie do różnych grup odbiorców, w tym dzieci, nieraz jest w ten sposób odbierane.

Nie mogę się z takim podejściem zgodzić – czyż nie chodzi nam o to, aby wiedza o naszej historii, tragicznej i bohaterskiej, docierała jak najszerzej? Czyż Muzeum, wielkie dzieło prezydenta Lecha Kaczyńskiego, nie jest najlepszym przykładem, że tak się dzieje? Czy Instytut naprawdę powinien zrezygnować z luźniejszych form docierania do młodego odbiorcy, który (na szczęście) nie pamięta grozy totalitaryzmu? Czy na pewno powinien zaprzestać sprzedaży gry „Kolejka", której dziesiątki tysięcy egzemplarzy w wielu wersjach językowych rozeszły się na całym świecie (przeciw czemu ostro zaprotestowała ostatnio Federacja Rosyjska)? Jestem przekonany, że tak nie jest, rozumiał to zresztą również prezes Janusz Kurtyka, za którego kadencji również ukazywały się komiksy i planszowe gry historyczne.

Kolejną kwestią, do której odniósł się pan marszałek Terlecki, był rzekomy „katastrofalny stan wydawnictw", przy czym chodzi głównie o ich dystrybucję. Nie da się ukryć, że zagadnienie to dotyczy wszystkich instytucji publicznych, którym trudno wejść na komercyjny rynek wydawniczy (wiele księgarni pozostaje niedostępnych dla tego typu podmiotów). Jednak na tym polu również wiele zrobiono w ostatnich latach.

W czasie kadencji prezesa Kamińskiego sieć dystrybucji została odbudowana od zera, po tym gdy w 2010 r., w wyniku zmian w ustawie o finansach publicznych, zlikwidowano gospodarstwa pomocnicze. W 2015 r. sprzedaliśmy blisko 90 tysięcy publikacji, ponad 20 tysięcy więcej niż w 2009 r. Tysiące osób bezpłatnie pobierają nasze publikacje z biblioteki cyfrowej, utworzonej w ostatnich latach na portalu Pamięć.pl. Otwarta została księgarnia przy głównej siedzibie IPN, a w zeszłym roku powstała również przy Centrum Edukacyjnym Przystanek Historii im. Janusza Kurtyki w Warszawie. W grudniu ruszyła księgarnia w Gdańsku. Książki można też kupić w oddziałach IPN. Sprzedaż wydawnictw IPN prowadzi ponadto bezpośrednio ponad dziesięć hurtowni, a wybrane tytuły można znaleźć w 30 mniejszych księgarniach w kraju. Książki IPN są stale dostępne w sprzedaży internetowej (w Polsce, a także m.in. w USA i Kanadzie). Jest to jedna z największych sieci sprzedaży niekomercyjnych wydawnictw naukowych w Polsce. Mówienie o braku dystrybucji świadczy więc o braku wiedzy.

To wszystko nie oznacza, że nie potrzeba żadnych zmian. Ustawa o IPN potrzebuje nowelizacji, sami niejednokrotnie zgłaszaliśmy ten postulat. Niestety, obecny projekt w ogóle nie uwzględnia realnych problemów, z którymi Instytut boryka się od lat i – jeżeli nie zostaną rozwiązane w obecnej nowelizacji – będzie się borykał dalej. Nie zawiera przedstawianych przez nas propozycji dotyczących ułatwienia dostępu do dokumentów, nie podejmuje zagadnienia dopasowania struktury IPN do struktury administracyjnej kraju, nie uwzględnia żadnego rozwiązania problemu faktycznego braku powiązania pionu śledczego z Instytutem. Brak także rozwiązania problemu setek tysięcy oświadczeń lustracyjnych, w większości złożonych przez niedoszłych radnych, co blokuje prace Biura Lustracyjnego IPN.

Poczucie misji

W zamian otrzymujemy projekt, który obok rozwiązań sensownych, choć czasem wymagających dopracowania (gdyby ich autorzy zechcieli skonsultować swoje pomysły z IPN, zapewne wiele kwestii można by już na tym etapie doprecyzować), przedstawia pomysły niezbyt fortunne, a nawet niebezpieczne dla przyszłości IPN. Bezprecedensowe obniżenie rangi prezesa Instytutu, który nie tylko będzie już całkowicie uzależniony od polityki, ale również ma być jako jedyny tej rangi urzędnik wybierany przez Sejm zwykłą, a nie bezwzględną większością głosów, może w dłuższej perspektywie zagrażać istnieniu IPN jako takiego. W tym kontekście wyjątkowo kuriozalnie brzmi uzasadnienie nowelizacji, w którym wnioskodawcy twierdzą, że ma ono rzekomo wzmocnić pozycję prezesa.

Półtora roku temu spotkał mnie zaszczyt – prezes Łukasz Kamiński powołał mnie na stanowisko swojego zastępcy. Gdy wówczas czytałem ustawę o IPN, zastanawiałem się, jak najlepiej można syntetycznie ująć misję, która stoi przed Instytutem. Zrodziło się wówczas w mojej głowie hasło, które obecnie staramy się wykorzystywać w przekazie społecznym Instytutu: „dbamy o pamięć, odkrywamy historię, przywracamy sprawiedliwość". Te krótkie słowa oddają właściwie wszystkie aspekty działalności IPN, wszystko to, co ponad 2 tysiące pracowników z oddaniem i poczuciem misji codziennie robią.

Po ostatnich, wyjątkowo niesprawiedliwych, słowach na temat działalności Instytutu wielu zwracało się do mnie z pytaniem, czy naprawdę wszystko, co robimy, jest aż tak beznadziejne i niepotrzebne. W imię szacunku dla tych właśnie setek ludzi wykonujących rzetelnie swą pracę apeluję do wszystkich uczestników debaty na temat IPN o większą powściągliwość w formułowaniu ogólnikowych, emocjonalnych i nieznajdujących potwierdzenia w faktach zarzutów.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA