fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Pilecki wciąż przedwczesny?

Witold Pilecki (1901-1948)
Fotorzepa
Europosłowie nowej kadencji nie palą się do zabiegów o ustanowienie w rocznicę śmierci Witolda Pileckiego Europejskiego Dnia Bohaterów Walki z Totalitaryzmem – pisze działacz społeczny.

Doceniając to, co działo się w sprawie pamięci o Ochotniku do Auschwitz przed rokiem 2008, nie sposób nie przyznać, że najsilniejszym w minionych latach katalizatorem procesu jej odbudowy była akcja społeczna „Przypomnijmy o Rotmistrzu" („Let's Reminisce About Witold Pilecki"). Inicjatywa, która w skali globalnej znacząco zmieniła sytuację, gdy idzie o rozpoznawalność naszego bohatera. Jak pisał brytyjski filozof Roger Scruton, idee mają konsekwencje, ale – dodajmy – potrzebują tych, którzy zechcą wcielić je w życie. I którzy nie zamykają oczu na fakty.

Czas roztrwoniony

Nieprzypadkowo i Marco Patricelli, autor wydanego po włosku, francusku oraz po polsku „Ochotnika", i George Weigel, autor biografii Jana Pawła II pt. „Kres i początek", wspominają na kartach swych książek o inicjatywie Fundacji Paradis Judaeorum. Nieprzypadkowo Japończyk Koji Kobayashi wydał dzieło o Witoldzie Pileckim. Nieprzypadkowo władze samorządowe odpowiedziały pozytywnie na apele o wpisanie imienia Rotmistrza w topografię Katowic, Poznania, Łodzi, Nowego Targu, Zakopanego i wielu innych miast; Poczta Polska wydała znaczki i kartki pocztowe z hasłem naszej akcji, a Narodowy Bank Polski wyemitował srebrną monetę z wizerunkiem twórcy Związku Organizacji Wojskowej. Jak mówi przysłowie: kto chce, ten znajdzie sposób, kto nie chce – znajdzie powód.

O pomoc w ustanowieniu Europejskiego Dnia Bohaterów Walki z Totalitaryzmem apelowali do polityków i mediów (m.in. w latach 2009 i 2011) dziś już nieżyjący byli polscy więźniowie Auschwitz. Wolontariusze naszej akcji zbierali podpisy pod petycją we Francji, Niemczech, Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych, na Ukrainie. Polonia w irlandzkim Galway trzykrotnie organizowała biegi „Przypomnijmy o Rotmistrzu", a w wielu polskich miastach odbywały się Marsze Rotmistrza.

Przetłumaczony „Raport Witolda" już w roku 2008 (wersja angielska) i 2014 (przekład niemiecki) został za darmo udostępniony w internecie. Na kilku uczelniach, w siedzibie Parlamentu Europejskiego w Brukseli, w instytucjach samorządowych i szkołach średnich (współ)organizowaliśmy „przypominające o Rotmistrzu" konferencje, wykłady, dyskusje.

We współpracy z kuratoriami oświaty przeprowadziliśmy rozstrzygnięty w Święto Niepodległości 2010 konkurs na esej/artykuł/utwór pod tytułem „Rotmistrz Witold Pilecki – dla mnie, dla Polski, dla świata". Jego jurorem był słynny uciekinier z Auschwitz i przyjaciel rtm. Pileckiego, śp. Kazimierz Piechowski.

W odpowiedzi na nasz wniosek w lutym 2012 r. waszyngtońskie Muzeum Holokaustu zobowiązało się uzupełnić ekspozycję o informacje dotyczące autora pierwszych raportów o niemieckim ludobójstwie w Auschwitz. W latach 2008–2013 Fundacja Paradis Judaeorum zwracała się do Benedykta XVI i Franciszka o rozważenie beatyfikacji chrześcijańskiego rycerza XX wieku. Od roku 2012 przekonujemy, że rtm Pilecki zasłużył na Wawel i że kwestią polskiej racji stanu są godne obchody Narodowego Dnia Pamięci 14 czerwca.

W lutym 2009 r. dzięki współpracy z europosłanką Hanną Foltyn-Kubicką doprowadziliśmy do uchwalenia rezolucji Unii na rzecz Europy Narodów (poprzedniczki grupy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów) wzywającej Parlament Europejski do ustanowienia 25 maja Europejskim Dniem Bohaterów Walki z Totalitaryzmem. Od tego czasu polscy europosłowie nie potrafili, niestety, zgodnie współpracować dla urzeczywistnienia owego, zupełnie wszak niekontrowersyjnego, celu. Mimo próśb i apeli, także kierowanych spod Ściany Śmierci w Auschwitz, 14 czerwca 2011 r. o niezmarnowanie polskiej prezydencji w UE, nasi politycy roztrwonili bezcenny czas i przez zaniechanie doprowadzili do utrwalenia się globalnych narracji o rzekomej polskiej (współ)odpowiedzialności za niemieckie zbrodnie.

Polskie piekło

Dopiero na tak zarysowanym tle można ocenić zarzuty, z jakimi wolontariusze akcji wciąż się spotykają. Twierdzono mianowicie, że nasze działania obliczone na trwałe wpisanie dokonań Witolda Pileckiego w świadomość przyszłych pokoleń są... „przedwczesne". Że prowadzonej przez nas własnym sumptem, oddolnej i apolitycznej pracy organicznej brakuje tego lub owego, że czas kiedy działamy „to nie jest odpowiedni moment". Wadą naszych inicjatyw miał być brak legitymacji partyjnej, niebranie pod uwagę priorytetów wynikających z kalendarza wyborczego, niedostosowanie do „obowiązujących" przesądów, brak finansowego zaplecza, sprzeciw określonych koterii i wszystko, co tylko nieśmiertelne polskie piekło jest w stanie wymyślić.

Jakże często, gdy braliśmy za dobrą monetę patriotyczne deklaracje osób ze świecznika, przy próbie nawiązania współpracy okazywało się, że to tylko słowa, słowa, słowa. I że istnieje tajemniczy konsensus ponad podziałami, którego symbolem jest solidarna odmowa trzech kolejnych prezydentów – śp. Lecha Kaczyńskiego, Bronisława Komorowskiego i Andrzeja Dudy – złożenia publicznej deklaracji o moralnym wsparciu idei Europejskiego Dnia Bohaterów Walki z Totalitaryzmem.

27 lipca tego roku, nie zrażając się nie zawsze krzepiącymi doświadczeniami, po raz kolejny zwróciłem się do polskich posłów do Parlamentu Europejskiego z apelem o podjęcie działań w celu ustanowienia 25 maja – rocznicy komunistycznego mordu na Ochotniku do Auschwitz – dniem pamięci poświęconym tym, którzy w heroiczny sposób zmagali się z totalitarnymi tyraniami XX wieku.

Odwołując się do odpowiedzi na pytanie o upamiętnienie Rotmistrza, jakiej 8 lutego w Ośrodku Myśli Politycznej udzielił piszącemu te słowa prof. Ryszard Legutko, zapytałem, czy nadanie jednej z brukselskich sal imienia rtm. Pileckiego to maksimum, na jakie w sprawie upamiętnienia najdzielniejszego żołnierza II wojny światowej nas stać. Czy dziś, 80 lat od rozpętania przez Niemcy i ZSRS największego kataklizmu w dziejach, nie jesteśmy w stanie godniej uczcić człowieka, który stanowi ikonę heroicznego oporu wobec totalitaryzmów. I który po tylu latach starań, powinien wreszcie stać się patronem jednego z oficjalnych dni pamięci Unii Europejskiej?

Pytania te skierowałem do Ryszarda Legutki, Tomasza Poręby i Patryka Jakiego. Treść listu została następnie upubliczniona w mediach społecznościowych. Po tygodniu, jedyną odpowiedzią jest głucha cisza. Czyżby idea Europejskiego Dnia Bohaterów Walki z Totalitaryzmem na zawsze miała pozostać „przedwczesna"?

Michał Tyrpa jest prezesem Fundacji Paradis Judaeorum, pisarzem

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA