fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prezydent USA

Niemcy nie wiedzą, czy ufać Ameryce

W czasie wizyty Angeli Merkel demonstranci domagali się uwolnienia patentów na produkcję szczepionek przeciwko Covid-19
AFP, Brendan Smialowski
Joe Biden przyjął z największymi honorami Angelę Merkel. Za tym gestem kryją się jednak głębokie różnice między oboma potęgami.

Kanclerz zaczęła w czwartek dzień od śniadania w Starym Obserwatorium, oficjalnej waszyngtońskiej rezydencji wiceprezydenta USA. Po raz pierwszy tę funkcję pełni kobieta: Kamala Harris. Dla niej Niemka była z kolei pierwszym zagranicznym gościem, którego oficjalnie przyjmowała. Obie chciały w ten sposób podkreślić spektakularny sukces równouprawnienia, jaki oznaczają ich kariery. Biden właśnie mianował na nową ambasador USA w Berlinie rektor University of Pennsylvania Amy Gutmann. To znów pierwsza w historii kobieta, która będzie pełniła tę funkcję.

Powrót Trumpa

Najważniejszym punktem wizyty były rozmowy w cztery oczy Bidena i Merkel w Gabinecie Owalnym. Po spotkaniu w szerszym gronie i konferencji prasowej zaplanowano kolację w Białym Domu, tym razem z udziałem małżonków obu przywódców, Jill Biden i prof. Joachima Sauera. W czasie pobytu za Atlantykiem kanclerz odebrała też honorowy doktorat John Hopkins University. To już 18. takie wyróżnienie: wcześniej przyznały je Niemce m.in. uniwersytety Stanforda i Harvarda.

Od przejęcia władzy 20 stycznia nowy prezydent USA gościł jedynie premierów Japonii i Korei Południowej. Merkel jest więc pierwszym przywódcą z Europy, który do przyjeżdża do Bidena. Już wcześniej prezydent przyznał, że dla niego „Europa to Niemcy". Wizyta Merkel ma jeszcze mocniej podkreślić, że USA nie mają na starym kontynencie ważniejszego sojusznika. Dlatego po spotkaniu przyjęto „deklarację waszyngtońską", w której prezydent i kanclerz zapowiedzieli wspólną obronę demokracji, praw człowieka i praworządności. Ogłosili też plan bliższej współpracy w rozwoju nowych technologii.

Przed odlotem do USA kanclerz z radością powitała „powrót multilateralizmu w Ameryce, czego nam bardzo brakowało". Jednak o odbudowę stabilnych relacji, jakie przed dojściem do władzy Donalda Trumpa łączyły oba kraje, będzie bardzo trudno. Merkel, która za dwa miesiące odchodzi z polityki, chce uzyskać dla swojego najbardziej prawdopodobnego następcy, lidera CDU Armina Lascheta, odpowiedź na fundamentalne pytanie: na ile Niemcy mogą jeszcze liczyć na amerykańskie gwarancje bezpieczeństwa?

W przyszłym roku Bidena czekają wybory uzupełniające, w wyniku których demokraci mogą stracić większość w Kongresie. Pole manewru prezydenta radykalnie by się wówczas zawęziło. A to mógłby być tylko wstęp do powrotu do Białego Domu Donalda Trumpa lub polityka partii republikańskiej jego pokroju. Wówczas stanęłoby przed Niemcami pytanie, czy nie powinny same zacząć budować potęgi wojskowej, która zapewni im bezpieczeństwo.

Oficjalnie oba kraje mają być sojusznikami w walce z głównymi potęgami autorytarnymi świata: Rosją i Chinami. Ale i tu Merkel nie chce iść w ślady Bidena. Wbrew Waszyngtonowi forsuje gazociąg Nord Stream 2. W Białym Domu kanclerz przedstawiła pakiet, który ma nieco osłabić dramatyczne skutki tego projektu dla bezpieczeństwa Ukrainy. Chodzi o szeroki fundusz rozwoju energetyki i infrastruktury u naszego wschodniego sąsiada. Ale amerykańskie władze pozostają sceptyczne. Podobnie jak polskie.

– Nord Stream 2 jest projektem szkodliwym nie tylko dla Polski, ale też dla całej Unii Europejskiej. Jakiekolwiek opakowywanie go w formuły łagodzące nie zmieni tego podstawowego faktu. Chcielibyśmy wiedzieć, jakie konkretne gwarancje dla Ukrainy leżą na stole. W Niemczech mamy wkrótce wybory parlamentarne. Dobrze by więc było, aby nie tylko obecny, odchodzący rząd, ale także ugrupowania, które mają największe szanse utworzyć przyszłą koalicję rządową zadeklarowały, jakie jest ich stanowisko w tej sprawie – mówi „Rz" wiceminister spraw zagranicznych Szymon Szynkowski vel Sęk.

W poniedziałek Merkel przyjmowała w Berlinie prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego. I on nie był przekonany do niemieckiego planu.

Zasadnicze różnice wyłaniają się też w polityce Ameryki i Niemiec wobec Chin. Pismo „Foreign Policy" przypomina, że świeżo po dojściu do władzy Merkel przyjmowała Dalajlamę. Szła na zwarcie z Pekinem w obronie praw człowieka. Ale od tego czasu radykalnie zmieniła swoje stanowisko. Stało się to po części pod naciskiem takich koncernów jak Daimler czy Volkswagen, dla których chiński rynek ma żywotne znaczenie.

Huawei zostaje w Niemczech

W dodatku z każdą doroczną wizytą w Chinach kanclerz pozostawała pod coraz większym wrażeniem szybkiego rozwoju kraju. I dochodziła do wniosku, że Unia zwyczajnie nie jest przygotowana na frontalne starcie z Pekinem, jakiego dziś oczekuje od niej administracja Joego Bidena. W grudniu pod naciskiem kanclerz i mimo oporu tworzącej się ekipy nowego prezydenta USA Rada UE przyjęła porozumienie o rozwoju inwestycji z ChRL. Także mimo nacisków Waszyngtonu Niemcy nigdy nie zablokowały budowy sieci 5G przez Huawei, na co zdobyła się m.in. Polska.

Punktem spornym z Bidenem pozostaje też idea uwolnienia patentów na produkcję szczepionek przeciw Covid-19. Prezydent USA uważa, że to jedyny sposób, aby powstrzymać katastrofalne skutki pandemii w Afryce czy Ameryce Łacińskiej i uchronić demokrację w takich krajach jak Brazylia. Kanclerz zwraca jednak uwagę, że wówczas koncerny farmaceutyczne stracą motywację do inwestowania w nowe leki i świat nie będzie gotowy na nową zarazę.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA