fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prezydent USA

Marcus Brauchli: Najważniejsze jest ograniczenie długotrwałego bezrobocia

Marcus Brauchli,
Marcus Brauchli, były redaktor naczelny „Washington Post", członek zarządu Gremi Media, wydawcy „Rzeczpospolitej".
fot. Oreobroccoli
Sąd nad Trumpem w Senacie utrudni Bidenowi przeforsowanie przez Kongres wielu ustaw – uważa Marcus Brauchli, były redaktor naczelny „Washington Post", członek zarządu Gremi Media, wydawcy „Rzeczpospolitej".

Jakie jest główne wyzwanie, przed jakim staje Joe Biden?

Napięcia rasowe. Są złożone. W ostatnim roku na ulice wyszły zasadniczo dwie grupy społeczne. Po pierwsze kolorowi, dla których zabójstwo George'a Floyda okazało się zapłonem protestów przeciwko nierównemu traktowaniu osób pochodzenia latynoskiego czy Afroamerykanów. Ale nad tłumem, który zajął Kongres, powiewały flagi Konfederacji: to był z kolei sygnał głębokiego poczucia niesprawiedliwości u białej klasy robotniczej, która odnosi wrażenie, że całą korzyść z globalizacji zgarnęły elity. W Trumpie widzą obrońcę interesów, nawet jeśli jako prezydent niewiele dla niej zrobił, a sam opływał w luksusy. Biden będzie chciał wyjść naprzeciw tym dwóm grupom, tworząc miejsca pracy, szanse na poprawę poziomu życia. Bezrobocie w Ameryce, szczególnie długoterminowe, nierejestrowane, bo dotykające osób, które przestały szukać zajęcia, nigdy nie było tak wysokie od Wielkiego Kryzysu lat 30.

To będzie próba powtórzenia New Dealu Franklina D. Roosevelta, skierowania Ameryki na tory europejskiego państwa socjalnego?

Nikt w administracji Bidena nie użyje takich terminów, liberalna Ameryka ma do nich awersję. Ale też od II wojny światowej kraj nigdy nie był tak zadłużony: to już 21,5 biliona dolarów zobowiązań, niemal 100 proc. PKB. Prezydent będzie więc musiał być bardzo selektywny, gdy idzie o rozbudowę polityki socjalnej. Jego celem będzie przekształcenie obecnego kryzysu, który przybrał formę litery „K", w literę „V". O ile część społeczeństwa przeżywa z powodu pandemii dramat, to jednocześnie indeksy giełdowe biją rekordy, bo część firm przez lockdown zdołała radykalnie ograniczyć koszty i stała się bardzo zyskowna. Teraz chodzi więc o to, aby ta dolna noga litery „K" poszła w górę, aby przegrani pandemii odzyskali nadzieję.

Biden poradzi sobie z pandemią?

Jego atutem jest to, że przejmuje władzę, gdy już wiadomo, jakich błędów nie należy popełnić. Priorytetem będzie więc zaszczepienie maksymalnie dużej liczby osób w możliwie krótkim czasie. Do lata wirus, mimo mutacji, zostanie opanowany i będziemy już tylko walczyli z punktowymi eksplozjami.

Senat ukarze Trumpa?

Odchodzący prezydent będzie osądzony przez Senat: Biden nie chce się w to angażować. Ale to nie jest dla niego zbyt wygodna sytuacja, bo prowadzi do polaryzacji Kongresu, którego wsparcia prezydent potrzebuje, aby przyjąć wiele ustaw, które wyciągną kraj z zapaści. Wątpię zresztą, aby w Senacie znalazło się 2/3 głosów potrzebnych do skazania Trumpa. Gdyby tak się stało, byłby on pozbawiony prawa udziału w wyborach w 2024 r.

Biden obejmuje urząd w wieku 78 lat. Starczy mu sił?

To jest szerszy problem, bo amerykańska klasa polityczna przypomina dziś Biuro Politycznego pod koniec rządów Leonida Breżniewa. 78-letni prezydent zastępuje 76-letniego, spikerka Izby Reprezentantów ma 81 lat, spiker Senatu – 87 lat. W obu partiach wybijali się co prawda politycy młodej generacji, ale okazali się zbyt radykalni. U demokratów 31-letnia członkini Izby Reprezentantów Alexandra Ocasio-Cortez sama nazywa siebie „socjalistką". 50-letni Ted Cruz i 41-letni Josh Hawley skompromitowali się z kolei, podważając wyniki wyborów prezydenckich. Ale biologia jest nieubłagana: w nadchodzących czterech latach nastąpi zmiana pokoleniowa w amerykańskiej polityce.

Biden powstrzyma przejęcie przez Chiny roli największego mocarstwa świata?

Chiny budują największą gospodarkę na Ziemi, mają wielki potencjał przemysłowy i technologiczny. Ale w przeliczeniu na mieszkańca to wciąż kraj o skromnym poziomie życia, który w wielu obszarach ustępuje Europie czy Ameryce. Będziemy więc raczej świadkami powstania świata wielobiegunowego niż przejęcia przez Chiny roli USA. Biden nie ma zresztą wyboru i będzie musiał kontynuować twardą politykę Trumpa wobec Pekinu, bo Xi Jinping bardzo zaostrzył budowę autorytarnego państwa. Dusi demokrację w Hongkongu, mnoży represje w Tybecie, buduje obozy koncentracyjne dla Ujgurów, grozi Tajwanowi, zniósł ograniczenia w długości sprawowania przez prezydenta władzy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA