fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Sondaż: Polacy zaniepokojeni ograniczeniem dostępu mediów do parlamentu

Blokująca mównicę opozycja stanęła po stronie dziennikarzy, którym ogłoszono wcześniej drastyczne ograniczenia w ich pracy.
Fotorzepa, Robert Gardziński
Sondaż „Rzeczpospolitej" pokazuje, że opinię publiczną niepokoi ograniczenie dostępu dziennikarzy do parlamentu.

Z naszych rozmów z posłami PiS wynika, że po wybuchu kryzysu politycznego poluzowanie planowanych pierwotnie obostrzeń w pracy dziennikarzy w Sejmie wydaje się pewne. Z badania IBRiS dla „Rzeczpospolitej" płynie zaś wniosek, że w sprawie dostępu mediów do parlamentu PiS ma przeciwko sobie zdecydowaną większość opinii publicznej.

Zdaniem 68 proc. ankietowanych ograniczenia dla dziennikarzy wpłyną na dostęp obywateli do informacji o pracy parlamentu. Nawet 29 proc. wyborców PiS jest tego zdania.

Jednym głosem

Piątkowe przedpołudnie przy ul. Wiejskiej wyglądało inaczej niż wszystkie dotychczasowe. Na pierwszym piętrze, gdzie pracują dziennikarze, w dzień posiedzenia Sejmu często trudno jest się przecisnąć z powodu natłoku kamer. Tym razem ekip było niewiele, a dziennikarze nie nagrywali polityków, lecz wyłącznie siebie nawzajem. Przykładowo w TVN 24 występowała dziennikarka Polsat News.

Temat rozmów? Ograniczenia dla dziennikarzy w Sejmie. – Sytuacja jest wyjątkowa nie tylko dla nas, ale też dla polityków. Podszedł do mnie Stefan Niesiołowski z PO i zapytał: dlaczego ja też? Mówił, że przecież popiera nasz protest – relacjonował nam Tomasz Grzelewski z Superstacji.

– To pierwszy od wielu lat moment, gdy podzielone środowisko zaczęło mówić wspólnym głosem, uznając, że odebranie nam narzędzi do pracy w Sejmie jest pozbawieniem obywateli możliwości kontroli władzy – mówił Krzysztof Skórzyński z „Faktów" TVN.

Tego dnia do protestu przyłączyły się wszystkie najważniejsze media z wyjątkiem TVP. Telewidzowie mogli zobaczyć specjalne plansze informujące o groźbie cenzury, a gazety drukowały puste strony, informując, że pierwotnie miały znaleźć się na nich relacje z Sejmu. „Rzeczpospolita" nie zamieściła informacji o pracach żadnej z izb parlamentu.

Bez konsultacji

By zrozumieć, o co walczyli dziennikarze, trzeba się przenieść pod budynek F, ok. 200 m od sali obrad. W piątek dostępu do niego strzegło ogrodzenie z kłódką, jednak i tak przez odsłonięte szyby dało się zauważyć robotników w dotychczasowych salach komisji sejmowych. Wewnątrz stał już podest dla kamer, na wstawienie czekały krzesła. To tam ma powstać nowe centrum prasowe.

To najważniejszy punkt zmian, które od stycznia miały dotknąć dziennikarzy w Sejmie. Dotąd poruszają się po budynku niemal bez ograniczeń, w styczniu mieli trafić do centrum. Wejście do budynku głównego wciąż miało być możliwe, jednak tylko dla tzw. stałych korespondentów parlamentarnych, po dwóch na redakcję. Mogliby nagrywać w jednym miejscu. Straciliby możliwość podchodzenia do polityków na korytarzu, a nawet wstępu z kamerą na galerię sali obrad.

Politycy PiS twierdzili, że zmiany są konieczne, bo obecnie ekip jest za dużo i agresywnie walczą o ujęcia. Zdaniem dziennikarzy zmiany są zbyt drastyczne. Szczególnie że konstytucja gwarantuje „wstęp na posiedzenia kolegialnych organów władzy publicznej pochodzących z powszechnych wyborów, z możliwością rejestracji dźwięku lub obrazu". Zwrócił na to uwagę w piątek rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar.

W dodatku kształtu zmian nikt nie konsultował z dziennikarzami, jedynie ogłoszono im je w środę. To dlatego zdecydowali się na protest w dniu, gdy kończyło się ostatnie w tym roku posiedzenie Sejmu. Potem była blokada przez PO sali obrad, która przeistoczyła się w kryzys polityczny.

Marszałek szuka miejsca

W jakiej mierze po jego wybuchu plan zmian jest wciąż realny? Z PiS płyną pojednawcze gesty. Marszałek Senatu Stanisław Karczewski spotkał się w sobotę z częścią mediów, a na kolejne negocjacje zaprosił w poniedziałek. Mediacje zaproponował prezydent. Jednak ważniejsze wydaje się to, co się dzieje poza sferą oficjalną.

Wpływowi politycy PiS sondowali środowisko dziennikarskie, na jakie zmiany byłoby skłonne się zgodzić.

W PiS mówi się, że przed wybuchem kryzysu prezes nie znał szczegółów planów marszałka Sejmu. – Tak naprawdę kształt zmian jest dziełem trzech osób: Marka Kuchcińskiego, wicemarszałka Senatu Adama Bielana i szefowej Kancelarii Sejmu Agnieszki Kaczmarskiej – mówi nam jeden z polityków partii rządzącej. Choć inne źródła wskazują, że Bielan był tym pomysłom przeciwny.

Jego zdaniem najważniejszą rolę odegrał Kuchciński, znany z niechęci do mediów. Od czasu objęcia funkcji marszałka wypowiedział się dla telewizji tylko raz. We wrześniu, po nieudanej próbie odwołania go przez opozycję, wystąpił w TVP Info.

O tym, że planuje przeniesienie dziennikarzy, pierwsza pisała „Rzeczpospolita", już w styczniu. Posłowie PiS relacjonowali nam, że Kuchciński krąży po Sejmie, poszukując miejsca na nowe centrum medialne. Początkowo miało powstać w pomieszczeniach zajmowanych przez Straż Marszałkowską.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA