fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Libia płonie: Najemnicy szturmują stolicę

Zdjęcie zrobione w Trypolisie w czerwcu 2019 r. Bojownicy lojalni wobec rządu pokazują amerykańskie pociski przeciwczołgowe Javelin (na pierwszym planie) i precyzyjną amunicję kierowaną, które podobno zostały skonfiskowane w Gharyanie wojskom generała Chalifa Haftara
AFP
Walki trwają na południowych przedmieściach Trypolisu. W tle libijskiego konfliktu rywalizują ze sobą Rosja i Turcja.

– Brutalność, koordynacja działań i dyscyplina Rosjan wywołują strach w oddziałach walczących z Haftarem – tak starcia wokół stolicy opisał ekspert holenderskiego Instytutu Spraw Zagranicznych Jalel Harchoui.

Miasta bronią oddziały premiera Faje as-Sarradżi, stojącego na czele rządu uznawanego przez ONZ. Szturmuje zaś armia generała Chalifa Haftara, wsparta rosyjskimi najemnikami – ale nie tylko. W wojnę w Libii, po obu stronach konfliktu, angażuje się bowiem coraz więcej państw.

Siła argumentów Putina

Haftara wspiera Rosja (która zaprzecza, by wysyłała tam najemników), Zjednoczone Emiraty Arabskie, Arabia Saudyjska i od czasu do czasu Francja. Rząd z Trypolisu popiera zaś Jordania i niektóre emiraty znad Zatoki Perskiej. Ale największe wsparcie niespodziewanie uzyskał on ze strony Turcji, która w ten sposób skonfliktowała się z Rosją – z której powodu pokłóciła się wcześniej z USA i NATO.

– Będziemy ochraniać prawa Libii i Turcji we wschodniej części Morza Śródziemnego. Jesteśmy bardziej niż gotowi udzielić pomocy – zapowiedział na początku grudnia turecki prezydent Reecep Erdogan. Wtedy to Ankara podpisała porozumienie z Trypolisem o współpracy wojskowej, przewidujące nawet użycie w Libii tureckich sił szybkiego reagowania, jeśli takie życzenie wyrazi legalny rząd. – Haftar nie jest legalnym przywódcą – powiedział turecki przywódca o libijskim ulubieńcu Kremla, który w latach 70. ubiegłego wieku studiował w moskiewskiej Akademii Wojskowej im. Frunzego.

W kwietniu siły bezpośrednio podporządkowane Haftarowi oraz liczne, nieregularne oddziały plemienne zaatakowały Trypolis po raz pierwszy, ale zostały odparte. Latem oddziały podporządkowane premierowi as-Sarradżi – wsparte z kolei tureckimi dronami wojskowymi – odbiły kilka miejscowości opanowanych przez siły Haftara. Atak szybko jednak utknął, ponieważ oddziały premiera też są skłóconą mieszanką różnych bojówek plemiennych oraz najsilniejszego ugrupowania podległego ministrowi obrony.

Jesienią przybyła do Libii kilkusetosobowa grupa rosyjskich najemników (dwa lub trzy takie oddziały już były na miejscu). W jej składzie znalazła się również znaczna liczba snajperów. – Rosjanie potrafiący koordynować ostrzał artylerii i uderzenia rakiet oraz wsparci dronami ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich zaczęli odbijać teren – powiedział jeden z obserwatorów znajdujący się na miejscu.

– To będzie ostateczna bitwa – tak Haftar zapowiedział kolejny atak na stolicę. Sprzyja mu fakt, że mieszkające na na południe od miasta plemię Terhouna opowiedziało się po jego stronie. Dowodzone przez niego oddziały są już dziesięć kilometrów od centrum stolicy.

Wszyscy przeciw wszystkim

Tymczasem Trypolis i Ankara czekają, aż ich porozumienie wojskowe ratyfikują parlamenty. Rząd libijski ma z tym duży problem, ponieważ parlament znajduje się w Tobruku i odnosi się niezbyt przyjaźnie do premiera zagrożonego przez Haftara. Turecki zaś czeka, co powie... Rosja. – Chciałbym porozmawiać z Putinem o Libii i Haftarze, nim rosyjski przywódca odwiedzi nas w styczniu – ogłosił prezydent Erdogan. Ale Władimir Putin milczy, Ankara więc nie wie, kiedy będzie ratyfikować porozumienie i na razie nie odpowiada na prośby Libijczyków o pojazdy opancerzone, broń i dane wywiadowcze na temat armii Haftara.

ONZ, który przygotował raport na temat zagranicznej ingerencji w libijską wojnę twierdzi, że broń jest tam cały czas dostarczana. Jednak żadne z państw producentów nie sprzedaje go bezpośrednio, bowiem w 2011 roku wprowadzono oenzetowskie embargo na dostarczanie uzbrojenia. „Obie strony dostają broń, wsparcie techniczne i bojówkarzy spoza Libii" – stwierdził ONZ.

Po stronie Haftara walczą najemnicy nie tylko z Rosji, ale też z pięciu sudańskich ugrupowań (przy czym dowództwo sudańskiej armii jest prorosyjskie). Antyhaftarowskie ugrupowania wspierają najemnicy z prawdopodobnie czterech ugrupowań z sąsiedniego Czadu. Media twierdzą, że w 2018 r. Rosjanie założyli specjalną bazę w zachodnim Egipcie (przy granicy z Libią), gdzie remontują sprzęt armii Haftara. Od tego czasu przy oddziałach generała działają rosyjscy doradcy wojskowi z regularnej armii (a nie z formacji najemników).

Mimo że obie strony walczą już na przedmieściach stolicy, to jednocześnie – choć osobno – zwalczają wspólnego wroga: oddziały uznające zwierzchnictwo tzw. Państwa Islamskiego lub Al-Kaidy. Uznawany za przywódcę ISIS w Libii Abu Musab Allibi zapowiedział bowiem, że ten kraj „jest teraz jednym z głównych celów przyszłych operacji". ISIS zamierza powetować sobie tutaj straty poniesione w Syrii.

Państwo Islamskie jest trudne do zniszczenia, ma bowiem związki z bogatymi libijskimi gangami handlującymi żywym towarem, posiadającymi sile bojówki.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA