fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Donald Trump drażni się z Chinami

AFP
Od dwóch tygodni amerykański prezydent elekt drażni się z Pekinem.

Ostatnio czterema zdaniami wypowiedzianymi w telewizji Fox postawił na głowie dotychczasową politykę Waszyngtonu w Azji.

– Nie życzę sobie, by Chiny coś mi dyktowały – powiedział tam o krytyce, jaka spotkała go wcześniej. Poszło o telefon z Tajwanu, od pani prezydent Tsai Ing-wen z gratulacjami. Trump odebrał go 2 grudnia i w krótkiej rozmowie tytułował rozmówczynię „prezydentem", co wyprowadziło z równowagi Chiny. – To była bardzo miła rozmowa. Krótka. No i dlaczego jakieś państwo uważa, że może mi mówić, bym nie podnosił słuchawki? Szczerze mówiąc, uważam, że to byłoby bardzo niegrzeczne – dodał.

Ale zgodnie z chińską doktryną wyspa uważana jest za 23 autonomiczną prowincję kraju, a nie za osobne państwo. Wszyscy, którzy nawiązują stosunki dyplomatyczne z Pekinem, zrywają takie z Tajpej.

Większość krajów świata zrobiła to między 1971 a 1979 rokiem – czyli pomiędzy usunięciem Tajwanu z Rady Bezpieczeństwa ONZ (gdzie zajmował miejsce przeznaczone dla Chin), a ustanowieniem stosunków dyplomatycznych Waszyngtonu z Pekinem. Obecnie jedynie 22 państwa (m.in. Paragwaj, Haiti i Watykan) uznają Tajwan, a 173 – Chiny.

USA również wypowiedziały je z Tajpej, choć wyspa pozostaje bliskim amerykańskim sojusznikiem. Jednak Waszyngton zgodził się respektować zasadę jedności Chin. Dlatego też ostatni raz przywódcy obu krajów rozmawiali oficjalnie w 1979 roku. Do czasu telefonicznej rozmowy Trumpa z prezydentem państwa, z którym USA nie utrzymują stosunków dyplomatycznych.

Doktryna jedności kraju nazywana jest Jedne Chiny i wyznają ją oba państwa. Z tym że każde z nich uznaje siebie za prawowite. By uniknąć konfliktów, rozwijające się od lat 90. stosunki między Pekinem a Tajpej obie strony nazywają „stosunkami przez cieśninę" (Tajwańską, oddzielającą kontynent od wyspy).

„(Rozmowa) Sprzeczna z amerykańską polityką i protokołem dyplomatycznym nie powinna jednak podminować stosunków z Chinami, jeśli zostanie umiejętnie wykorzystana. Wyważony komentarz administracji Trumpa (...) powinien uspokoić wzburzone nerwy" – napisała waszyngtońska gazeta „The Hill". Ale Trump nie dał nikomu szansy na spokój.

– Dobrze rozumiem, co to jest polityka Jednych Chin, ale nie wiem dlaczego mamy ją respektować, dopóki nie zrobimy interesu z Chinami w innych sprawach – powiedział prezydent elekt w telewizji.

Ta właśnie wypowiedź wywołała wzburzenie w Chinach.

„Tajwan to czerwona linia, której nie wolno przekraczać. Jedyna rzecz, która nie będzie negocjowana" – powiedział Michael Auslin, ekspert z American Enterprise Institute. „Pekin może zaoferować wsparcie – nawet wojskowe – nieprzyjaciołom USA" – zagroził chiński „Global Times", dodając zjadliwą uwagę o „dziecięcej ignorancji" Trumpa.

W zamian za respektowanie Jednych Chin multimiliarder wymienił zmianę chińskiej polityki handlowej wobec amerykańskich towarów i inwestycji, przerwanie „sztucznego zaniżania kursu juana" (by utrzymać tani eksport), przerwanie „budowy fortecy na Morzu Południowochińskim" (chodzi o formowanie sztucznych wysp, na których Chiny budują bazy wojskowe) i pomoc w rozwiązaniu problemu Korei Północnej.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA