fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Moskwa uderzy sankcjami w ukraińskich polityków i przedsiębiorców

AFP
Kreml przygotowuje czarną listę, na którą trafi kilkuset ukraińskich polityków i przedsiębiorców.

O nowych planach rosyjskiego rządu poinformował wpływowy dziennik „Kommiersant". Skala robi wrażenie, ponieważ sankcje mają dotknąć kilkuset ukraińskich biznesmenów, polityków i urzędników. Aktywa, które posiadają na terenie Rosji, zostaną zamrożone, mogą też stracić nieruchomości. Ograniczenia uderzą również w setki ukraińskich firm, dla których rosyjski rynek ma zostać zamknięty. Do końca lipca ministerstwa Finansów, Gospodarki i Handlu mają sporządzić listę importowanych z Ukrainy towarów, na które prawdopodobnie zostanie nałożone embargo.

W Moskwie twierdzą, że w ten sposób Rosja odpowiada na sankcje wprowadzone wcześniej przez Ukrainę. Po aneksji Krymu i wybuchu wojny w Donbasie Kijów dołączył do sankcji Unii Europejskiej i USA oraz wprowadził własne wobec „osób i przedsiębiorstw odpowiedzialnych za rosyjską agresję".

Mimo tlącej się od czterech lat wojny Rosja wciąż pozostaje głównym partnerem handlowym Ukrainy. W pierwszej połowie tego roku obrót towarowy wyniósł 5,8 mld dol., czyli 28 proc. więcej niż w tym samych okresie w ubiegłym roku.

– Ukraińskich oligarchów raczej to nie dotknie, zbyt mocno powiązani są z rosyjskimi. Rosja może ograniczyć import wyrobów metalowych z Ukrainy, chroniąc rosyjskich producentów. Wtedy straty dla nas wyniosą ok. 4 mld dol. rocznie – mówi „Rzeczpospolitej" znany ukraiński ekonomista Ołeksandr Ochrimenko. – Na rosyjskiej czarnej liście mogą znaleźć się deputowani Rady Najwyższej, którzy prowadzą interesy w Rosji. Tacy są nawet w prezydenckim Bloku Petra Poroszenki – dodaje.

Aktywa w Rosji jeszcze kilka lat temu miał nawet Poroszenko. Chodzi o jedną z jego fabryk czekoladowych Roshen, która znajduje się w rosyjskim Lipiecku. O jej zamknięciu poinformowano dopiero w styczniu 2017 roku, czyli prawie trzy lata po aneksji Krymu i wybuchu wojny w Donbasie. Wcześniej areszt na fabrykę nałożył rosyjski Komitet Śledczy, zarzucając „niedopłatę podatków". Prezydent Ukrainy tłumaczył się później, że działania rosyjskich służb uniemożliwiają sprzedaż zakładu w Lipiecku, obecnie zarządza nim firma zewnętrzna.

– Gdyby nawet miał aktywa na terenie Rosji, nie byłby zagrożony. Prezydentów sankcjami się nie obejmuje – mówi „Rzeczpospolitej" prof. Andriej Suzdalcew z prestiżowej Wyższej Szkoły Ekonomii w Moskwie. – Na liście znajdzie się za to wielu ukraińskich urzędników, szefów służb oraz dowódcy wojskowi – dodaje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA