fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Raport NIK: Ułomna walka z ptasią grypą

Grypa ptaków to choroba niezwykle zaraźliwa
shutterstock
Ponad połowę pieniędzy na walkę z chorobą wydano z naruszeniem prawa, a hodowcy zbyt długo czekali na odszkodowania – zauważa NIK w raporcie.

Izba w pięciu województwach przyjrzała się, jak walczono z ptasią grypą i jej skutkami, i dopatrzyła się m.in. luk w systemie szacowania strat.

Grypa ptaków (HPAI) to niezwykle zaraźliwa choroba – jej wirus pojawił się w Polsce w 2016 r. oraz w kolejnym, i odbił się na sprzedaży drobiu, którego jesteśmy czołowym producentem w Europie (Polska zapewnia 16 proc. całego unijnego drobiu). Szybkie działania są więc kluczowe. Jak sobie radziły z ptasią plagą instytucje i służby?

W woj. lubuskim, wielkopolskim, dolnośląskim, małopolskim i podkarpackim wojewodowie oraz Inspekcja Weterynaryjna podejmowali właściwe działania ograniczające zachorowania. W 2017 r., gdy zasięg i rozmiary choroby były największe, na walkę z nią w całym kraju wydano 120 mln zł (80 mln zł na odszkodowania dla hodowców).

Jednak zdaniem NIK ponad połowę pieniędzy na ten cel wydatkowano z naruszeniem prawa – chodzi o 66,6 mln zł w badanych regionach, czyli 58 proc. ich wydatków na walkę z chorobą. Konsekwencji za to nie będzie, bo nie dochodzi się odpowiedzialności za naruszenie dyscypliny finansów publicznych, jeśli podjęto działania w celu ograniczenia „skutków zdarzenia losowego".

Nieprawidłowości finansowe wystąpiły w 7 na 9 badanych inspektoratach weterynarii. „Polegały na tym, że powiatowi lekarze weterynarii zaciągali zobowiązania, choć w planie finansowym nie było zabezpieczenia odpowiednich środków" – podaje raport. Zlecali też ubój i dezynfekcję, choć nie mieli uprawnień do zawierania umów na takie działania.

Głównym powodem nieprawidłowości finansowych było to, że powiatowe inspektoraty weterynarii zbyt długo czekały na pieniądze. Uruchamiano je z rezerwy celowej, ale droga była długa. – W efekcie wydłużonego procesu naruszano zasady dotyczące właściwego dysponowania publicznymi pieniędzmi, a hodowcy po stracie stada musieli czekać kilka miesięcy na wypłatę odszkodowań – mówi Krzysztof Kwiatkowski, prezes NIK.

Izba wytyka, że tylko w niewielkim stopniu wydatki na walkę z ptasią grypą pokrywały środki przewidziane w planach finansowych inspektoratów weterynarii.

Zastrzeżenia NIK dotyczyły też rzeczoznawców – od ich szacunków strat zależała wysokość wypłacanych z budżetu odszkodowań dla hodowców.

Tymczasem tym ekspertom brakowało wiedzy i doświadczenia. „Głównie byli to rolnicy, jednak zwykle niezwiązani z rodzajem hodowli drobiu, którego wyceny mieli dokonywać" – podaje raport.

– Zdaniem Izby istnieje wysokie ryzyko, że przyjęty system szacowania odszkodowań może dawać błędne rezultaty, i to zarówno ze szkodą dla Skarbu Państwa, jak i dla hodowców – zaznacza prezes Kwiatkowski.

NIK zauważa, że np. w krajach związkowych RFN są kasy chorych zwierząt mające do dyspozycji kadry i firmy, które zajmują się utylizacją stad drobiu i dezynfekcją. Działają w ciągu doby od zgłoszenia. Wszystko jest finansowane z funduszy krajów związkowych, budżetu federalnego i składek hodowców.

Do Głównego Lekarza Weterynarii NIK wnioskuje m.in. o modyfikację planów gotowości zwalczania ptasiej grypy, tak, by w większym stopniu spełniały potrzeby.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA