fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Kim sięga coraz dalej, obrażając ostatniego sojusznika

Zadowolony z ostatniego testu Kim Dzong Un domaga się od swoich naukowców coraz większych rakiet
AFP
Władze w Pjongjangu oficjalnie poinformowały, że wystrzelony w niedzielę pocisk był rakietą strategiczną, która może przenosić ładunki jądrowe.

„To nowo skonstruowana rakieta" – ogłosiła północnokoreańska agencja. Według Pjongjangu Hwasong-12 może sięgnąć kontynentu amerykańskiego.

Eksperci zachodni potwierdzają jedynie, że pocisk rzeczywiście ma znaczny zasięg – największy z dotychczas testowanych północnokoreańskich rakiet. Ale jedyne terytorium amerykańskie, do którego mógłby dolecieć, to wyspa Guam na Pacyfiku, na której znajdują się jednak bazy wojskowe USA.

„[Ta rakieta] prezentuje sobą szczebel rozwoju wcześniej nienotowany w Korei Północnej" – napisał amerykański specjalista ds. technologii rakietowych John Schilling na jednym z portali zajmujących się Koreą Północną.

– Nie wpadajcie w samozadowolenie! – miał powiedzieć naczelny wódz armii północnokoreańskiej i wódz Koreańskiej Partii Pracy, Ukochany Przywódca Kim Dzong Un do inżynierów, którzy zaprojektowali rakietę. Natychmiast zażądał od nich kolejnych, o jeszcze większym zasięgu.

Polityczne skutki jej wystrzelenia nie dają się jeszcze określić. Hwasong-12 wzleciał w niebo zaledwie dwa dni po deklaracji nowego prezydenta Korei Południowej, że gotów jest jechać do Pjongjangu na rozmowy. Teraz Moon Jae-in mówi o „zuchwałej prowokacji".

Test naruszył też wielką imprezę w Pekinie, jedynym sojuszniku Korei Północnej. Do chińskiej stolicy zjechało 29 szefów państw i rządów, próbując dołączyć do gigantycznych inwestycji infrastrukturalnych nowego Jedwabnego Szlaku (Pas i Szlak). Xi Jinping musiał komentować kolejne naruszenie rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ przez swego sąsiada. Chiny już objęły embargiem import węgla z Korei Północnej, nie wiadomo, jak daleko mogą się posunąć, próbując przywrócić swoją dominację w Pjongjangu.

Pocisk wpadł do Morza Japońskiego. Telewizja CNN twierdzi, że wylądował w rosyjskiej strefie ekonomicznej, zaledwie 96,5 kilometra na południe od Władywostoku. Ale przebywający w Pekinie Władimir Putin z kamienną twarzą przestrzegł przed „zastraszaniem Korei". Nie wiadomo nic o ewentualnej obecnej współpracy z Moskwą. Ale miejsce upadku sugerowałoby, że Kreml wiedział o koreańskiej próbie – jego obrona przeciwlotnicza nigdy nie dopuściłaby tak blisko swych granic nieznanej rakiety.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA