fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Polska nieobecna na Ukrainie

Jeszcze kilka dni temu zastanawiano się, po co Moskwa koncentruje wojska przy ukraińskiej granicy. Ukraińscy żołnierze szykowali się do obrony, na zdjęciu z 21 kwietnia: Piski koło Doniecka przy froncie, po którego drugiej stronie są wspierani przez Rosję separatyści
AFP
Wołodymyr Zełenski chce, aby obok Niemiec i Francji rokowania z Rosją prowadziły USA, Kanada i Wielka Brytania. O naszym kraju nie mówi.

Wywiad prezydenta Ukrainy w „Financial Times" ukazał się w kluczowym momencie, gdy Moskwa wycofuje część wojsk z ukraińskiego pogranicza, licząc, że w zamian wymusi ustępstwa na Kijowie.

– Uczestniczę teraz w procesie, który zrodził się, zanim doszedłem do władzy. W obecnej sytuacji proces miński powinien być bardziej elastyczny i służyć celom dzisiejszym, a nie wczorajszym – przekonuje Wołodymyr Zełeński.

W czerwcu 2014 r., przy okazji obchodów 70. rocznicy lądowania w Normandii, powołano format negocjacji obejmujący przywódców Ukrainy, Rosji, Niemiec i Francji. W jego ramach udało się rok później ustalić w Mińsku warunki pokoju, które zakończyły najbardziej brutalną fazę walk w Donbasie. Nigdy jednak nie wprowadzono w życie zapisów porozumienia. Kijów nie zgodził się na przyznanie autonomii regionowi w obawie, że to da Kremlowi trwałe narzędzie blokowania starań Ukrainy o integrację z Zachodem, a Moskwa odmówiła oddania Kijowowi kontroli nad granicą ukraińsko-rosyjską.

Sprzeciw Putina

– Mamy dwie opcje: możemy zmienić miński format, dostosować go. Albo powołać inny format. Tempo tego procesu ma znaczenie, bo każdego dnia tracimy ludzi – oświadczył prezydent, apelując o „rozbudowę" formatu normandzkiego o Stany Zjednoczone, Wielką Brytanię i Kanadę.

O ile postulat dokooptowania USA, jedynej potęgi Zachodu zdolnej przeciwstawić się militarnie Rosji, nie podlega dyskusji, o tyle wymienienie dwóch kolejnych państw stawia na ostrzu noża pytania o miejsce Polski w procesie pokojowym na Ukrainie. To nasz kraj stał za Partnerstwem Wschodnim, które miało otworzyć drzwi Unii dla Ukraińców, najmocniej też zaangażował się przeciw Nord Stream 2, aby utrzymać tranzyt rosyjskiego gazu przez Ukrainę oraz przyznanie temu państwu perspektyw członkostwa w NATO.

Ukraińskie źródła dyplomatyczne tłumaczą „Rzeczpospolitej": „to nie jest tylko nasza decyzja. Na poszerzenie formatu normandzkiego muszą się zgodzić wszyscy jego uczestnicy, także Rosja. Prowadzimy o tym rozmowy".

Ale inne, dobrze poinformowane źródła w Kijowie przyznają: ekipa Zełenskiego jest zapatrzona w potęgę Zachodu, przez co zarzuca współpracę nie tylko z Polską, ale też Rumunią, Węgrami. To zresztą błąd wszystkich ukraińskich przywódców, być może poza Leonidem Kuczmą, który miał bliskie, osobiste relacje z Aleksandrem Kwaśniewskim.

– Kijów stawia przede wszystkim na kraje, które mają realne możliwości powstrzymywania Rosji, jak Wielka Brytania, USA i Kanada, kraje G7. Polska ma mniejszy wpływ na formowanie stanowiska całego Zachodu – mówi „Rzeczpospolitej" znany kijowski politolog Wołodymyr Fesenko. Przyznaje jednak, że drażliwe dyskusje historyczne o rzezi wołyńskiej między Warszawą a Kijowem za Petra Poroszenki od dojścia do władzy Zełenskiego przestały być fundamentalnym problemem.

Wizyta 3 maja

Aby zatrzeć wrażenie, że Polska jest spychana na drugi plan, w dniu publikacji wywiadu z Zełenskim w Warszawie z prezydenckim ministrem Krzysztofem Szczerskim spotkał się doradca prezydenta Ukrainy Igor Żowkwa. Mowa była o przyjeździe Wołodymyra Zełenskiego nad Wisłę 3 maja.

W rozmowie z „Rzeczpospolitą" szef Ośrodka Studiów Wschodnich (OSW) Adam Eberhardt uważa wręcz spór o przebudowę formatu normandzkiego za bezprzedmiotowy, bo jego zdaniem na takie rozwiązanie Rosja się nigdy nie zgodzi. – Moskwa chce utrzymać rozmowy wyłącznie z krajami Zachodu, które uważa za najbardziej skore do ustępstw, czyli Niemcy i Francję. Proces miński ma dla nas sens przede wszystkim dlatego, że powiązane są z nimi sankcje nałożone na Rosję – podkreśla Eberhardt.

Ukraińskie źródła dyplomatyczne wskazują jednak, że udział USA w negocjacjach mógłby okazać się dla Kremla interesujący, jeśli objąłby znacznie szerszy pakiet problemów niż tylko pokój w Donbasie. Zdaniem części ekspertów elementami szerszego „dealu" mogłyby być los Nord Stream 2, umowy rozbrojeniowe, nawet gwarancje, że Ukraina nie przystąpi do NATO. W ostatnich tygodniach Joe Biden nie tylko wysunął propozycję spotkania na szczycie z Władimirem Putinem, ale też nie poparł aspiracji Ukraińców do przystąpienia do Sojuszu Północnoatlantyckiego. Sam Zełenski zadeklarował gotowość bezpośredniego spotkania z Putinem dopiero, gdy zrobił to Biden.

Iryna Wereszczuk, deputowana rządzącej partii Sługa Narodu, która w ukraińskiej Radzie Najwyższej zajmuje się m.in. relacjami z Polską, uważa, że w relacjach Kijowa z Warszawą należy koncentrować się na pragmatycznej, organicznej współpracy. – Mamy brygadę litewsko-polsko-ukraińską, ale to za mało. Polska mogłaby też mocniej zaangażować się w przyjęcie Ukrainy do NATO, tak jak robią to Litwa i inne państwa bałtyckie – mówi „Rzeczpospolitej".

Wyszehrad jednoczy się przeciw Rosji

Premierzy Polski, Węgier i Słowacji udzielili poparcia Czechom w obliczu narastającego kryzysu z Rosją.

Wideokonferencję przywódców Grupy Wyszehradzkiej zwołał premier Mateusz Morawiecki, bo to nasz kraj przewodzi teraz tej regionalnej organizacji.

„My, premierzy Polski, Węgier i Słowacji, wyrażamy pełną solidarność z Czechami, naszym bliskim partnerem i sąsiadem, w związku z udziałem rosyjskich agentów wywiadu wojskowego w działaniach prowadzących do eksplozji w składzie amunicji we Vrbeticach w 2014 roku" – napisano we wspólnym oświadczeniu. „Potępiamy ten kolejny godny ubolewania akt agresji i naruszenia prawa międzynarodowego dokonany przez Rosję na europejskiej ziemi, jak również nieproporcjonalne środki podjęte przez Rosję w odpowiedzi na całkowicie uzasadnioną decyzję Republiki Czeskiej o wydaleniu 18 rosyjskich oficerów wywiadu z jej terytorium i oferujemy Czechom nasze wsparcie dyplomatyczne i konsularne" – dodano.

Grupa Wyszehradzka, która niedawno obchodziła 30. rocznicę powstania, do tej pory w zasadzie nie zajmowała wspólnego stanowiska wobec Rosji. Tak się działo, bo z całej czwórki tylko Polska od lat trzymała się ostrego kursu w stosunku do Moskwy. Viktor Orbán wielokrotnie odwiedzał Kreml, opowiadał się za zniesieniem sankcji nałożonych przez UE na Rosję za okupację Krymu i mnożył kontrakty na zakup tańszego rosyjskiego gazu. Zimą zawarł też umowę na import rosyjskiej szczepionki Sputnik V, choć nie została ona dopuszczona do sprzedaży przez Unię. Sympatię do Rosji wielokrotnie wyrażał też prezydent Czech Miloš Zeman. Nastroje prorosyjskie tradycyjnie silne były także na Słowacji.

Jeszcze kilka dni temu w oświadczeniu szefów dyplomacji Grupy Wyszehradzkiej w sprawie kryzysu w Donbasie potępiającym łamanie prawa międzynarodowego nie udało się wskazać, czy winna jest Rosja czy Ukraina. Zwrócił na to uwagę poseł KO Paweł Kowal. —j.bie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA