fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Michał Kamiński: PiS nie jest małym wróbelkiem

Fotorzepa, Robert Gardziński
- Partia władzy słabnie, ale potrzeba mądrości po stronie opozycji, by to wykorzystać – mówi polityk Michał Kamiński.

Rzeczpospolita: Obecny kryzys i kłopoty PiS są trwałe czy przejściowe?

Michał Kamiński, poseł klubu PSL-UED, b. członek PiS: Ten kryzys ma integralny charakter i jest związany z modelem przywództwa. Jarosław Kaczyński stworzył system, w którym zbyt wiele decyzji należy do niego. A on ich z jakichś powodów nie jest w stanie ogarnąć. W związku z tym na wielu szczeblach tej drabiny nie zapadają decyzje, bo ludzie nie wiedzą, co się spodoba na Nowogrodzkiej.

Zmiana premiera nie pomogła?

Całą sprawę wręcz pogłębiła. Jarosław Kaczyński zmienił premiera na Mateusza Morawieckiego, by poprawić wizerunek na Zachodzie, a jednocześnie włożył mu do ręki granat – ustawę o IPN. To oznacza, że albo w jednym, albo drugim przypadku popełnił błąd. Już jest powszechna teza, że Morawiecki szybko się zużywa. Dostał na wstępie gigantyczny kryzys, który unaocznił słabość jego zaplecza, ale też widać brak zmysłu politycznego samego premiera.

Czy coś może poprawić sytuację?

W tej sytuacji PiS nie zmieni premiera. Cel jego powołania był przecież prosty: wyjść w stronę centrum w Polsce i w stronę zagranicy. Oba te cele kompletnie się nie udały. Sprawnie działająca maszyna PiS zaczyna się zacinać. Oczywiście PiS – z punktu widzenia opozycji – nie jest wróblem, którego można zabić jednym strzałem z wiatrówki. PiS jest wielorybem. Kolejne rzeczy, które się dzieją, to są harpuny wbijane w wieloryba, które w końcu sprawią, że się wykrwawi.

Na czym polega zacinanie się maszyny PiS?

Jestem zaskoczony tym, jak bardzo duży regres nastąpił w warstwie komunikacji PiS wobec tego, co działo się przez ostatnie trzy lata. Po publikacji „Newsweeka" o majątku na przykład – chociaż ja nie chcę tu udzielać żadnych rad – premier powinien całość jak najszybciej wyjaśnić i zamknąć kwestię. Kluczenie to tylko otwieranie całego problemu. Dziś, w świetle ostatnich tygodni – mówiąc bez złośliwości – należy zadać sobie pytanie, po co była wymiana premiera na Morawieckiego? Po to, aby udowodnić opinii publicznej, że ten człowiek codziennie ma wpadkę komunikacyjną? Dziś już nikt nie ma złudzeń, Zbigniew Ziobro może się cieszyć: Morawiecki żadnym następcą Kaczyńskiego nie będzie.

Czyli trwa wyścig o schedę po prezesie PiS?

Wszystko, co się teraz dzieje, to szykowanie się przez różne układy sił w partii na PiS po Kaczyńskim. Mamy dużo sygnałów, że w obozie władzy są konflikty na śmierć i życie – oczywiście w przenośni. A tego typu konflikty ujawniają się, gdy ludzie pozycjonują się na nowe rozdanie.

A kto pana zdaniem najlepiej teraz w tym wyścigu wypada?

Teraz królem podwórka w PiS jest Jaochim Brudziński. Prezydent Duda jest otoczony gigantyczną niechęcią wielu polityków PiS. Ma konflikt ze Zbigniewem Ziobrą, czyli kolejnym ośrodkiem w ramach obozu władzy. Oczywiście karty rozdaje cały czas Jarosław Kaczyński. Problem polega na tym, że do znacznej części tej myślącej grupy w PiS zaczyna docierać dysfunkcjonalność systemu. I zdają sobie sprawę, że czas „po Kaczyńskim" nadejdzie.

Jest też teza, że zaczyna się czas porównywalny ze schyłkiem PO.

Jest kompletnie inna sytuacja. Powody poparcia dla PO były in gremio inne niż powody poparcia dla PiS. Struktura elektoratu była inna. PO przegrała m.in. poprzez naturalną chęć ludzi do zmiany po ośmiu latach. Wtedy PiS – co muszę ze smutkiem przyznać – było majstersztykiem – przybrało taktykę Dosi. Czyli: jeśli nie ma różnicy, to po co przepłacać. Im się udało wbić w Polaków przekonanie, że są taką samą partią jak PO, tylko że za PO trzeba było przepłacać. Oni dlatego wygrali.

Czy transfery socjalne i sytuacja gospodarcza sprawią, że PiS i tak kolejne wybory wygra?

W Polsce rządy przegrywały w warunkach dobrej koniunktury gospodarczej. Tak było za PiS w 2007 r. i wcześniej za czasów SLD. PO też oddała Polskę w lepszym stanie, niż ją zastała. To oczywiste.

Ale PiS ma 500+. Temu opozycja przypisuje wysokie notowania PiS.

To jest próba racjonalizacji, przypisania geniuszu rywalowi. Bo lepiej spać ze świadomością, że przegrywa się z geniuszem niż z kimś przeciętnym. Nawet w obozie przeciwników Jarosława Kaczyńskiego jest próba przypisywania mu cech, których on nie ma. Ludzie nigdy nie głosują z wdzięczności, tylko na jakąś nadzieję. Ja absolutnie nie sugeruję, że 500+ szkodzi. Ono też obnażyło np. kompletny brak umiejętności głównej partii opozycyjnej sformułowania przekazu w tej kwestii.

Czy szanse PiS na wygranie wyborów zaczęły teraz maleć? Na poziomie racjonalnej oceny rzeczywistości dzisiaj – a dziś nie ma wyborów – PiS jest absolutnym faworytem. Czy dostrzegam dziś więcej obszarów, które sprawią, że PiS te wybory przegra? Tak. Ale potrzebna jest jeszcze mądrość ludzi po drugiej stronie, by te słabości obozu władzy wykorzystać.

Czy opozycja przez te 2,5 roku czegoś się nauczyła?

Moje ugrupowanie – czyli UED – wie, że nie wolno oddawać ani piędzi ziemi PiS. Dlatego zawiązaliśmy na poziomie Sejmu sojusz z PSL. To była pierwsza chwila w tej kadencji, że PiS chciało coś dużego zrobić, a się nie udało. PiS chciało zlikwidować klub opozycyjny, jakim jest PSL.

Chyba tylko Donald Tusk mógłby być kimś, kogo nikt by nie kwestionował jako lidera opozycji.

Za PSL nie będę tu się wypowiadał. Ale gdy spojrzymy na ranking zaufania do polityków opozycji, to na pierwszym miejscu jest Donald Tusk, a zaraz za nim jest Władysław Kosiniak-Kamysz. Na końcu stawki jest Grzegorz Schetyna.

Z czego to wynika?

Ludzie nie wierzą w to, że on może pokonać PiS. Z tego jego doradcy powinni sobie zdać sprawę, znaleźć rozwiązanie i zaproponować je wyborcom.

Gdyby w sondażach PO miała 30 proc., a PiS 33, to odczucie mogłoby się zmienić.

Jasne, ale ostatni sondaż dawał PO 14 proc.

Czy Biedroń może dać nową siłę opozycji w zaczynającym się maratonie wyborczym?

Powtarzam z uporem maniaka, że w Polsce leży sztandar centrolewicy. Pytanie, kto go podniesie. Polska nie jest krajem, w którym 80 proc. ludzi głosuje na partie centroprawicowe. My żyjemy w kraju, w którym paręnaście lat temu 40 proc. ludzi głosowało na lewicę. Oni nie wyjechali, oni tu są. Z całą pewnością Biedroń ma potencjał do tego, by podnieść taki sztandar. Ale nie wystarczy tu jeden człowiek. Biedroń ma potencjał, ale jest pytanie o zaplecze.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA