Wiele regionów dotkniętych w środę blackoutem jeszcze nie podniosło się w pełni po dwóch blackoutach, jakie nawiedziły je w poniedziałek - co zmusiło rząd do zamknięcia szkół i zakładów pracy.

Prezydent kraju Nicolas Maduro i osoby z jego otoczenia przekonują, że winny problemów z dostawami prądu jest Zachód, który w ten sposób chce doprowadzić do obalenia prezydenta (nie uznaje go ok. 50 krajów - w tym przede wszystkim USA; kraje nieuznające Maduro za prezydenta uważają lidera opozycji, Juana Guaido, za tymczasową głowę państwa).

Przed dwoma tygodniami w Wenezueli doszło do trwającego sześć dni blackoutu co doprowadziło m.in. do problemów z dostępem mieszkańców kraju do wody pitnej (pompy działały na prąd) i sparaliżowało pracę szpitali, w których psuły się generatory awaryjne.

"Zjednoczona Wenezuela przetrwa" - napisała na Twitterze Delcy Rodriguez, wiceprezydent kraju, przed środowym blackoutem. Jej zdaniem winę za przerwy w dostawie prądu ponoszą "przestępcze imperialistyczne ataki".

Wielu Wenezuelczyków uważa jednak blackouty za dowód na fatalny stan strategicznej infrastruktury spowodowany latami korupcji, niekompetencji i niedoinwestowania.

Według organizacji monitorującej internet, NetBlocks, w związku z blackoutem dostępu do sieci pozbawionych było w środę 91 proc. mieszkańców kraju.