Robert Biedroń był dziś rano gościem radia ZET. Komentował m.in. plotki krążące wokół tworzonego przez niego ugrupowania, którego nazwę i program ujawni dopiero na Torwarze 3 lutego.
- To dobry znak. To znaczy, że jest potrzeba stworzenia w polskim społeczeństwie czegoś nowego - mówił Biedroń.
Polityk przyznał, że przypadające jego hipotetycznemu ugrupowaniu coraz częściej trzecie miejsce w sondażach traktuje jako ogromny kredyt zaufania. Zdradził również, że ugrupowanie, którego nazwy nie chciał zdradzić, ma już struktury w całym kraju, a do 3 lutego będzie istniało 380 struktur powiatowych.
Jego zdaniem duże zainteresowanie "partią Biedronia" wynika z potrzeby istnienia na polskiej scenie politycznej czegoś "postępowego, otwartego i nowoczesnego".
- Nie wojny Polek i Polaków, to nie jest wojna Polek i Polaków. To jest wojna dwóch wielkich partii, które od 13 lat trzymają nas w takim śmiertelnym uścisku i prowadzą ten jałowy spór - mówił Biedroń.
Były prezydent Słupska bojkot telewizji publicznej zapowiedziany przez PO uważa za "dziwaczny".
- Szczególnie w sytuacji, w której TVP dociera do osób, do których inne media nie docierają. To jak ten głos alternatywny wobec Prawa i Sprawiedliwości ma być słyszany w tych miejscowościach? - pytał Robert Biedroń. Sam bojkotować TVP nie zamierza. - To nie jest moja wojna. I nie chcę uczestniczyć w tej wojnie.
Wypowiedział się również przeciwko ochronie dla samorządowców. Jak mówił, "esencją działania" władz samorządowych jest bliskość z ludźmi, a ich problemów "zza ochrony" nie widać.