fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Niemcy: Przedterminowe wybory parlamentarne jedynym wyjściem

AFP
Szok po zerwaniu rozmów koalicyjnych powoli mija. Nadal jednak nikt nie wie, co będzie dalej. Z wyjątkiem Angeli Merkel, która chce rządzić nadal.

Jestem wciąż do dyspozycji – zapewnia Angela Merkel sprawująca obowiązki kanclerza. Ma w dalszym ciągu poparcie prezydium swej partii CDU i zamierza stanąć na czele przyszłego rządu. Nie chce, aby był to rząd mniejszościowy i rozwiązanie widzi w nowych wyborach.

Inaczej niż prezydent Frank-Walter Steinmeier, który podkreślił, że „ubiegające się o mandat wyborczy do rządzenia partie polityczne nie mogą uchylać się od odpowiedzialności”. Chce więc skłonić uczestników nieudanych rozmów koalicyjnych do powrotu do stołu rokowań. Głównie liberałów, którzy je zerwali. Większość komentatorów odnosi się do tego pomysłu sceptycznie. Oznaczałoby to, że w zamian za podjęcie negocjacji FDP musiałaby uzyskać szereg koncesji, których nie była w stanie wynegocjować przez cztery tygodnie rozmów sondażowych. Dotyczą nie tyle problematyki imigracji, ale i spraw polityki gospodarczej, finansowej i podatkowej.

– Program przyszłego rządu miał być w zasadzie kontynuacją polityki wielkiej koalicji z uwzględnieniem niektórych pomysłów Zielonych – skarżył się Christian Lindner, szef FDP, uzasadniając decyzję o zerwaniu rozmów.

Przyjęcie przez pozostałych partnerów rozmów propozycji FDP oznaczałoby, że ulegają szantażowi. To nie do przyjęcia, zwłaszcza dla ugrupowania Zielonych. Dla SPD nie do przyjęcia jest z kolei powrót do wielkiej koalicji, czyli wspólnego rządu z CDU/CSU. – Opowiadamy się za nowymi wyborami – ogłosił Martin Schulz, który na grudniowym zjeździe SPD zamierza starać się o mandat kandydata na kanclerza z ramienia swej partii.

– Sądzę, że za trzy tygodnie będziemy mieć jasność, czy uda się stworzyć koalicję rządową w oparciu o wyniki ostatnich wyborów – powiedział publicznej telewizji ZDF Peter Altmaier, szef urzędu kanclerskiego i zapewne najbardziej zaufany współpracownik pani kanclerz. Dopiero gdy okaże się, że nie ma powrotu do Jamajki ani też do wielkiej koalicji, uruchomiona może zostać procedura prowadząca do nowych wyborów. Nie ma na nią wpływu Angela Merkel.

Wszystko w rękach prezydenta RFN. Ale i on nie może niezwłocznie rozwiązać Bundestagu. Najpierw musi się odbyć głosowanie nad kandydaturą na kanclerza Angeli Merkel, pełniącej obecnie funkcję szefa rządu. Jeżeli nie otrzyma ona większości głosów, Bundestag może przedstawić swego kandydata na kanclerza. By stanąć na czele rządu, musi także uzyskać większość bezwzględną. Jeżeli jej nie uzyska, kanclerzem może zostać kandydat, który w kolejnym głosowaniu uzyska najwięcej głosów. Ale prezydent może również rozpisać nowe wybory.

Co się jednak stanie, jeżeli mimo fiaska rozmów koalicyjnych Angela Merkel uzyska większość w Bundestagu? W końcu głosowanie jest tajne i mogą na nią oddać głos nawet deputowani Alternatywy dla Niemiec (AfD), partii prawicowych populistów przedstawiającej się jako ugrupowanie protestu i tym samym zainteresowanej w przedłużeniu kryzysu politycznego dla udowodnienia nieudolności rządzącej elity.

Merkel może więc zostać kanclerzem, utworzy rząd mniejszościowy i polegnie na pierwszym ważnym głosowaniu, prawdopodobnie wiosną przyszłego roku.

Taki rozwój sytuacji byłby jednak sprzeczny z niemiecką kulturą polityczną, która zakłada stabilność rządów, co zresztą sankcjonuje konstytucja. – Być może należy się przygotować na taką ewentualność. W końcu rządy mniejszościowe nie są niczym niezwykłym w wielu innych krajach – mówi „Rzeczpospolitej” prof. Werner Patzelt, politolog. Rzecz w tym, że na Niemczech, największym państwie UE, spoczywa szczególna odpowiedzialność. Wskazują na to niemieckie media, przypominając, że w dobie brexitu, reform strefy euro i konieczności poszukiwania rozwiązań w sprawach imigracyjnych Niemcy nie powinny być przyczyną zastoju. W dodatku w próżnię po Niemczech wkroczą ochoczo Emmanuel Macron oraz Jean-Claude Juncker.

Tworzenie koalicyjnego rządu jest tym bardziej skomplikowane, im więcej ugrupowań w Bundestagu i im niższe notowania partii będących jądrem koalicji. CDU i CSU uzyskały we wrześniu najgorszy rezultat od powstania. To samo z SPD. Do Bundestagu wdarła się AfD na fali krytyki rządu Merkel za otwarcie granic dla uchodźców w 2015 roku. „Ta decyzja podzieliła Niemcy i Europę. Także z tego powodu fiaskiem zakończyły się rozmowy koalicyjne” – pisał we wtorek konserwatywny „Frankfurter Allgemeine Zeitung”.

Paragraph body

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA