fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

#RZECZoPOLITYCE: Bochenek, Guział, Jaworski

rp.pl
Wtorkowy program #RZECZoPOLITYCE o 9.00 prowadził Jacek Nizinkiewicz. Jego gośćmi byli Rafał Bochenek, Piotr Guział i DJ Adamus.

Rafała Bochenka, rzecznika rządu, pytaliśmy o lot rządowego samolotu z Londynu, oraz o to co się udało zrobić rządowi, a czego nie.

DJ Adamus, czyli Adam Jaworski, opowiedział o swojej książce "Historia Złego Chłopca" oraz wpływie polityki na jego twórczość.

Bochenek: Instrukcja, według której lecieliśmy jest tajna

- Cywilna instrukcja jest instrukcją tajną, a pan ma pewnie instrukcję wojskową - mówił o instrukcji lotniczej HEAD, w programie #RZECZOPOLITYCE, Rafał Bochenek, rzecznik rządu.

Początek rozmowy rozpoczął się od wyjaśniania powrotu rządu z Londynu, wobec którego były wątpliwości o bezpieczeństwo najważniejszych osób w państwie. Bochenek mówił, że wszystko odbyło się z procedurami. - Chcieliśmy ułatwić powrót dziennikarzom, żeby nie musieli czekać na swój lot CASĄ – mówił rzecznik rządu.

- Instrukcja przewiduje pewne konfiguracje osób, które mogą znaleźć się na pokładzie, ale ta instrukcja jest utajniona – zapewniał Bochenek. - Wszystko odbyło się zgodnie z prawem, ze sztuką – dodał.

Prowadzący pytał, czy decydenci nie zaryzykowali z lotem ponieważ na pokładzie jednocześnie przebywała premier i był wicepremier. - Takie sytuacje są wykluczone, nikt nie zdecydowałby się na lot sprzeczny z zasadami – po raz kolejny zapewniał Bochenek. - To nie rząd podjął decyzję, że kilku dziennikarzy nie mogło wziąć udziału w tym locie.

Rzecznik mówił, że o tym kto i w którym samolocie ma lecieć decydował koordynator. - Zawsze jest wydzielony koordynator lotu, ale to nie jest osoba publiczna – mówił Bochenek, ale nie chciał zdradzić kto koordynował lot.

Prowadzący czytał instrukcję, według której na jednym pokładzie nie mogą przebywać premier i wicepremier. - Cywilna instrukcja jest instrukcją tajną, a pan ma pewnie instrukcję wojskową – mówił Bochenek. - Wszystko odbyło się według prawa i to wszystko co mam na ten temat do powiedzenia – dodawał rzecznik.

Rozmowa zeszła na temat zakupu nowych rządowych samolotów. - Docelowo chcemy nabyć pięć nowych samolotów, dwa mniejsze i trzy duże, z których jeden powinien do nas dotrzeć już w przyszłym roku – mówił Bochenek.

- Bezpieczeństwo kosztuje. Standardy kosztują, jeśli nie chcemy mieć państwa z dykty – mówił rzecznik. - Jeśli chodzi o dwa małe samoloty, to odbyły się już przetargi i firma je wygrała.

Bochenek został zapytany też o list, pod którym podpisali się między innymi liderzy opozycji, a który dotyczy wypowiedzenia posłuszeństwa władzy. - Dzisiaj opozycja pod takimi hasłami chce protestować przeciwko demokratycznie wybranemu rządowi – mówił rzecznik rządu. - Idąc ramię w ramię z symbolami tamtego systemu.

- Pan Adam Mazguła był członkiem PZPR, był wojskowym – wskazywał Bochenek, który spotkał się z szybką ripostą dotyczącą posła PiS Stanisława Piotrowicza, który należał też do PZPR i był prokuratorem w stanie wojennym. Wtedy zaczął kluczyć i mówił, że każdy przypadek trzeba rozpatrywać oddzielnie.

Na koniec rzecznik był pytany czy rząd poprze kandydaturę Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej. - Po pierwsze nie wiemy czy będzie startował, nie zwracał się z prośbą o poparcie rządu – mówił Bochenek.

Prowadzący przytoczył słowa eurodeputowanego PiS Kazimierza Ujazdowskiego, który powiedział, że Tusk zrobił wszystko żeby nie doszło do Brexitu. - To jest opinia pana Ujazdowskiego, ja mam inne zdanie – uciął Bochenek.

Guział: Warszawa nie chce PiS-u

- Niedopuszczenie do referendum jest żółtą kartą warszawiaków dla PiS, bo choć zdecydowana ich większość ma dość sporu PO-PiS, to nie chce też PiS rządzącego w Warszawie - powiedział Piotr Guział, warszawski radny, inicjator przeprowadzenia referendum ws. odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz.

Do dymisji powinna się podać Hanna Gronkiewicz-Waltz, a nie ja. 140 tys zebranych podpisów to bardzo dobry wynik, choć nie udało się doprowadzić do referendum. Mamy gigantyczny problem z obywatelskością. Obiektywnie Polska ma najmniejsze udziały w referendach w Europie. Może dlatego, że tak długo  byliśmy pod zaborami. Ale też agresywny język polityki po 1989 roku, najpierw spór postkomunistów i postsolidarności, utrzymujący się wciąż spór PO-PiS tak obrzydziły politykę Polakom, ze nie chcą brać udziału w referendach - stwierdził Piotr Guział. - Są też przyczyny obiektywne. O demokracji decyduje też pogoda, przez połowę czasu zbierania popisów była zła, choć to oczywiście nie jest to argument w prawie.

- Mądry Polak po szkodzie - powinniśmy o tym pamiętać po próbie przeprowadzenia poprzedniego referendum. Nie byłoby teraz całej afery reprywatyzacyjnej. A teraz bardziej obowiązuje fraza Kochanowskiego, że Polak przed szkodą i po szkodzie głupi, więc Gronkiewicz-Waltz, prezydent Warszawy zamieszana w największą aferę w historii polskiego samorządu, będzie sędzią we własnej sprawie. Przez najbliższe dwa lata PiS ją będzie grillował,  a ona będzie tuszować ślady własnej niekompetencji - przekonywał Guział

- Gronkiewicz-Waltz jest symbolem kompromitacji, matactw i manipulacji - taki prezydent jest wygodny dla opozycji w Warszawie. Dlatego cała opozycja - PiS. Nowoczesna i mniejsze organizacje - są zainteresowane, aby trwała. Taki prezydent jest wygodny dla opozycji - uważa samorządowiec.

Na pytanie, czy niedopuszczenie do referendum w stolicy jest sukcesem PO, Guział odpowiedział: - Mamy tak miałką klasę polityczną, że się cieszą, skaczą do góry jak małpki. Ale przecież sukcesem PO byłoby, gdyby powiedziała w obronie Gronkiewicz-Waltz: - Jest niewinna. Pójdźcie do urn, obrońmy ją w referendum. Tak zrobił prezydent Karnowski w Sopocie, oskarżony przecież o przestępstwa korupcyjne. Gronkiewicz-Waltz jest przed tą granicą.

- Nie ma dla mnie wątpliwości, ze w przypadkach reprywatyzacji w Warszawie w grę wchodziły przypadki korupcji, a odpowiedzialna za to jest Hanna Gronkiewicz-Waltz - jest organem, który tego nie dopilnował i powinna usłyszeć zarzuty.

- Niedopuszczenie do referendum jest żółtą kartą warszawiaków dla PiS, bo choć zdecydowana ich większość  ma dość sporu PO-PiS, to nie chce też PiS rządzącego w Warszawie. Dlatego nie udało się doprowadzić do referendum - mówił Guział. - Wynika to z listów, które mi odsyłano. Część to były podpisy, część po prostu listy, a cześć - nieprawdopodobne wulgaryzmy. Ale świadczy to też o tym, jaki jest teraz elektorat PO. Kilka lat temu to był kwiat inteligencji, ludzie światli, klasa wyższa i średnia, która miała zmieniać Polskę. Dziś te osoby są przerażone tym, że Hanna Gronkiewicz-Waltz może odejść. A jeśli są przerażone, to co mają do ukrycia? - pytał Guział.  - Niech ci, którzy są teraz wobec mnie złośliwi, pokażą, co sami zrobili dla samorządności w swoim mieście. Jestem wybierany na radnego już piątą kadencję. Nie wykluczam kandydowania na prezydenta Warszawy. Dziś wiem o tym, że mam 140 tys. szabel za sobą.

- Na zarzut, że nie wiadomo, jakim poparciem cieszyłby się jako kandydat, bo nie oddał zebranych podpisów do sprawdzenia, Guział odparł, że chciał zaoszczędzić pracy komisarzowi wyborczemu.

- 850 tysięcy wysłanych zwrotnych  listów, a pan mówi, że chciał zaoszczędzić pracy komisarzowi? - nie dowierzał Nizinkiewicz.

- 850 tys. listów wysłanych do warszawiaków sfinansowałem ja i kilkunastu moich zwolenników. Niech pan nie zagląda do mojej kieszeni, bo ja nie pytam, za ile pan ten program prowadzi. uniósł się Guział.

Na pytanie, ile kosztowało wysłanie 850 tys. listów stwierdził: - Niech pan spyta na poczcie. W moim przeliczeniu wysłanie jednego listu kosztowało 8 groszy.

- Jestem człowiekiem spełnionym, polityka to moja pasja i hobby i będę ją uprawiać do skutku. A że polityka jest jak piłka nożna, trzeba strzelać na bramkę. Referendum to był strzał w poprzeczkę. Będę strzelał dalej - zakończył Guział.

DJ Adamus: Marihuana czy kokaina to ta sama liga co alkohol

- Mój tata powiedział, że alkohol, narkotyki i pieniądze są dla wszystkich, ale nie dla każdego - mówił w programie #RZECZOPOLITYCE Adam Jaworski, bardziej znany jako DJ Adamus.

Gość został zaproszony do programu ze względu na książkę autobiograficzną „Historia złego chłopca”, którą napisał razem z dziennikarzem Polsatu Piotrem Witwickim.

Didżej mówił, że obecnie z jego zdrowiem jest znacznie lepiej niż było dekadę temu. - Jeżeli miałbym zostać zabity przez swoją pasję, to nie miałbym z tym problemu – mówił Jaworski, który nie stronił i nie stroni nadal od imprez. - Początek mojej kariery to był bieg na oślep, starałem się złapać trochę tego i tego - dodał.

DJ Adamus komentował wcześniejsze wywiady, którym się przysłuchiwał w oczekiwaniu na swój. - Polityka ma strasznie negatywną energię – mówił. - Czułem, że było straszne napięcie.Dalsza część rozmowy dotyczyła już Jaworskiego, a zaczęło się od okładki książki, na której twarz jej bohatera jest przedzielona na pół i ma dwa oblicza. - Jak powiedział Alfred Hitchcock: najpierw musi być trzęsienie ziemi, a potem napięcie rośnie – komentował okładkę Jaworski.

DJ Adamus mówił o swoich początkach, gdy jego pierwsza impreza elektroniczna, która odbyła się w Opolu zakończyła się wielką klapą. Wtedy postanowił przeprowadzić się do Warszawy. - Wylądowałem na dworcu w Warszawie, miałem o tyle łatwiej, że miałem tu dziadka, u którego mogłem się zatrzymać – mówił Jaworski.

Jaworski mówił, że jego życie – biorąc pod uwagę imprezy – wiele się nie zmieniło. - Jeśli dzisiaj mamy wtorek, to wczoraj doszedłem do siebie po imprezie. Wróciłem w południe w niedzielę – mówił.

Didżej odpierał zarzuty ludzi, którzy nie lubią remiksów hitowych utworów. - Starsze pokolenie nie rozumie idei remiksów – mówił. Jak wyjaśniał, nie wszystkie piosenki nadają się do klubów w oryginale, bo nie dałoby się przy nich tańczyć.

- Mój tata powiedział, że alkohol, narkotyki i pieniądze są dla wszystkich, ale nie dla każdego – mówił Jaworski. Dodał: - Nigdy nie przekroczyłem granicy.

DJ Adamus opowiadał też swoją przygodę z Gruzji. - Czuć tam trochę ducha z lat 70-80 – mówił. - My jesteśmy już społeczeństwem, które zamyka się w domach.

Jaworski opowiedział, że pewnego razu poszedł do kantoru w Gruzji, aby wymienić walutę, co powinno trwać kilka minut, ale okazało się, że do właściciela przyjechał znajomy z winem i zaczęła się impreza. To sprawiło, że wymiana waluty trwała ponad trzy godziny, bo didżej ze swoim towarzystwem został zaproszony do stołu.

Na koniec DJ Adamus mówił o używkach, które – jego zdaniem – są niesprawiedliwie klasyfikowane. - Policja powinna przestać ścigać ludzi, którzy delektują się narkotykami, bo marihuana czy kokaina to ta sama liga co alkohol – mówił.

Lepiej ci się żyje za Platformy czy za PiS? - Mi generalnie lepiej się żyje, gdy państwo się nie wpie…. w moje życie – zakończył mocnym akcentem DJ Adamus.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA