fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Warszawa

Nie będzie referendum ws. odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz

rp.pl
Choć inicjatorzy odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz z urzędu prezydenta zebrali ponad 130 tys. podpisów pod wnioskiem w tej sprawie, to nie złożą ich w stołecznym ratuszu – ustaliła „Rzeczpospolita".

A to oznacza, że referendum w sprawie odwołania prezydent stolicy z inicjatywy Piotra Guziała nie dojdzie do skutku.

Były burmistrz Ursynowa oraz Piotr Ikonowicz ogłosił decyzję w tej sprawie w samo południe. – Zebraliśmy ponad 135 tys. wymaganych podpisów pod wnioskiem. Mamy nawet kilka tysięcy więcej niż jest wymagane, ale z doświadczenia wiemy, że ok. 10-20 tys. podpisów zawsze jest kwestionowanych, dlatego nie chcemy angażować urzędników w sprawdzanie, bo i tak nic z referendum nie wyjdzie – tłumaczy Piotr Ikonowicz.

Na konferencji prasowej Guział poinformował, że nie złoży do komisarza wyborczego podpisów zebranych pod wnioskiem o referendum ws. odwołania prezydent stolicy Hanny Gronkiewicz-Waltz. Dodał, że pod wnioskiem zebrano ok. 140 tys. podpisów, co może okazać się za mało po ich weryfikacji. Minimum podpisów jakie trzeba było zebrać pod wnioskiem to 132,700 tys.

Guział wyjaśnił, że bazując na doświadczeniach z poprzedniego referendum sprzed 3 lat, trzeba mieć zebranych ponad 25 do 30 proc. podpisów więcej niż wymagane minimum, żeby po weryfikacji przez komisarza wyborczego była minimalna liczna ważnych podpisów. Jak dodał, kilka procent więcej głosów to za mało by angażować komisarza wyborczego i narażać na dodatkowe koszty. Guział zarzucił też bierność m.in., politykom PiS, że nie przyłączyli się do akcji referendalnej.

Piotr Guział drugi już w swojej karierze wniosek o odwołanie Hanny Gronkiewicz-Waltz złożył 6 października.

Poza nim podpisał się pod nim m.in. Piotr Ikonowicz, działacz społeczny wspierający lokatorów, socjolog Kazimierz Kik, czy Jolanta i Marek Wasiakowie, małżeństwo, które zostało zmuszone do wyprowadzki z kamienicy przy Noakowskiego 16, kamienicy, którą odzyskała rodzina męża prezydent Warszawy.

Powodem wniosku o referendum była afera związana z reprywatyzacją warszawskich gruntów i kamienic. Jego wniosek był trzecim w tej sprawie. Autorem pierwszego było Stowarzyszenie Oburzeni Antoniego Guta, jednak inicjatywa upadła, bo nie udało się zebrać wymaganej liczby podpisów.

Jeszcze we wrześniu Guział, jako radny, złożył na sesji Rady Warszawy swój pierwszy wniosek, jednak utknął on z powodów proceduralnych.

W październiku były burmistrz Ursynowa podjął kolejną próbę odwołania prezydent wraz z przedstawicielami stowarzyszeń lokatorskich oraz działaczami społecznymi.

Jednak ta także się nie powiodła, mimo że w listopadzie przeprowadzono niespotykaną dotąd akcję wysłania 850 tys. listów do mieszkańców stolicy z prośbą o wsparcie referendum.

Na ulicach nie udało się bowiem zebrać bowiem głosów poparcia, a warszawiacy odesłali zbyt mało podpisów.

– To wina PiS. Ludzie myśleli, że to ich inicjatywa, a oni nie podjęli żadnego działania w tej sprawie - mówi Piotr Ikonowicz.

A PiS nie angażowało się w tę inicjatywę. – Nie chcemy upolityczniać tego referendum, bo to inicjatywa obywatelska. Nie chcemy tworzyć wrażenia, że tylko PiS jest przeciwne Hannie Gronkiewicz-Waltz i PO – tłumaczył nam Jarosław Krajewski, warszawski poseł PiS.

Stołeczny ratusz na razie nie chce komentować sprawy. – Poczekajmy na oficjalne deklaracje wnioskodawców referendum – mówi Bartosz Milczarczyk, rzecznik ratusza.

Piotr Guział próbował odwołać Hannę Gronkiewicz-Waltz ze stanowiska w 2013 roku. Wtedy udało mu się zebrać odpowiednią liczbę głosów poparcia mieszkańców, ale w samym głosowaniu zabrakło 46 tys. głosów, by referendum było wiążące.

Źródło: rp.pl/ PAP
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA