fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Święta Bożego Narodzenia pod palmą

shutterstock
Niesmak pozostawiła zwłaszcza wigilia na 300 osób, którą otworzył szef kuchni życzący wszystkim... udanej konsumpcji! I najwyraźniej o to chodziło, bo niektórzy goście domagali się jeszcze szynek i kiełbas.

Nie przejmuj się świątecznymi przygotowaniami, sprzątaniem i przyrządzaniem potraw. Zrelaksuj się i podczas tegorocznych świąt Bożego Narodzenia skorzystaj ze specjalnej oferty hotelowych pakietów" – kusi portal romantycznyweekend.eu i podpowiada 177 ofert wyjazdowych w Polskę. Za ciosem idzie biuro podróży Itaka, które sufluje 191 kolejnych pomysłów na święta za granicą. Ogłoszenie „Zamki z piasku zamiast bałwana? Palma zamiast choinki? Czemu nie!" ilustruje zdjęcie opalonych ludzi w kostiumach kąpielowych i mikołajowych czapkach. Oto rodzi się tradycja – jak chciał klasyk: świecka! – Bożego Narodzenia spędzanego poza własnym domem.

Nastały takie czasy, że sprzedać można wszystko – czyli także czas wolny na Boże Narodzenie. Marketingowcy mnożą więc zaklęcia, byle tylko zachęcić człowieka do wyjazdu. Że przecież wcale nie musi to oznaczać rozłąki z bliskimi, lecz wspólne rozkoszowanie się wolnymi chwilami. Że to czas na „naładowanie akumulatorów" i oderwanie się nie tylko od życia zawodowego, ale często zwiększonych obowiązków domowych związanych z przygotowaniem do świąt. Że od wielu sezonów grudniowa pogoda w Polsce nie rozpieszcza nas śnieżnym entourage'em, bo zwykle jest deszczowo i pochmurnie, a przecież ten czas ma być wyjątkowy i wręcz powinien być słoneczny!

Wszyscy jak jeden mąż obiecują, że taki wyjazd wyrwie nas z zaklętego kręgu przygotowań, gdy umyte okna zachodzą parą od gotowania, zmęczone ręce opadają od ciągłych porządków, a jeszcze ogarnia nas szaleństwo zakupów. Do tego wiele osób skarży się, że ich święta dalekie są od ideału, bo spotkania w serdecznym gronie najbliższych przeradzają się w sprzeczki. Tymczasem rodzice nauczyli mnie, że Boże Narodzenie to miły zapach igieł choinki i rajd po kościołach w poszukiwaniu najładniejszej szopki, ale też wspólny znój świątecznych porządków i sprzątania domu, a czasem nawet kłótni, bo i tak najważniejszy jest czas spędzony razem.

Dzisiaj dumą napawa mnie fakt, że rodzinna wigilia odbywa się w moim domu. A jednak kilka lat temu dałem się namówić na wyjazdowe atrakcje, bo omamił mnie pakiet z uroczystą kolacją wigilijną, do tego kulig, ognisko, kolędowanie i zabawy dla dzieci. Padło na polskie Tatry i hotel z czterema gwiazdkami, wodą termalną i górską panoramą. Świąteczne element stanowiły papierowe gwiazdki z Ikei oraz choinki ze sztucznymi prezentami. A gdzie szopka z Jezusem? Chyba nie była potrzebna, bo większość gości skusiło przeżycie (wcale nie tak bardzo) komfortowego weekendu, a nie istota świąt. Atmosferę budowała za to znana aktorka i były sportowiec, którzy rozsiadali się w lobby.

Niesmak pozostawiła zwłaszcza wigilia na 300 osób, którą otworzył szef kuchni (sądząc po czapce, bo się nie przedstawił) życzący wszystkim... udanej konsumpcji! I najwyraźniej o to chodziło. Galaretkę z buraków i mus z borowików podano w designerskiej formie, czyli w postaci kolorowych kropek, którymi nie sposób się najeść, ale uzupełniły je kadzie pełne grochu z kapustą, pierogów z grzybami czy barszczyku z uszkami, do których ustawiły się kolejki niczym w stołówce zakładowej. Z wigilią nie miało to wiele wspólnego, zważywszy, że niektórzy goście domagali się jeszcze szynek i kiełbas!

Późniejsze kolędowanie do góralskiej muzyki obnażyło nieznajomość słów nawet w pierwszych zwrotkach. Na pasterkę saniami zapisało się ledwie 20 gości, a wielu i tak odpuściło i nie pojawiło się przy recepcji o wyznaczonej godzinie, choć próbowano dobudzić ich jeszcze telefonem. Kuriozum stanowiło śniadanie bożonarodzeniowe: byłem jedynym gościem pod krawatem, bo resztę stanowili panowie odziani w t-shirty pospołu z crocsami. Na mszy świętej w uroczym kościółku też nie widać ani jednej twarzy z hotelu. Ten pojedynek wygrały narty, termy, kręgle, no i podświetlany bar.

Polskie wyspy Bożego Narodzenia

Jeszcze przed siedmioma laty „Newsweek", który dla desakralizacji Bożego Narodzenia zapewne zrobiłby wiele, utyskiwał, że „w prawie wszystkich polskich domach po pojawieniu się na niebie pierwszej gwiazdki zasiada się do wigilijnej kolacji, rozdaje prezenty, słucha kolęd", bo „wyjazdy w czasie Świąt praktykują nieliczni: decyduje się na nie tylko 4 procent Polaków".

Według tygodnika to „ewenement w skali Europy, zwłaszcza tej Zachodniej, bo tam Święta są traktowane jako wolny czas, który najlepiej spędzić poza domem, wyjeżdżając na kilkudniowy choćby urlop". Nie to, co w polskim zaścianku! Z wyraźną dezaprobatą cytowano uwagi z biur podróży, że „większość Polaków woli spędzić Święta w domu, a wyjechać dopiero na sylwestra".

Dzisiaj Tomasz Lis może tryumfować, bo ludzie coraz chętniej decydują się na bożonarodzeniowe wypady – trend jest ewidentny. Ze statystyk rezerwacyjnych Travelplanet.pl wynika, że mimo niekorzystnego układu kalendarza (bo trudno uzbierać długi urlop) z biurami podróży wyjedzie teraz o 28 procent turystów więcej niż przed rokiem! – Turyści chcą rzeczywiście odpocząć, a nie tracić energię na przygotowania do świąt. Charakterystyczne, że wyjazdy w znacznej części obejmują Wigilię, choć jeszcze dwa–trzy sezony wcześniej turyści woleli spędzać ją w domu, a w świat ruszać w pierwszy lub drugi dzień Bożego Narodzenia – mówi Jarosław Kałucki z travelplanet.pl. Zagraniczny wyjazd oznacza raczej palmy (80 proc.) niż stoki (20 proc.), do tego wyjątkowo chętnie na drugi koniec świata.

Co czwarty wybiera się niedaleko, bo na Wyspy Kanaryjskie, które zyskały miano polskich Wysp Bożego Narodzenia. Wiąże się to z drastycznym spadkiem popularności Egiptu, gdzie jeszcze niedawno jechała prawie połowa turystów, teraz – co piąty. Do najpopularniejszych „świątecznych" kierunków dołączyła w tym roku katolicka Malta, która szczyci się największą liczbą kościołów w stosunku do liczby mieszkańców i drugą na świecie kopułą bazyliki – po tej św. Piotra w Watykanie – w miejscowości Mosta.

– Malta popularność zawdzięcza raczej bardzo atrakcyjnym cenowo ofertom – Kałucki sprowadza nas z nieba na ziemię, bo jego zdaniem kwestie religijne mają drugorzędne znaczenie przy wyjazdowych wyborach, co potwierdza choćby Tajlandia (i to mimo tsunami, które kilka lat temu w Boże Narodzenie zaatakowało wybrzeże). Zresztą człowieka Zachodu łatwo przechytrzyć i świąteczne ozdoby spotka on nawet w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, gdzie przystrojone są ulice i hotele, choć to klimaty znane raczej z galerii handlowych.

Prof. dr hab. Alina Zajadacz z Katedry Turystyki i Rekreacji na Wydziale Nauk Geograficznych i Geologicznych Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu przykłada do zagadnienia miarę naukową. Mówi, że w szerokim kontekście – w wyniku coraz większej mobilności ludzi i rozwoju mediów – następuje unifikacja stylu życia. Ludzie rezygnują więc z rodzimych tradycji na rzecz przyjmowania zachowań multikulturowych, co może być powodowane zarówno ciekawością nowych doświadczeń, jak i konformizmem związanym z dostosowaniem się do środowiska społecznego, w którym przebywają lub do którego aspirują. Więcej na temat tych zmian w świecie pisał Zygmunt Bauman w książce „Kultura w płynnej nowoczesności", co profesor przybliżyła w swoim opracowaniu „Turystyka w płynnej nowoczesności".

Prof. Zajadacz wyróżnia kilka motywów wyjazdów na Boże Narodzenie w inne kręgi kulturowe (doszła do tego wniosku po wywiadach z osobami, które brały udział w takich podróżach): ciekawość i pogoń za doświadczeniem czegoś nowego, egzotycznego, aby przełamać rutynę; chęć odpoczynku i „wygrzania się w tropikach", by mieć dodatkową energię na nowy rok; potrzebę refleksji, wyciszenia i zdystansowania się do codziennych problemów; unik wobec „gorączki przedświątecznej" – wszechobecnej komercji, tłoku w sklepach i na ulicach.

Do tego ucieczka przed „obowiązkiem" rodzinnego świętowania i udawania sielanki, która może nie być rzeczywistym źródłem radości; bunt wobec tradycji i zaznaczenie swojej niezależności (charakterystyczne dla młodzieży); czy wreszcie zmęczenie świątecznymi porządkami, przygotowywaniem potraw, obsługą gości (często u osób starszych). Ciekawe, że prof. Zajadacz nie wymienia religii lub jej braku.

Jarosław Kałucki nie ryzykowałby koniunkcji pomiędzy wyjazdami a desakralizacją świąt. Zauważa, że według GUS w ostatniej dekadzie średnie zarobki Polaków wzrosły o 60 proc., natomiast średnia wartość rezerwacji (przy jednoczesnym podniesieniu standardu) o kilkanaście procent. A ponieważ podróżowanie to pierwszy pomysł na wydanie dodatkowej gotówki (co wynika z badań SW Research) – odpowiedź jest oczywista: chodzi o pieniądze. Zgadza się z tym prof. Zajadacz: – Wzrost stopy życiowej ma kluczowe znaczenie. Generalnie możemy przyjąć, że wysokość dochodów czy wykształcenie mają wprost proporcjonalny wpływ na częstotliwość wyjazdów turystycznych. Ponadto coraz bogatsza oferta turystyczna, dostosowana do potrzeb różnych segmentów rynku, jej szeroka promocja, rozwój środków transportu, rożnego typu udogodnień itd., to wszystko powoduje, że od lat obserwujemy zwiększenie liczby wyjazdów. Osoby, które zasmakowały podróży i chętnie wyjeżdżają w celach turystycznych, być może traktują okres świąt jako kilka dni wolnych od pracy, które stanowią doskonałą okazję do kolejnego wyjazdu.

Indyk z winem

Kałucki mówi, że biura podróży oferują w ramach wyjazdów raczej imprezy sylwestrowe, bo ofert typowo bożonarodzeniowych nie ma. Jego zdaniem popularność rezerwacji typu „all inclusive" sugeruje, że wystawne jedzenie oferowane w dobrych hotelach może w części pełnić funkcję kolacji wigilijnej. Ale Marek Śliwka z biura Logos Travel, które specjalizuje się w wyjazdach w egzotyczne rejony świata, do oferty wplata świąteczne akcenty.

– Zasadą jest, że w krajach Ameryki Południowej i Środkowej, a także w krajach, gdzie są kościoły katolickie, zawsze przewidujemy udział we mszy świętej, mając świadomość, jak wielkie to może mieć znaczenie dla niektórych naszych turystów. Tym bardziej że dla wielu z nich oprócz przeżycia religijnego jest to też prawdziwy spektakl ze wspaniałymi śpiewami, niekiedy tańcami, co jest wartością poznawczą nawet dla niewierzących. To zwykle ciekawe zderzenie kultur, które wszystkim przypada do gustu, a zdarza się tylko w świątecznym czasie. Przy mniejszych grupach udaje się nieraz zorganizować zaproszenie na krótką gościnę u zaprzyjaźnionej rodziny, a to też jest unikalne doświadczenie – mówi Śliwka.

Potwierdza, że z roku na rok coraz więcej osób interesuje się wyjazdami w okresie świąteczno-sylwestrowym: „nie są to oszałamiające ilości, ale trend jest zdecydowanie rosnący". Dzieli je na dwie kategorie: całe rodziny, które Boże Narodzenie chcą wykorzystać na ucieczkę od rutyny, zimna i braku słońca, aby odpocząć aktywnie lub nawet stracić na wadze – czyli święta tradycyjnie w gronie rodzinnym, ale na wyjeździe.

I druga grupa: osoby samotne, które chcą wyjechać, bo to jest dla nich trudny okres w roku, gdy wszyscy cieszą się spędzaniem czasu z rodziną, a oni – z różnych względów – mają z tym problem. W tym roku Logos Travel przygotował dla nich wyjazd do Meksyku: w Wigilię zaplanowano zwiedzanie Mexico City, w tym miejscowej katedry, potem uroczystą kolację w lokalnym stylu z indykiem i winem (butelka na cztery osoby); pierwszy dzień świąt to msza święta pełna niezwykłej celebry i melodyjnych śpiewów na głosy; drugiego dnia turyści odwiedzą zaś miasto Taxco, gdzie dostaną „czas wolny z przeznaczeniem na udział w świątecznej mszy świętej", a następnie zwiedzą barokowy kościół św. Sebastiana i św. Pryscylli.

Podczas świątecznych wyjazdów ciekawe są zwłaszcza tradycyjne wieczerze wigilijne, które pozwalają skosztować regionalnej kuchni, choć niekoniecznie idzie to w parze z polską tradycją. W Meksyku jest właśnie indyk i czerwone wino. Na Dominikanie pieczone kurczaki lub wieprzowina z rożna, do tego gotowane w skórkach z bananów tropikalne warzywa z mielonym mięsem. Nawet na Filipinach, gdzie większość mieszkańców to katolicy, królują mięsne przysmaki. Nie ozdabia się tam choinki, tylko palmę, a przez dziewięć dni przed Bożym Narodzeniem codziennie o 4 rano odprawiana jest nowenna, zaś po pasterce noc dziękczynna, podczas której zajada się różne – zazwyczaj mięsne – potrawy. Takie święta mogą być także duchowym przeżyciem, ale filipińskich wyjazdów w tegorocznej ofercie biur podróży nie znalazłem.

Jest za to dostępny Izrael. Święta w Ziemi Świętej – pełnej miejsc związanych z Jezusem, wraz z Jego narodzeniem – brzmią nader kusząco. Tymczasem z oferty biura traveliada.pl wynika, że żadna z proponowanych wycieczek – choć zahacza o Betlejem, Jerozolimę, Nazaret i Kafarnaum – nie zawiera akcentów świątecznych! Może stąd nazwa „Izrael nie tylko dla pielgrzymów"? Jedynie na własną rękę przyłączyć się można do wigilijnej parady tysięcy chrześcijan przed bazyliką Zwiastowania w Nazarecie, gdzie co roku odbywa się pokaz fajerwerków i msza święta; nie mówiąc o pasterce w bazylice Narodzenia Pańskiego w samym Betlejem, gdzie obowiązują bilety rezerwowane przez internet.

Można też wybrać wyjazd na Wyspy Bożego Narodzenia, choć biura podróży nie mają takich ofert, bo „nie ma prawidłowości, że jak Wielkanoc, to Wyspy Wielkanocne". Tym bardziej że wyspy są dwie: zamorskie terytorium Australii na Oceanie Indyjskim oraz należąca do państewka Kiribati na Pacyfiku. Na tej drugiej święta spędził Wojciech Dąbrowski, inżynier telekomunikacji, który na emeryturze oddaje się podróżom. Wspomina pasterkę w Tabwakei z 300 osobami – większość boso i w spódniczkach tepe, które noszą przedstawiciele płci obojga – oraz księdza w wieńcu z tropikalnych kwiatów. – Wierni pięknie śpiewali kolędy Pacyfiku, aż trzęsły się belki wielkiej wiaty maneaby – opowiada.

Dąbrowski, mimo nieustannego okrążania świata, tylko raz w życiu spędził święta poza domem, właśnie na Christmas Island, bo ze względu na połączenia transportowe i uwarunkowania klimatyczne musiał wtedy zostać na Pacyfiku. Jak to się dzieje, że on wraca na czas, a inni uciekają? Dąbrowski właśnie zszedł na ląd z ekspedycyjnego statku w Puerto Natales w Patagonii, o czym można przeczytać na stronie kontynenty.net, więc nie chce się rozwodzić, ale odpowiada z goryczą: – Moim zdaniem to coraz mniejsze przywiązanie do najpiękniejszej polskiej tradycji i rozluźnienie rodzinnych więzów przy jednoczesnym propagowaniu zachodnich wzorców prowadzą do takich sytuacji.

Pustka zieje

Grzegorz Hawryłeczko OSB, benedyktyn z Tyńca, opowiada, że od mniej więcej dziesięciu lat mnisi przyjmowali gości na Boże Narodzenie: uroczystą wigilię organizowano w refektarzu, mogły w niej uczestniczyć także panie. Zainteresowanie było duże, więc istniały limity, żeby przybyli (ok. 30) nie zadeptali braci (ok. 20). – Często przyjeżdżali ci, których ciekawił nasz sposób życia, lub pojedyncze osoby bez bliższej rodziny – mówi Hawryłeczko.

W tym roku będzie jednak inaczej: na święta w Tyńcu mogą się pojawić tylko członkowie rodzin mnichów oraz oblaci. – Oprócz ważnej teologicznej treści, jaką niesie ze sobą Boże Narodzenie, ma ono również walor umacniania więzi rodzinnych: ostatecznie Pan Jezus przyszedł na świat właśnie w rodzinie Józefa i Maryi, i ten aspekt Wcielenia dobrze jest przenosić do naszego życia. Nie chcemy się zamykać, dlatego niektórzy członkowie rodzin dołączą do nas, choć nie mieszkamy na co dzień pod jednym dachem.

Hawryłeczko o zagranicznych wojażach w święta mówi gorzko: niektórzy ludzie zorientowali się, że jest wtedy sporo urlopu do wykorzystania. – Jeżeli ktoś decyduje się na wyjazd w tropiki w tym okresie, to znaczy, że za plecami nie zostawia niczego, co byłoby dla niego ważne, a w ten odwraca się od tajemnicy Wcielenia podwójnie. Po pierwsze: w przestrzeni wiary, bo nie zależy mu na tym, by być świadkiem Narodzenia Pańskiego (być może dlatego, że nie wierzy lub nosi w sobie jedynie wiarę kulturową i bierną, którą wykorzystuje tylko do podtrzymywania rodzinnych rytuałów).

Po drugie: w przeżywaniu prawdy o Wcieleniu Chrystusa, który zapragnął mieć ludzką naturę, w tym także relacje z bliskimi. Gdy święta spędzamy rodzinnie (czego w naszej wspólnocie chcemy w tym roku mocniej doświadczyć), też świętujemy Wcielenie: Bóg stał się człowiekiem, by zniweczyć dystans między nami a Nim, zatem chciejmy robić to samo z naszymi najbliższymi.

Dlatego wigilia wiąże się z dzieleniem się opłatkiem oraz dawaniem prezentów. Hawryłeczko mówi, że inaczej trudno sprzątać, gotować i kupować, bo brak jest poczucia sensu, który wszystko spaja. Nie ma jednak w sobie pogardy czy surowej nagany dla tych, którzy na święta decydują się jechać w ciepłe kraje: każdy wypoczynek daje przestrzeń do namysłu. Ci, którzy zostawiają Boże Narodzenie za sobą, robią ważny krok, bo przynajmniej odrzucają fikcję cukierkowych świąt, w których uczestniczy się jedynie dla atmosfery i wskutek społecznego (czytaj: rodzinnego) przymusu. Jego zdaniem przyznanie się do kłamstwa to krok w kierunku prawdomówności! – Pozostaje mieć nadzieję, że w cieniu palm doświadczą poczucia braku, którego nie załagodzą kurortowe atrakcje. Taki wyjazd ma wprawdzie tę wadę, że może stanowić kolejny etap na ścieżce konsumpcji: zamiast złożonego czerpania świątecznych emocji, tradycji prezentów i bożonarodzeniowych potraw dochodzi do prostego szukania relaksu. Oczywiście może ziać za tym zupełna pustka, ale paradoksalnie ktoś właśnie w taki sposób będzie mógł ją odkryć.

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA