fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Twarze, na których maluje się wolność

materiały prasowe
Na początku była krótka informacja w gazecie: na irańskiej prowincji młoda kobieta popełniła samobójstwo, bo zabroniono jej robić filmy i biec za własnymi marzeniami. Kto mógł ją zrozumieć lepiej niż Jafar Panahi, artysta, dla którego kino jest wszystkim?

„Trzy twarze" zaczynają się właśnie od przekazanego iPhone'em materiału wideo, na którym dziewczyna wiesza się w górskiej jaskini. Rodzina nie zgodziła się, by studiowała aktorstwo w Teheranie. Próbowała uciec z domu i szukała pomocy u swojej ulubionej gwiazdy Behnaz Jafari. Nie dostała odpowiedzi. Wybrała śmierć.

W następnej scenie Behnaz nocą w samochodzie rozmawia z kierowcą, którym jest sam Panahi. Nie dotarła do niej wiadomość od dziewczyny. Więc teraz jadą do wioski, z której pochodziła. Chcą zrozumieć, jak mogło dojść do tragedii. I czy naprawdę do niej doszło, czy nie jest to głupi żart? Albo czyjś krzyk rozpaczy?

Na miejscu reżyser i aktorka zamieniają się niemal w detektywów usiłujących rozwikłać tajemnicę, o której nikt nie chce mówić. Ale jednocześnie Panahi tworzy portret prowincjonalnego Iranu. Pokazuje wspólnotę – wspaniałą, solidarną i ciepłą. Ale tylko dopóki ktoś nie nosi w niej znamion inności i nie wykracza w swoich snach p...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA