fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Irena Lasota: Amerykańska polityka jak kamienna lawina

AFP
Już nie pierwszy raz tak zwane liberalne media w Stanach ogłaszają, że właśnie byliśmy świadkami przełomowego dnia, który doprowadzi do szybkiego impiczmentu prezydenta Trumpa. Na początku dwie uwagi: po pierwsze, jeśli nie ma właściwego polskiego słowa na „oskarżenie urzędnika państwowego przez organ ustawodawczy", to piszmy to już swojską pisownią i może ten proceder przyjmie się nie tylko w języku, ale i w życiu politycznym. Po drugie, media dzielą się obecnie przede wszystkim na pro- i antytrumpowe. Te ostatnie nie są w żaden sposób liberalne w tradycyjnym tego słowa znaczeniu, ale używam tego zwrotu dla skrótu.

Polityka amerykańska wali się człowiekowi na głowę jak kamienna lawina. Niektórzy przestają już włączać kanały informacyjne, inni – jak ja – nie mogą się od nich oderwać. Po prostu nałóg. Zmieniam kanały, porównuję, niektórym komentatorom bardziej ufam, innych uważam za bufonów – niestety, BBC na Amerykę nie ma już tego co dawniej, brytyjskiego stylu, ale gdy łapię na TVP Polonia „Wiadomości" TVP, to skręcam się albo ze wstydu, albo ze śmiechu. I strachem napawa mnie to, co brzmi jak groźba, że TVP będzie wypuszczała programy po angielsku.




22 października na zamkniętym posiedzeniu komisji Kongresu zeznawał Bill Taylor, pełniący obowiązki ambasadora USA na Ukrainie. Gdyby nie trwająca od ponad dwóch lat kawalkada przeróżnych, często niewiarygodnych, najczęściej prawdziwych informacji na temat Trumpa, te zeznania byłyby sensacją prowadzącą bezpośrednio do impiczmentu prezydenta. Bardzo wiarygodny świadek potwierdził, że Trump wstrzymał pomoc wojskową USA dla Ukrainy, żądając w zamian za nią, by prezydent Wołodymyr Zełeński oświadczył publicznie, że wszczyna śledztwo przeciwko synowi Joego Bidena, Hunterowi, i ukraińskiej firmie Burisma, która płaciła mu 50 tys. dolarów miesięcznie za użyczenie nazwiska do rady nadzorczej.

Załóżmy, że i Hunter, i nawet Joe, Bidenowie mogli być zamieszani w jakieś afery korupcyjne na Ukrainie, choć dotychczasowe śledztwa tego nie potwierdzają. To, co zrobił Trump, i tak byłoby nie do pomyślenia jeszcze trzy lata temu i niezależnie od tego, co przyszłość przyniesie, można z tego, co się wokół tej sprawy dzieje, wyciągnąć kilka lekcji dla zrozumienia, czym jest Ameryka. Przede wszystkim rola konstytucji. Starej, wypróbowanej, znanej i zrozumiałej. Konstytucja USA liczy sobie – wraz z 27 poprawkami – tylko 7,5 tys. słów. Każde słowo i każdy zwrot były analizowane przez ponad 200 lat przez najlepsze umysły prawnicze i polityczne. Kandydat na obywatela musi znać konstytucję, bo jest z niej przepytywany. Można więc zakładać, że Melania Trump poznała ten dokument lepiej od męża. Konstytucja RP dla przykładu – popularna podobno głównie za sprawą koszulek przykrytych niezapiętą marynarką – ma prawie trzy razy tyle słów i jest – znów podobno – bardziej popularna na ustach niż w głowach. Otóż konstytucja USA wprowadza na poważnie trójpodział władzy. Kongres przyznał Ukrainie – jednoznacznie – ok. 400 mln dol. na obronę przed rosyjską agresją. W tej sytuacji prezydent nie może bez zgody Kongresu dysponować tą sumą ani dla dobra swojego, ani nawet kraju. W Polsce funkcjonuje czasami pojęcie „polityki amerykańskiej" jako będącej właściwie polityką prezydenta. Obecna sytuacja pokazuje, że to kwestia dużo bardziej złożona.

Również na podstawie konstytucji odbywa się w tej chwili coś, co można by nazwać buntem pracowników służby cywilnej. Trump zabronił – powołując się na przywilej władzy wykonawczej – komukolwiek, kiedykolwiek związanemu z jego administracją składać zeznania w Kongresie. Pierwsza wyłamała się Marie Yovanovitch, pracownica Departamentu Stanu od 1986 r., była ambasador USA na Ukrainie, a po niej poszli inni, jak Bill Taylor. Konstytucja zakłada bowiem, że władza ustawodawcza sprawuje kontrolę nad wykonawczą i dlatego Kongres domaga się dostępu do takich ministrów jak Mike Pompeo czy Rick Perry, jak również do finansów prezydenta i jego rodziny. Przy sporach kompetencyjnych decydują sądy federalne, a w szczególnych przypadkach – Sąd Najwyższy.

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA