fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Bogusław Chrabota: Ziobro – niszczyciel czy budowniczy

Fotorzepa, Maciej Zienkiewicz
Nie ma pewnie w historii Państwa Środka ważniejszej postaci od Konfucjusza. Legendarny myśliciel i prawodawca jest intelektualnie w historii Chin bardziej znaczący niż razem wzięci Sokrates, Platon i Arystoteles dla naszego kręgu kulturowego.

A narodził się długo przed nimi. Czasy jego aktywności, nazywane barwnie Okresem Wiosen i Jesieni, wyprzedzały o półwiecze europejską epokę tak zwanej Grecji klasycznej, która jako pierwsza istotnie wpłynęła na procesy kulturowe w naszej części świata.

Czego nauczał Konfucjusz? Stał na straży tradycji, a w centrum jego zainteresowań była ludzka cnota. W pojmowaniu państwa nie odrzucał kategorii użyteczności czy nieuniknioności świata, ale nawoływał do prawości i humanitarności. 

To ostatnia kategoria jest w jego myśleniu najważniejsza. Humanitarność („ren") to miłość do innych ludzi. Niezbędna nie tylko do zachowania prymatu moralnego dobra, ale przede wszystkim do tego, by wyzwolić energię wypełniania społecznego obowiązku. W ten sposób społeczeństwo (i państwo) konfucjańskie wyrywa się z pułapki indywidualnego egoizmu i tworzy trwałe integrum.

Czyż konfucjanizm nie jest – w tym sensie – doktryną idealną dla systemów państwowych? Czyż nie musiał wydawać się doskonale użyteczny dla wszystkich imperiów, które miały zagościć nad rzekami Chin w kolejnych stuleciach? A jednak nie minęły trzy stulecia, kiedy dla Konfucjusza i jego dzieła nastały złe czasy. Jego księgi palono na stosach, wyznawców mordowano, a myśl próbowano na zawsze wykorzenić. To było dzieło innej wielkiej postaci, Pierwszego Cesarza, Qin Shi Huanga, wielkiego organizatora imperium. Człowieka, który położył inny rodzaj podwalin pod współczesne Chiny. Kronikarze jego czasów – inspirowani przez konfucjanistów – zostawili obraz bezwzględnego i cynicznego okrutnika. W walce z przeciwnikami nie tylko kazał spalić wszystkie księgi konfucjańskie, ale również, w obawie rewolty, zakopać żywcem czterystu sześćdziesięciu uczonych. Przy budowie wymyślonego przez niego Wielkiego Muru zmarło ponoć milion poddanych. Ale wcześniej dokonał zjednoczenia pięciu wojujących ze sobą chińskich królestw i kazał przetopić nieużyteczną broń na lemiesze. Zapobiegł w ten sposób bratobójczym walkom, ale też poprowadził armię Qin do dalszych brutalnych wojen. Przy okazji kazał zbudować pierwszy w Chinach kanał żeglugowy, łączący Jangcy z Rzeką Zachodnią.

To prawda, kazał palić księgi, ale również ujednolicił system miar i wag, alfabet, a nawet usystematyzował szerokość osi wozów. Od tej pory drogi miały służyć wszystkim. Z natury buntowniczą arystokrację przeniósł do stolicy, a szlachtę zastąpił mianowaną, niedziedziczną administracją, pierwszy zapewne w historii świata stworzył profesjonalny system biurokratyczny. Ale najbardziej szokuje jego reforma rolna. W całym kraju zniósł pańszczyznę (ponad dwa tysiące lat przed tym, zanim wpadliśmy na to nad Wisłą), uwłaszczył chłopów i wprowadził sprawiedliwy podatek od uprawianych gruntów. Na dekadę przed śmiercią wysłał w świat wielką flotę, a potem zwariował, każąc zbudować pilnującą jego grobowca wielotysięczną terakotową armię.

Historyk zapisał relację jednego z jego poddanych, Wei Liao, który tak go opisał: „Król Qinu jest człowiekiem o wystającym nosie i szeroko rozstawionych oczach. Ma pierś ptaka drapieżnego i głos szakala. Mało w nim łaskawości, a serce ma tygrysa lub wilka. Gdy się znajdzie w kłopotach, z łatwością podda się innym ludziom. Gdy cel swój osiągnie, z tą samą łatwością będzie ludzi pożerał". Opis był na tyle trafny, że cesarz chciał autora nagrodzić. Ale ten przepadł bez śladu, pewnie w obawie przed zemstą za obrazę majestatu.

Wypada się zastanowić: kto miał rację i kto był większy? Konfucjusz czy Pierwszy Cesarz? Ten, kto pisał księgi, czy ten, co je palił? Ten, co konstruował i domagał się strzeżenia moralności publicznej, czy ten, kto ją zawzięcie niszczył? Wydaje się, że nie byłoby współczesnego Państwa Środka bez Qin Shi Huanga. Stworzył podwaliny. Ujednolicił, zwyciężył. A jednak jego dynastia trwała krótko, a jego rządy gloryfikowali później Hunwejbini i Mao. Też zostawili ślad – panie ministrze Zbigniewie Ziobro – i też minęli. A po Qin Shi Huangu przyszła dynastia Han, która trwała tyle, co Cesarstwo Rzymskie. Jej władcy odtworzyli księgi konfucjańskie i wrócili do idei ich autora. Idei wciąż aktualnych. ©?

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA