Plus Minus

Latające talerze i awiniońskie winnice

Vario Images/ Forum/ Sepp Spiegl
Jedno z najsłynniejszych win Francji – châteauneuf-du-pape – nie powstało w czasie pobytu papieży w Awinionie. Jest efektem zabiegu marketingowego sprzed ledwie stu lat.

W roku 1954 zaniepokojona napływającymi zewsząd dziwnymi wieściami rada miejska Châteauneuf-du-Pape (Nowy Zamek Papieski) wydała kategoryczny zakaz lądowania na terenie gminy statków UFO. Zakaz najwyraźniej okazał się skuteczny, bo do tej pory nie został złamany...

To niewielkie miasteczko na południu Francji lepiej znane jest jednak nie z dziwacznych decyzji swych rajców, lecz z papieskiego – przynajmniej z nazwy – wina.

Schronienie nad Rodanem

Niewola awiniońska niewolą właściwie nie była lub była nią połowicznie. Na początku XIV w. papiestwo przeżywało ciężki kryzys, a Rzym, stolica państwa kościelnego obejmującego jeszcze lwią część środkowej części Półwyspu Apenińskiego, był de facto miastem prowincjonalnym, zdominowanym przez plebs, upadłym gospodarczo i obyczajowo, ledwie cieniem starożytnej metropolii.

Watykanu, jaki znamy dziś, jeszcze nie było – pielgrzymowano tam jedynie do grobu św. Piotra, papieże rezydowali na Lateranie, a i tak sama głowa Kościoła i dwór byli tu raczej gośćmi. Nawet ważniejsze posiedzenia, synody czy kolejne konklawe zwoływano poza Rzymem. Wielkie rody włoskie skupiały się w mającej się wkrótce stać najbogatszym miastem Europy (czyli ówczesnego świata) Florencji.

Za to Awinion początków XIV wieku wraz z przybyciem papieży przeżywał okres największej chwały w całej swej historii. Równał do największych ośrodków handlowych średniowiecznej Europy. Gwarny i targowy stawiał kościoły jeden za drugim. Nie mogąc wrócić do Włoch, wybrany w 1305 roku papież Klemens V postanowił osiąść właśnie tu, na skrawku ziemi tytularnie należącym do Królestwa Sycylii, które mu je podarowało.

Konklawe, które go wybrało, zwołano w 1304 roku w Perugii i obradowało... 11 miesięcy. Walczyły ze sobą frakcje włoska i francuska. Decyzja Klemensa V o urzędowaniu poza Włochami – z punktu widzenia bezpieczeństwa – była oczywista, jeśli nie chciał zostać kolejnym męczennikiem. Przez cztery lata nie mógł nawet wjechać do Italii – koronował się w Lyonie, gdzie wcześniej służył Kościołowi, a później przebywał m.in. w Bordeaux, gdzie był arcybiskupem. On i kolejnych sześciu papieży przebywało w Awinionie w latach 1309–1377.

Dwór francuski próbował ingerować w ich działania, ale – jak się wydaje – poczynania papieży nie wykraczały poza to, co i tak działo się wcześniej we Włoszech: nepotyzm i handel godnościami kościelnymi były na porządku dziennym. Francja nie była jeszcze taką potęgą, jaką stała się kilka wieków później – Akwitania należała do Anglii, Burgundia była w zasadzie niezależna, Południe wyniszczone zakończoną właśnie rzezią albigensów, zaś kraj był w przededniu wojny stuletniej (1337).

Kwestia pozostania na stałe w Awinionie nigdy nie była przedmiotem dyskusji dla papieży – zawsze deklarowali chęć powrotu. Już przedostatni z nich – Urban V – uczynił to, ale przerażony tym, co się dzieje nad Tybrem, w trosce o życie musiał ponownie uchodzić nad Rodan. A przy okazji, to on wydał bullę powołującą Akademię Krakowską w 1364 roku. Papieże awiniońscy są uważani dziś za kanonicznych przez Watykan, w przeciwieństwie do antypapieży, którzy nastali w Awinionie już po powrocie tych legalnych do Rzymu, początkując trwającą do 1417 roku wielką schizmę zachodnią, kiedy mieliśmy aż trzech papieży jednocześnie (w skutek braku porozumienia pomiędzy papieżem i antypapieżem, sobór w Pizie wybrał nowego papieża).

Pozaziemski pojazd oświetla Châteauneuf-du-Pape, ale tylko na etykiecie wina ekscentrycznego winiarza Randalla Grahama.
materiały prasowe

Nowy zamek w... Nowym Zamku

Papieże w Awinionie rezydowali w starym pałacu, nazywanym Palais des Papes (wcześniej był siedzibą miejscowego biskupa), do którego od północnej strony przylegała katedra Notre-Dame. Wkrótce rozpoczęto budowę pięknego Palais Neuf od południowej strony starego. Całość stanowi dziś największy pomnik zabudowy średniowiecznej na świecie.

Drugi papież awinioński, Jan XII, był wielkim budowniczym zamków, zwłaszcza obronnych. Zarządził wzniesienie takowego również w wiosce Châteauneuf, leżącej 12 kilometrów na północ od Awinionu, po drugiej stronie Rodanu. Nie wiadomo, kiedy dopisano jej przydomek „du pape", czyli „papieska", prawdopodobnie tuż po śmierci biskupa Awinionu (z uwagi na obecność papieża nowego biskupa nie wybrano), kiedy wieś przeszła w bezpośrednie władanie głowy Kościoła. Czyli zanim nowy zamek w ogóle wzniesiono. W każdym razie przynajmniej na dwieście lat przed przybyciem papieży do Awinionu wioska występowała w łacińskich zapiskach jako Castro Novo (Châteauneuf), gdzie słowo „castro" nie oznaczało zamku, ale warowną wieś właśnie.

Zanim powstała nowa wiejska budowla warowna, zarówno Klemens V, jak i Jan XII uwielbiali przebywać w Châteauneuf, gdzie rezydowali w dawnym domu biskupim. I często się tam zatrzymywali. Wzniesienia zamku już nie doczekali – ukończono go w 1333 roku. Z niewiadomych przyczyn żaden z następnych papieży nie wstąpił tu nawet na chwilę – kunsztownie wykończona warowna rezydencja stała pusta. Przez pewien czas jeszcze po powrocie głowy Kościoła do Rzymu stała się kryjówką dla antypapieży.

Wkrótce popadła w ruinę, spalona częściowo przez hugenotów, często sprzedawana, stała się ostatecznie źródłem budulca dla mieszkańców wioski. W czasie II wojny światowej stanowiła punkt obserwacyjny dla Niemców, którzy uciekając, starali się wysadzić ostatnią wieżę, jaka pozostała po średniowiecznej budowli. Dynamit urwał jej połowę – kikut drugiej połowy pozostał do dziś. To jest owa magiczna cząstka zamku, który wszyscy łączą z nazwą słynnego wina. Niesłusznie.

Słynące z mocy

Pobyt papieży w Awinionie nie miał aż tak wielkiego wpływu na rozwój lokalnego winiarstwa, jak się powszechnie sądzi. Mimo że miejscowe (i watykańskie) archiwa pękają w szwach, trudno na ten temat znaleźć jakiekolwiek dokumenty. Wino nad południowym Rodanem uprawiano być może od czasu, kiedy w Marsylii pojawili się Grecy, choć bardziej prawdopodobne, że dopiero w czasach rzymskich. Obrót winem wzrósł w czasach wspomnianej prosperity Awinionu, ale nawet to nie wskazuje na jakiekolwiek zwiększenie eksportu, który z przyczyn technicznych był trudny – wytrawne w ciepłym klimacie psuło się w beczkach.

W owych czasach wino było powszechnym, codziennym napojem, także papieże używali go nie tylko w celach liturgicznych. Jednak pierwszy papież awinioński nie tylko pochodził z Bordeaux, ale był też właścicielem jednej z najlepszych (i uważanej za najstarszą w regionie) winnic, zwanej dziś Château Pape-Clément, trudno się więc spodziewać, by szukał podobnego wina u wieśniaków w okolicach Awinionu.

Jedyne, co wiemy o jego następcach (wszyscy byli Francuzami), to że byli rozsmakowani w winach burgundzkich – ich wielki import jest odnotowany w dokumentach, a spław beczek Saoną i Rodanem pozostawał stosunkowo prosty i szybki. Przeniesienie całej kurii do Awinionu, a wraz z nią masy urzędników, oraz wielki napływ interesantów i kupców w oczywisty sposób wzmogło zapotrzebowanie na lokalne wina, ale tych na Południu nigdy nie brakowało. Jednak nic nie wiemy o uprawianych wówczas odmianach, o nasadzaniu nowych ani o zmianach w sposobie produkcji.

Ponoć już w czasach papieskich, a na pewno w następnych wiekach, lokalne wina – zapewne w celach reklamowych – określano mianem „vins du pape" lub „vins d'Avignon". Ale nazwa „châteauneuf-du-pape" nie pada nigdy. Dopiero w XIX wieku zaczęły się pojawiać posiadłości, które znamy do dziś, ich rozwój zahamowała jednak plaga filoksery, która zniszczyła europejskie winogrady, i pod koniec wieku było wszystkiego nie więcej niż 200 hektarów winnic (dziś jest ich 3200 ha). Ich odrodzenie było jednak żywiołowe. Wtedy główną ich „zaletą" stała się wysoka moc (już wtedy dochodziła do 16 proc.!) wynikająca z niewielkiej wydajności i gorącego klimatu, a głównym adresem eksportowym... Burgundia. Jeszcze po I wojnie światowej najlepsze nawet burgundy masowo doprawiano niewielkimi ilościami win awiniońskich, które zwano tam „vins de médicine" – podbarwiały one wina z północy i dodawały nieco „aksamitu" ich kościstej i kwasowej strukturze. Przed wprowadzeniem apelacji (ograniczenia obszaru, na którym uprawia się winorośl na wino danego rodzaju - red.) w 1936 roku robiono to właściwie oficjalnie, podobnie – choć na mniejszą skalę – postępowano także w Bordeaux.

Nazwa „châteauneuf-du-pape" pojawiła się najprawdopodobniej dopiero pod koniec XIX wieku i z miejsca zaczęła robić zawrotną karierę – łatwo się domyślić dlaczego, „papieskość" robiła swoje. Jeszcze szybciej zaczęła być nadużywana.

Te jedyne gwiazdy

Człowiekiem, który faktycznie zmienił los miejscowych win, był baron Pierre Le Roy de Boiseaumarié, właściciel Château Fortia (i kilku innych winiarni). Zaczął organizować winiarzy i przekonywać do wytyczenia obszaru upraw i ochrony nazwy pochodzenia swoich trunków, czyli właśnie châteauneuf-du-pape. W 1911 roku rada miejska powołała komisję 34 winiarzy pod przywództwem barona, by dokładnie opracowali reguły wytwarzania wina. W konsekwencji w 1923 roku powstał Związek Winiarzy, który doprowadził do utworzenia apelacji 11 listopada 1933 roku. Posłużyła ona za wzór dla innych AOC (appellation d'origine contrôlée - z francuskiego: apelacja kontrolowanego pochodzenia), które zaczęto wprowadzać we Francji trzy lata później. Wbrew temu, co się powszechnie sądzi, nie była to pierwsza apelacja (choć była nią prawnie), bo podobne zasady wprowadzano już wcześniej, choćby w stosunku do szampana czy koniaku.

Ustalenie zasad nowej apelacji pokazuje, że od początku châteauneuf-du-pape było trochę państwem w państwie. Dopuszczenie aż 15 różnych odmian do produkcji – co było prawdopodobnie wynikiem lokalnego kompromisu, by nie zmuszać poszczególnych winogrodników do wycinania obsadzonych parcel – stwarzało sytuację, iż nie było mowy o jakimkolwiek „ujednoliceniu" charakteru wina czy możliwości rozpoznania go po szczególnych walorach. Każdy mógł robić wino z dowolnej liczby odmian, nawet z jednej. W dodatku pozostawienie producentom wolnej ręki co do sposobu produkcji i okresu dojrzewania wina jeszcze bardziej dywersyfikowało sam trunek – większość producentów sprzedawała go niemal od razu (po filokserze na południu ciągle panowała bieda), a i wielu czyni tak do dziś, pokazując się na rynku z bardzo młodymi winami, w każdym razie nie pięcio- czy dziesięcioletnimi okazami. Tych ostatnich jest sporo, ale są raczej przeznaczone na specjalną okazję lub kolekcjonerskie wyjątki.

Mimo ciągłego podkreślania potencjału miejscowych win podstawowa oferta sugeruje ich świeżość i młodość, co sprawia, że przy większych produkcjach odróżnienie châteauneuf-du-pape od choćby dobrze zrobionego „zwykłego" wina z okolicy może być bardziej niż problematyczne. Stworzenie nowej apelacji petryfikowało po prostu stan rzeczy z czasów barona Le Roya z połowy lat 20. ubiegłego wieku, kiedy tworzono jej regulacje, a koncentrowało się na najcenniejszym – ochronie drogocennej i zarejestrowanej już oficjalnie nazwy „châteauneuf-du-pape".

Jednak – jak każda niemal apelacja – châteauneuf-du-pape ma swoje gwiazdy i powstają tu faktycznie jedne z najlepszych win świata. A przynajmniej takie, o których się mówi i pisze, które się corocznie degustuje czy licytuje. Szczególnie że poza châteauneuf-du-pape południowa część Doliny Rodanu pozbawiona jest całkowicie porównywalnych gwiazd, co jest sytuacją zgoła odwrotną wobec jej malutkiej, północnej części regionu (tzw. Rodan Północny), gdzie właściwie każda apelacja błyszczy na nieboskłonie, a tamtejsze wina są nie tyle kupowane, ile po prostu poszukiwane.

Jednak najciekawszy jest fakt, iż wino zaczęło się gwałtownie zmieniać, kiedy pojawił się tam około 1989 roku Robert Parker Jr., tyleż słynna, co kontrowersyjna postać w świecie wina, ale ciągle bardzo wpływowy krytyk, człowiek, który wymyślił 100-punktową skalę oceny win, i której trzymają się wszyscy. Spora część winiarni zaczęła nagle wytwarzać swoje flagowe wina w minimalnych ilościach w stosunku do całej produkcji. Gęste, mięsiste, z ogromnym potencjałem, bardziej do oceny przez krytyka i dla grupki kolekcjonerów. Takich flagowców jest dziś cała masa, pokazały się też wina z pojedynczych parceli (co jest mało tradycyjne w apelacji), wina ze starych krzewów i różne inne „cuvées spéciales", by zapełnić listy rankingowe magazynów winiarskich. Taka akcja wzbudziła szybko reakcję – wielu winiarzy zdecydowało się domagać powrotu do tradycji, zaczęło wytwarzać wina z nieodszypułkowanych winogron, dojrzewane krótko w wielkich starych kufach. Są wśród nich i najlepsi. Ostry spór trwa.

Symbol w ruinie

Po definitywnym opuszczeniu miasta przez papieży i antypapieży Awinion już nigdy nie powrócił do swojej świetności. Nigdy też nie został zapomniany, ale bujał się gdzieś na obrzeżach wielkiej polityki i współczesnej historii, z wolna stając się turystycznym zabytkiem, nieco prowincjonalną ciekawostką. Wrócił jeszcze na chwilę w czasie Wielkiej Rewolucji Francuskiej, ale tylko po to, by zostać splądrowanym przez barbarzyńców, którzy Papieski Pałac (ten główny, w mieście) zamienili na więzienie, a większą część ludności uważanej za rojalistyczną – wymordowali. Dopiero w XX wieku zamek odrestaurowano i uczyniono zeń muzeum, zaś Awinion stał się jednym z najważniejszych w kraju centrów kultury i wydarzeń artystycznych ze słynnym festiwalem teatralnym na czele.

Niestety, najważniejszy dla winomanów symbol regionu – Nowy Zamek, ten po drugiej stronie Rodanu – jest nadal ruiną na wzgórzu tak zniszczoną, że nie da się jej odbudować.

Słynne logo na szyjkach masywnych butelek châteauneuf-du-pape stworzono dopiero w 1937 roku. Symbole Watykanu – papieska tiara i skrzyżowane klucze św. Piotra – otaczają napisy. Na górze: „Châteauneuf-du-Pape", a poniżej: „Contrôlée". Mieli do niego prawo wszyscy producenci tego wina, ale szybko pojawił się problem. Znak został stworzony przed wojną przez związek producentów, który w 1968 roku przekształcił się w Fédération des Syndicats des Producteurs de Châteauneuf-du-Pape. Zachowało ono prawo własności znaku – w 2004 roku tę decyzję potwierdził francuski Sąd Najwyższy. Nie wszystkim to się spodobało. Do syndykatu należy dziś ponad 200 z około 250 wytwórców. Nie ma wśród nich m.in. dwóch historycznych, z samej czołówki: Château Rayas i Clos des Papes (stosują one własne logo). Część zaczęła kontestować znak już po 1989 roku w czasie wielkiego sporu pomiędzy tradycjonalistami a nowatorami. Dlatego nie na wszystkich butelkach châteauneuf-du-pape zobaczymy tradycyjne logo, co w żadnej mierze nie przesądza o ich jakości.

Latający talerz oświetla miasteczko

Wracając do decyzji rady miejskiej Châteauneuf-du-Pape z 1954 roku, należy jeszcze dodać, iż stała się ona inspiracją dla Randalla Grahama, właściciela Bonny Doon Vineyard, ekscentrycznego, acz wielce utalentowanego i utytułowanego winiarza z Kalifornii. Graham przewodzi rosnącej w siłę grupie producentów zwanych Rhone Rangers – wytwórców, którzy mają dość win z typowych odmian typu cabernet sauvignon czy chardonnay, a wybierają szczepy uprawiane właśnie w Dolinie Rodanu.

Jego pierwszym (i od razu wielkim) winem było Le Cigare Volant – autorska, kalifornijska wersja châteauneuf-du-pape, zwana przez złośliwców „cryptoneuf-du-pape". To „cigar volant" (po francusku – latające cygaro) nawiązuje oczywiście do owego zakazu dla UFO, a na etykiecie widzimy latający talerz oświetlający miasteczko czerwoną wiązką. Graham jeszcze wielokrotnie do niej nawiązywał, choćby przy winie Vin Gris de Cigare, ale też oddał hołd jednej z najznamienitszych winiarni południowej Francji – Vieux Télégraph, nazywając swoje kolejne wielkie wino Old Telegraphe.

Dla zwiedzających okolice Châteauneuf-du-Pape jeszcze ważna przestroga. Najważniejsza część tutejszych winnic pokryta jest słynnymi okrągłymi kamieniami – otoczakami. Ich rola jest wieloznaczna – ich chłód, który łapią każdej nocy, oddają krzewom w skwarne dni, zatrzymują wilgoć oraz odbijają słońce, pozwalając równomiernie dojrzeć kiściom winogron od dołu. Jednak licznie napływający przejęci turyści zabierają je sobie masowo na pamiątkę. Ale nie stanowią one żadnej pamiątki. Ciężarówki nocami zrzucają nowe otoczaki, by uzupełnić ubytek...

Autor jest redaktorem seniorem magazynu „Czas Wina"

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL