Plus Minus

Tomasz Terlikowski: Symbol nie działa bez treści

Fotorzepa, Rafał Guz
To może być dla wielu szokujące, ale... zgadzam się z kard. Reinhardem Marxem, jednym z najbardziej liberalnych niemieckich hierarchów. Nie, nie we wszystkim, ale jednak się zgadzam.

A żeby było jeszcze bardziej zaskakująco, zgadzam się z nim w kwestii oceny decyzji politycznej podjętej przez bawarskie władze. Kilkanaście dni temu zdecydowały one, by we wszystkich urzędach i placówkach podległych rządowi Bawarii zawisły krzyże. Pomysł może sam w sobie jest dobry, ale już jego uzasadnienie – dramatyczne.

Otóż krzyże mają wisieć nie jako symbole religijne, ale „odzwierciedlenie kulturowej tożsamości landu", której wyrazem jest wpływ „zachodniego chrześcijaństwa". Premier Markus Söder z bawarskiej CSU podkreślał, że krzyż „reprezentuje elementarne wartości takie jak miłosierdzie, ludzka godność i tolerancja".

I to w tej sprawie zgadzam się z kard. Marxem, który uznał, że „jeśli krzyż został uznany tylko za symbol kulturowy, to znaczy, że nic się nie rozumie". – W takiej sytuacji krzyż byłby w imieniu państwa wywłaszczony, ale to nie państwo ma tłumaczyć, co oznacza krzyż – powiedział przewodniczący Konferencji Biskupów Niemieckich dziennikowi „Süddeutsche Zeitung".

I trudno się z nim nie zgodzić. Krzyż znajduje się oczywiście u podstaw tożsamości Europy, ale zdecydowanie nie jako symbol „tolerancji", lecz przypomnienie, że to chrześcijaństwo (czyli żywa relacja z Jezusem Chrystusem) zbudowało Europę. Wieszanie krzyży, które mają być jedynie symbolem tradycji, nie tylko jest pozbawione sensu, ale może okazać się również przeciwskuteczne.

Tak się bowiem składa, że tego typu symboliczne akty są działaniem pozornym. Sprawiają jedynie wrażenie, że powraca się do korzeni naszej cywilizacji, ale w istocie nic nie zmieniają. Krzyż, który nie jest znakiem zbawienia, który nie symbolizuje Męki i Śmierci, a jednocześnie nie przypomina o zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa, przestaje być ważny, znaczący, przestaje odsyłać do czegokolwiek. Europa nie została bowiem zbudowana na znaku krzyża, ale na Chrystusie.

I jeśli ktoś chce się przyczynić do odrodzenia tożsamości europejskiej, jeżeli uznaje, że jej źródłem jest chrześcijaństwo, to odpowiedzią na kryzys nie powinno być wydawanie administracyjnych nakazów wieszania krzyży, ale otwarcie drzwi dla ewangelizacji, misji, głoszenia Jezusa Chrystusa. Bawaria i całe Niemcy (ale i wiele innych krajów europejskich, w tym – jeśli weźmie się pod uwagę spadające statystyki uczestnictwa w mszach świętych – Polska) nie potrzebują administracyjnych decyzji, politycznego umacniania wiary czy przymusu wieszania krzyży.

Potrzebują za to misjonarzy i misjonarek, kapłanów i sióstr zakonnych, młodych ludzi, którzy będą zawierać małżeństwa i przyjmować potomstwo, jakim ich Bóg obdarzy, a do tego będą mieli odwagę, żeby głosić Prawdę Ewangelii. Także wówczas, gdy jest ona niepopularna w świecie, politycznie niepoprawna i wymaga wyrzeczeń zarówno od prawej, jak i lewej strony sceny politycznej.

Innej drogi obrony naszej tożsamości nie ma. Zachodnia Europa rzeczywiście została zbudowana na chrześcijaństwie, ale warto sobie uświadomić, że oznaczało to oparcie jej nie tyle na symbolu „tolerancji", ile na decyzji wielu ludzi, którzy dla Jezusa Chrystusa zmieniali swoje życie, poświęcali się, byli zabijani czy choćby wyśmiewani. Takich rzeczy nie robi się dla „symbolu tożsamości", dla „politycznego przypomnienia, co jest naszym źródłem", ale dla innej osoby, którą rzeczywiście się ukochało.

Miłość zaś, choć buduje dom, umacnia państwo czy tworzy instytucje, musi być bezinteresowna. Kochamy Jezusa nie po to, by odbudować silne państwo, ale dlatego, że wiemy, jak bardzo zmienił On nasze życia. A że państwo, cywilizacja czy ludzkie instytucje mogą na naszej relacji do Chrystusa tylko zyskać, to zupełnie inna kwestia.

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL