fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Hisham Matar. Elegia na odejście

Bengazi, 2011 rok. Fotografie więźniów prawdopodobnie zamordowanych po buncie w Abu Salim. Czy wśród ofiar był Dżaballah Matar?
Reuters/Forum
W wybitnym, boleśnie pięknym „Powrocie" Hisham Matar mierzy się z tragiczną historią – osobistą i swojej ojczyzny.

Słowo „ojczyzna" jest tu najważniejsze, choć – jak to zwykle w zbrodniczych reżimach bywa – to, co publiczne, jest nierozerwalnie splecione z tym, co prywatne. Kiedy w marcu 2012 r. Hisham Matar po 33 latach wracał do Libii, pokonywał przepaść oddzielającą chłopca od dojrzałego mężczyzny i cenionego na świecie powieściopisarza. Wraz z rodziną opuścił Libię w 1979 r., mając niespełna dziewięć lat. Matarowie przed reżimem Muammara Kaddafiego uciekli najpierw do Nairobi, a potem do Kairu, w którym osiedli właściwie na stałe. Ojciec Hishama – Dżaballah – próbował organizować partyzantkę. Często znikał, jeżdżąc głównie do Czadu. Tam, w pobliżu libijskiej granicy, stworzył wojskowe obozy szkoleniowe, dowodził też małą armią. Koordynował ponadto uśpione komórki opozycyjne w Libii i zbierał pieniądze na rzecz swojej organizacji.

Matarowie byli zamożną rodziną, Dżaballah wzbogacił się na imporcie towarów z Zachodu i Japonii na Bliski Wschód (m.in. samochodów Mitsubishi i obuwia Converse). Później większą część pieniędzy przeznaczył na partyzantkę. Gdy szykował się do uderzenia, do akcji wkroczyła egipska tajna policja. 12 marca 1990 r. Dżaballah został porwany z kairskiego mieszkania. Znalazł się w więzieniu Abu Salim w Trypolisie, zwanym „Ostatnim przystankiem", zsyłano tam bowiem ludzi, o których reżim chciał zapomnieć.

W zsynchronizowanej akcji aresztowano także stryja Hishama Mahmuda, wujka Hmada i kuzynów Alego oraz Saleha. Ci czterej wyszli z Abu Salim prawie 21 lat później. „Kiedy człowieka wypuszczają z więzienia po tylu latach, wyrządzona mu krzywda ujawnia się w pełnym wymiarze. Dopiero wtedy można sobie zdać sprawę, ile czasu upłynęło, jak bardzo zmienił się świat, ile nas ominęło" – przenikliwie zauważa Hisham Matar. Jego własna krzywda ujawniła się w jeszcze brutalniejszy sposób. Po obaleniu Kaddafiego i wyzwoleniu Abu Salim w tym samym 2011 r. w jednej z cel znaleziono ślepca ze zdjęciem Dżaballaha. Nie wiedział, kim jest. Nie był jednak ojcem Hishama.

Dyktatura zamiast modernizacji

Historia Matarów mogła potoczyć się zupełnie inaczej. Może najbardziej dramatyczne w „Powrocie" są wracające jak refren słowa z „Odysei": „Obym się był raczej urodził synem szczęśliwego męża, który pośród swoich dóbr dożyłby starości! A tak, zrodził mnie pono najnieszczęśliwszy ze śmiertelnych". Dżaballaha Matara łączyła zresztą z Odysem niezłomność w dążeniu do celu. O ile dla Odysa celem był powrót na Itakę, o tyle ojciec Hishama miał w sercu Libię. W pewnym momencie Dżaballah mówi najbliższym, aby nie rywalizowali z Libią, bo zawsze przegrają. „Jestem synem niezwykłego człowieka – zauważa Hisham – może nawet wybitnego. (...) Bardzo chciałem zawrócić go z drogi, którą obrał. Była to dla mnie pierwsza lekcja, że nie zawsze da się namówić kogoś, by zboczył z niebezpiecznego kursu".

Dżaballah urodził się w rodzinie, w której tradycja oporu wobec narzuconych władz była silna. Jego ojciec (a dziadek Hishama) Hamed dosłownie cudem przeżył walkę zbrojną z Włochami, którzy okupowali Libię do 1943 r. Potem kraj znalazł się pod kontrolą Brytyjczyków i Francuzów.

Gdy w wigilię Bożego Narodzenia 1951 r. uzyskał niepodległość, na tronie zasiadł król Idris. Libijczykom udało się otrząsnąć z trudnego dziedzictwa kolonialnego, w którym czarną kartę zapisali zwłaszcza Włosi. Mussolini przeprowadził tu regularne ludobójstwo: zniknął co szósty mieszkaniec Trypolisu, według oficjalnych włoskich spisów ludności populacja Cyrenajki spadła z 225 do 142 tysięcy (o 36 proc.!), dziesiątki tysięcy ludzi trafiły do obozów koncentracyjnych. Za króla Idrisa kraj znalazł się jednak na drodze do dobrobytu. W latach 60. odkryto ogromne złoża ropy naftowej. Zamiast modernizacji, zwyciężyła jednak dyktatura.

1 września 1969 r. 27-letni kapitan (wkrótce pułkownik) Muammar Kaddafi obalił króla Idrisa. Dżaballah Matar przebywał wtedy służbowo w Londynie. Gdy tylko dowiedział się, co się wydarzyło, wsiadł w samolot do Trypolisu. Tu prosto z lotniska trafił do więzienia. Spędził w nim pięć miesięcy.

Nowy reżim w pierwszej chwili okazał jednak ludzkie oblicze. Kaddafi wypuścił wysokich stopniem oficerów z armii Idrisa, pozbawił ich rangi i munduru, a wreszcie wysłał na mało znaczące placówki zagraniczne – tak, by nie robić sobie wrogów, ale i trzymać potencjalnie groźnych ludzi z dala od centrum wydarzeń. Tym samym Dżaballah Matar trafił do Nowego Jorku. Wiosną 1970 r. został pierwszym sekretarzem libijskiej misji przy Organizacji Narodów Zjednoczonych. Hisham przyszedł na świat na Manhattanie. Wrócił tam po latach już jako ceniony autor powieści „Anatomia zniknięcia" i „W kraju mężczyzn". Nieobecność ojca jest oczywiście ich najważniejszym tematem.

Nie będę negocjował

Lata 70. można uznać za stosunkowo spokojne w historii Libii, ale kolejna dekada to wyjątkowo mroczny rozdział. „Przeciwników reżimu wieszano na placach i stadionach. Ścigano dysydentów, którzy uciekli z kraju – jedni zostali porwani, drugich zamordowano" – pisze Matar. Libijska bezpieka polowała zresztą nie tylko na Dżaballaha (który, jak już wiemy, w 1979 r. na dobre wyjechał z kraju). Zijada, brat Hishama, który uczył się w prywatnej szkole w Szwajcarii, uniknął porwania tylko dzięki telefonowi życzliwego Matarom rodaka i ucieczce rodem z powieści Johna le Carré. Sam Dżaballah podróżował wyłącznie pod fałszywym nazwiskiem.

Ciągle jednak wierzył w wolną Libię, której miał nie doczekać. Niejednokrotnie mógł wrócić do kraju. Reżim próbował go wprawdzie zastraszać, ale pojawiały się też otwarte oferty przekupstwa. Na początku lat 80. w kairskim mieszkaniu Matarów rozegrała się choćby taka scena: „Naprzeciwko siedział jeden z mężczyzn, których nazywałem »wujkami« – skądś wiedziałem, że to sprzymierzeńcy albo zwolennicy ojca. Padło słowo »kompromis«, a ojciec odpowiedział: »Nie będę negocjował. Nie ze zbrodniarzami«".

Reżim Kaddafiego i niezłomność Dżaballaha naznaczyły życie Hishama, który jako 15-latek wyjechał do Anglii, do szkoły z internatem. Został w Londynie na stałe, z krótką przerwą na pobyt w Paryżu. Pisze po angielsku. W innym razie pewnie nie zrobiłby międzynarodowej kariery, a „Powrót" – u nas w znakomitym tłumaczeniu Hanny Jankowskiej – nie zostałby uhonorowany jak najbardziej zasłużonym Pulitzerem.

W poszukiwaniu ojca

Wiadomo na pewno, że Dżaballah przebywał w Abu Salim od marca 1990 do kwietnia 1996 r., gdy trafił do innego skrzydła bądź został stracony. Kilkakrotnie udało mu się skontaktować z rodziną listownie. Najprawdopodobniej zginął kilka miesięcy później, 29 czerwca 1996 r., kiedy po buncie więźniów wywołanym nieludzkimi warunkami, w jakich ich przetrzymywano, rozstrzelano 1270 osób. Gdy obalono Kaddafiego, okazało się, że w opowieściach o jego okrucieństwach, które wydawały się zbyt straszne, żeby były prawdziwe, nie było cienia przesady. Choćby w tej o wojskowym kompleksie Bab al-Azizija, w którym odkryto chłodnie z ciałami nieżyjących od dawna dysydentów. Kaddafi lubił mieć ich pod ręką.

Hisham wiele lat walczył o ojca i nieraz tracił nadzieję. W 2009 r. otrzymał telefon – rozmówca powiedział, że widział Dżaballaha siedem lat wcześniej, a więc już po masakrze w Abu Salim. Matar rozpoczął w Anglii kampanię medialną na rzecz Dżaballaha i praw człowieka w Libii. Brytyjczycy długo nie chcieli mu w niej pomóc, ponieważ prowadzili interesy z Kaddafim, a przedstawiciele reżimu byli mile widziani w Londynie. W końcu pisarz stał się „solą w oku obu rządów, libijskiego i brytyjskiego". Ten pierwszy już wcześniej cenzurował jego twórczość. W 2006 roku, po publikacji debiutanckiej powieści „W kraju mężczyzn", zakazano libijskim redaktorom wymieniać jego nazwisko.

Ostatecznie nie uzyskał zbyt wiele, choć udało mu się pomóc w uwolnieniu krewnych. Spotkał się wprawdzie z synem oprawcy swego ojca, Sajfem Kaddafim, ale ten zwodził go tylko przez kolejne dwa lata.

Siła „Powrotu" tkwi nie tylko w poruszającej historii rodziny i kraju czy w umiejętności łączenia tak różnych gatunków jak książka wspomnieniowa i mystery nonfiction. Matar jest po prostu wspaniałym prozaikiem – oszczędnym, piszącym z aforystyczną zwięzłością i siłą, umiejętnie odwołującym się do klasyki literackiej (od mitologii greckiej i Homera, przez Dantego, Szekspira, po Turgieniewa i Becketta), ale przy tym niezwykle zmysłowym, z łatwością przywołującym zapach morza, smak niezrównanych matczynych specjałów czy unikalną barwę libijskiego światła. Nie ma tu zbędnych słów, każda opowieść, każda anegdota, każdy szczegół są po coś. Nade wszystko to książka przesiąknięta miłością: „Mój ojciec jest martwy, a zarazem żywy. Nie podlega prawidłom gramatyki. Jest w przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. (...) Nie jestem inny. Żyję, jak my wszyscy, wśród skutków rzeczy minionych".

Hisham Matar, „Powrót. Ojcowie, synowie i kraj pomiędzy nimi", przeł. Hanna Jankowska, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2018

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA