fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus na wybory

Szułdrzyński: Ile władzy ma dziś Jarosław Kaczyński

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Jeśli rzeczywiście prezes PiS nie może odwołać Zbigniewa Ziobry, to oznacza, że ktoś ograniczył jego przywództwo.

Warto spojrzeć na aferę hejterską w Ministerstwie Sprawiedliwości i próby dyskredytowania sędziów, którzy sprzeciwiają się reformie sądownictwa, z trochę innej perspektywy. Na moment wyjdźmy poza bieżącą politykę i zastanówmy się, co mówi nam ona o stworzonym przez PiS systemie sprawowania władzy. Z partii rządzącej płyną bowiem sygnały mówiące o tym, że Jarosław Kaczyński uznał, że minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro pozostanie na swoim stanowisku. „ZZ jest nie do ruszenia" – słyszymy.

Jeśli rzeczywiście okazałoby się, że minister sprawiedliwości jest nie do ruszenia, oznaczałoby to istotną zmianę w układzie władzy. Oznaczałoby to bowiem, że powstała sytuacja, w której prezes Jarosław Kaczyński nie ma już pełnego pakietu kontrolnego. Dotychczas ?– choć nie był oczywiście wszechmocny, choć część rzeczy działa się bez jego wiedzy, choć czasami niektórzy próbowali się prezesowi sprzeciwiać w mniejszych lub większych sprawach, jego przywództwo było niekwestionowane.

Tłumaczenie pozycji Ziobry nie ma nic wspólnego z meritum afery hejterskiej. Nie chodzi o to, czy minister sprawiedliwości o metodach swego podwładnego wiedział czy też nie, ani o to, czy istnieją merytoryczne przesłanki do jego odwołania. Chodzi tylko i wyłącznie o układ sił.

Oczywiście, powodów takiego stanu rzeczy może być kilka. Przede wszystkim, tak ważna dymisja w czasie kampanii wyborczej postawiłaby PiS w mocnej defensywie. Z drugiej strony, kilka tygodni temu Kaczyński zdecydował o odejściu swego bliskiego druha Marka Kuchcińskiego, który stracił stanowisko marszałka Sejmu w związku z zarzutami o nadużywanie transportu państwowego do celów prywatnych.

Innym powodem może być koalicyjny układ w zjednoczonej opozycji. Formalnie Kaczyński ma bowiem dwóch koalicjantów – Solidarną Polskę Zbigniewa Ziobry i Porozumienie Jarosława Gowina. Mają oni w ramach parytetu swoich ministrów i wiceministrów w różnych resortach rządu. Powstaje pytanie, czy ewentualna dymisja Ziobry nie musiałaby oznaczać zerwania koalicji. Komplikacji mogłoby być bardzo dużo.

Bez względu jednak na to, jakie są rzeczywiste powody takiego stanu rzeczy, ma on niezwykle istotne konsekwencje. Jakkolwiek spójność Zjednoczonej Prawicy wydawała się oczywistością, nagle pojawiły się pewne istotne ograniczenia władzy prezesa Prawa i Sprawiedliwości. Jeśli rzeczywiście Jarosław Kaczyński nie może sobie pozwolić na odwołanie Zbigniewa Ziobry, oznacza to, że pozycja tego drugiego raptownie idzie w górę. Że wszechwładza Kaczyńskiego została w istotny sposób ograniczona przez samego Ziobrę.

To zaś rodzi liczne pytania. Czy ta sytuacja jest dla niego komfortowa? Czy chciał się dzielić swoją władzą, czy został postawiony w takich okolicznościach wbrew swojej woli? Czy będzie próbował odzyskać część swej suwerenności, którą, jak się okazało, wyszarpał mu Ziobro? Nie chodzi tu bowiem o mechanizmy osobistej zemsty, lecz logikę i psychologię władzy.

Lider ma bowiem legitymizację nie tylko dzięki głosom członków partii, nie tylko dzięki głosom wyborców, którzy poparli jego partię, ale głównie dzięki temu, że jego przywództwo jest przez wszystkich wewnątrz i na zewnątrz uznawane. Jeśli ktoś temu przywództwu rzuca wyzwanie, to oznacza, że albo lider się na to godzi, zarazem akceptując ograniczenie swojej władzy, albo musi spróbować tę władzę odzyskać, by nie pojawili się kolejni, którzy chcieliby wyszarpać jakąś jej część dla siebie. Inaczej będzie to początek końca przywództwa danego lidera.

Warto więc w najbliższych miesiącach obserwować relacje na linii Jarosław Kaczyński – Zbigniew Ziobro. To nam powie, z którym ze scenariuszy będziemy mieli do czynienia. I czy zmiana układu władzy jest trwała czy tylko przejściowa.

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA