fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Juventus walczy finał z Monaco

Gonzalo Higuain (z lewej) i Paulo Dybala, czyli argentyńska broń Juventusu
AFP
Juventus walczy jutro o finał z Monaco. Po dwóch latach jest znów blisko gry o trofeum. Massimiliano Allegri stworzył zespół, który nie boi się nikogo.

Po tym, co wydarzyło się tydzień temu w Monte Carlo, trudno wyobrazić sobie, by piłkarzy z Turynu zabrakło w finale. Zwycięstwo 2:0 na wyjeździe to poważna zaliczka. Nie tylko dlatego, że historia LM nie zna przypadku, by w półfinale ktoś odrobił takie straty. Żeby awansować, Monaco musiałoby strzelić w Turynie więcej bramek niż wszyscy dotychczasowi rywale Starej Damy. „Juventus stracił gola w Champions League, gdy prezydentem USA był jeszcze Barack Obama" – przypomina „Gazzetta dello Sport".

Perfekcyjna obrona to znak rozpoznawczy drużyny Allegriego, ulepszany z roku na rok. „Marsjanom z Barcelony wyłączyli wiązki laserowe. Nie pozwolili się rozwinąć młodzieży z Monako" – pisała „Gazzetta". Ale do żelaznej defensywy dołożono coś znacznie ważniejszego – solidność, polot i fantazję w ataku, które przysparzają Juve nowych kibiców w całej Europie.

Po meczach z Barceloną wszyscy zachwycali się mającym polskie korzenie Paulo Dybalą, w spotkaniu z Monaco przebudził się jego starszy kolega z reprezentacji Argentyny Gonzalo Higuain, zdobywając dwie bramki po podaniach ustawionego na skrzydle Daniego Alvesa.

29-letni Higuain, krytykowany za nadwagę i za strzelecką niemoc w ważnych meczach, uzbierał już we wszystkich rozgrywkach 32 gole, wyrównując wynik Alesssandro Del Piero (1997/1998) i Davida Trezegueta (2001/2002). A przecież to dopiero jego pierwszy sezon w Turynie. – Każde jego dojście do piłki stwarza zagrożenie – ostrzega brazylijski obrońca Alex Sandro.

Rok temu żartowano, że Napoli zrobiło wspaniały interes, sprzedając Higuaina za 90 mln euro. Kibice z Neapolu palili koszulki z nazwiskiem Argentyńczyka, nazywali go zdrajcą, mówili, że Diego Maradona, by tak nie postąpił. Nie wybaczyli mu tego do dziś. I choć pustkę wypełnili szybko Arkadiusz Milik i Dries Mertens, sympatycy Napoli w głębi duszy muszą przyznać, że Higuain to nadal napastnik wysokiej klasy.

Wydaje się, że Juve nie ma obecnie słabych punktów. Nie osłabiło go odejście Paula Pogby do Manchesteru United. Latem udało się zatrzymać Kolumbijczyka Juana Cuadrado, wypożyczono Medhiego Benatię z Bayernu, przyszli Miralem Pjanić z Romy, młody chorwacki skrzydłowy Marko Pjaca z Dinama Zagrzeb, za darmo sprowadzono z Barcelony Daniego Alvesa.

Ale najważniejszy człowiek siedzi na ławce. Massimiliano Allegri z powodzeniem zastąpił Antonio Conte, interesuje się nim już m.in. Arsenal.

– To bardzo inteligentny trener. Cały czas pilnuje, byśmy koncentrowali się tylko na najbliższym meczu, potrafi sprowadzić nas na ziemię nawet po takiej nocy jak w Monte Carlo. Rozumie, co dzieje się na boisku i zawsze dokonuje właściwych zmian – chwali Allegriego Sami Khedira, wracający do składu po zawieszeniu za kartki.

Umiejętność szybkiej reakcji Allegriego na wydarzenia, było widać choćby w sobotnich derbach z Torino. Kiedy rywale wyszli na prowadzenie, nie zwlekał, tylko od razu posłał do gry Higuaina, a następnie Pjanicia. Ta dwójka uchroniła gospodarzy przed porażką.

Przewaga Juventusu nad konkurencją w Serie A jest na tyle duża, że trener mógł sobie pozwolić na to, by w weekend dać również odpocząć Gianluigiemu Buffonowi, Giorgio Chielliniemu, Daniemu Alvesowi, Claudio Marchisio i Aleksowi Sandro.

Francuska prasa nie ma złudzeń: Monaco, które pierwszy raz w tym sezonie nie potrafiło strzelić bramki przed własną publicznością, do awansu potrzebuje cudu. Drużyna z małego księstwa nigdy nie wygrała we Włoszech. „Juventus zabił emocje. Na tym polega różnica między nim a poprzednimi rywalami Monaco" – twierdzi dziennik „L'Equipe".

Czy czeka nas zatem nudne, przewidywalne widowisko? Niekoniecznie, jeśli Monaco pokaże to, z czego jest najbardziej znane, a Stara Dama – tak jak w rewanżu z Barceloną na Camp Nou – nie ograniczy się do trzymania gardy i pójdzie na wymianę ciosów.

To będzie wyjątkowy wieczór dla Kamila Glika, który wraca do Turynu. Przez pięć lat spędzonych we Włoszech wyrobił sobie markę i zapracował na szacunek kibiców Torino.

– Juventus jest zespołem zdecydowanie bardziej doświadczonym. Ale i tak jesteśmy dumni z tego, co osiągnęliśmy. Dla mnie półfinał to bardzo dobry wynik, szczególnie, że podobnie jak większość kolegów debiutuję w Champions League. To taki bonus, priorytetem pozostaje mistrzostwo Francji – przyznaje polski obrońca.

LIGA MISTRZÓW – REWANŻE 1/2 FINAŁU (mecze o 20.45)

Wtorek

Juventus Turyn – AS Monaco (Canal+; pierwsze spotkanie 2:0)

Środa

Atletico Madryt – Real Madryt (Canal+; 0:3)

Finał 3 czerwca w Cardiff

masz pytanie, wyślij e-mail do autora: t.waclawek@rp.pl

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA