fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Pietryga: Nieudana reforma procedury karnej

Fotorzepa, Waldemar Kompała
Zmieniona w lipcu nowa procedura karna nadziała się na koleją rafę. Założenie było takie, że policja poradzi sobie ze ściganiem przestępstw i prowadzeniem spraw na nowych zasadach, nawet w przypadku drobnych przestępstw, którymi w dużej mierze wcześniej zajmowali się prokuratorzy. Jak widać, sobie nie radzi.

Znajomego wezwała policja, by przesłuchać go w charakterze świadka. Chodziło w drobną sprawę karną. Przesłuchanie przybrało zaskakujący obrót. Młody policjant, przeglądając papiery, w pewnym momencie zbladł, przyznając szczerze, że sprawa dotyczy specjalistycznej tematyki, więc on nie wie, jak się do tego zabrać. Poprosił, aby pytania zadawała obecna na komisariacie pełnomocniczka pokrzywdzonego.

Bóg jeden wie, jak dalej potoczy się ta sprawa. W ten oto sposób zmieniona w lipcu nowa procedura karna nadziała się na koleją rafę. Założenie było takie, że policja poradzi sobie ze ściganiem przestępstw i prowadzeniem spraw na nowych zasadach, nawet w przypadku drobnych przestępstw, którymi w dużej mierze wcześniej zajmowali się prokuratorzy. Jak widać, sobie nie radzi.

Reforma od samego początku budziła sporo kontrowersji. Nie pomogły protesty, głównie prokuratorów apelujących o przesunięcie zmian ze względu na brak przygotowania merytorycznego i organizacyjnego do nowych wyzwań.

O przygotowaniu policji, która w łańcuszku nowej procedury odgrywa bardzo poważną rolę (bo drobnych przestępstw jest wiele), mówiło się mało. Wydawało się wręcz, że policja ze spokojem przyjmuje nowe obowiązki, w odróżnieniu od rozhisteryzowanych prokuratorów. Na komisariatach zorganizowano kilka szkoleń, pogadanki, ogólnie zaznajamiając funkcjonariuszy z tematem. Wszystko miało się jakoś ułożyć.

Nie ułożyło się. Dziś widać, że łańcuszek nowej procedury policja–prokuratura–sąd zaczyna poważnie szwankować. A liczba aktów oskarżenia wpływających do sądów spadła aż o 60 proc. Na domiar złego, o czym piszemy w dzisiejszej „Rzeczpospolitej", nie zapewniono policji wystarczających środków w związku z nowymi obowiązkami (wysyłanie korespondencji dla stron, dokumentacja). W efekcie budżet na ten cel już został  przekroczony o ponad 60 mln zł, a policja musi sięgać po pieniądze przeznaczone choćby na patrolowanie ulic.

I w ten oto sposób procedura, która miała uzdrowić sądownictwo, stała się jego kamieniem u szyi. Bo ustawodawcy znów zabrakło wyobraźni, że szczytne hasła, żonglowanie statystykami to za mało. Bez zadbania o szczegóły, choćby finansowe, nawet najlepsza reforma nie może się udać. Przyniesie efekt odwrotny do zamierzonego.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA