fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Korepetytor kontra fiskus - komentuje Paweł Rochowicz

123RF
Nauczycielom nigdy nie było lekko. Kolejne rządy namiętnie powtarzały maksymę Jana Zamoyskiego o tym, że takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie. Jednak owo chowanie – przynajmniej w państwowych szkołach, w ostatnich trzech dekadach, jest słabo opłacane. Z tego powodu nauczycielami zostaje coraz mniej ludzi z powołania, którzy naprawdę chcieliby młodzież dobrze „chować". Wciąż jednak są i tacy z pasją. Tacy, którzy potrafią nawet największych nieuków zaciekawić swoim przedmiotem.

Wszystkich nauczycieli – tych z powołania i tych z przypadku – łączy problem dość słabego wynagrodzenia w stosunku do przeżywanego zawodowego stresu i obciążenia pracą. Nic dziwnego, że chcą swoją zawodową wiedzę sprzedawać także poza szkołą. Udzielają więc korepetycji. Mają przy tym czasem dylematy moralne, gdy po południu przyjmują tych samych uczniów, których uczą przed południem w szkole. Ale korepetycji udzielają, żeby związać koniec z końcem i przy tym jeszcze mieć jakiś margines, by kupować książki czy zobaczyć kawałek świata. Bo co jest wart polonista, który nie śledzi trendów w literaturze? Albo historyk, który naucza o starożytności, a w życiu nie widział rzymskiego Koloseum?

Tacy właśnie ludzie mogą stanąć oko w oko z poborcą podatkowym. Takim, który zażąda podatku i składek ubezpieczeniowych. Od samego nauczyciela albo wręcz od jego... ucznia.

Nie chcę nikogo zachęcać do ukrywania zarobków przed fiskusem. Są przecież tacy, którzy zakładają wręcz przedsiębiorstwa korepetycyjne, mają sporo klientów i nieźle z tego żyją. Takim bez wahania można przypisać cechy przedsiębiorcy, który swoją działalność prowadzi „w sposób zorganizowany i ciągły", jako rzecze ustawa.

Jednak to właśnie z myślą m.in. o korepetytorach stworzono przepisy o tzw. działalności gospodarczej nierejestrowanej. Miały one uwolnić taki właśnie drobny biznes od uciążliwych formalności. Nie uwolniły.

W takiej sytuacji, gdy w prawie pojawia się absurd, pozostaje liczyć na dobrą wolę urzędników. Być może niektórzy zostali w szkole wychowani tak, by mądrze oddzielać rzeczy wielkie od małych. Tacy nie będą się uganiali za nauczycielami, od których może wyegzekwują sto złotych podatku. Zwłaszcza gdy obok działa fabryka faktur oszukująca fiskusa na grube miliony.

Niestety, obawiam się, że będą też tacy, którzy pójdą na łatwiznę i dopadną właśnie korepetytora, a nie oszusta. Bo przejmą się donosami sąsiadów nauczyciela. Sąsiadów, którzy często sami rąk pracą nie brudzą, ale czujnym okiem przyglądają się młodym ludziom, popołudniami pukającym do nauczycielskich drzwi. Nic tu nie zmyślam, znam takie sytuacje i takich sąsiadów.

Takie będą Rzeczypospolite. Rozsądne albo opresyjne. Zresztą takie one będą, jakie ich przyszłych urzędników było chowanie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA