fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Czego nas uczy doświadczenie byłej NRD

Fotolia
Nie jest wykluczone, że powinniśmy się pogodzić z długim przebywaniem w tak zwanej pułapce średniego rozwoju. I wcale nie jest to perspektywa najgorsza.

Pod względem produktu krajowego brutto na jednego mieszkańca Europa Środkowo-Wschodnia wciąż nie dorównuje rozwiniętym krajom Zachodu. Oczywiście, od wczesnych lat 90. różnice dochodowe zmniejszyły się wydatnie, szczególnie w krajach mniej zamożnych, takich jak Rumunia, Polska, kraje bałtyckie, które zostały przyjęte do Unii Europejskiej. Owa konwergencja nie jest już tak imponująca w odniesieniu do Słowenii i Czech, krajów stosunkowo zamożnych już na starcie procesu transformacji.

Powszechnie uważa się, że szybki wzrost gospodarczy w nowych krajach członkowskich ma związek nie tylko z masywnymi transferami pieniędzy z Brukseli, ale także z faktem, że kraje te podlegają instytucjonalnej harmonizacji z Europą Zachodnią, przejmując od niej różnorakie dobre praktyki.

Równolegle mają one też korzystać, integrując się pod względem ekonomicznym, poprzez wewnątrzeuropejską liberalizację handlu, przypływów kapitału i siły roboczej. Procesy harmonizacji i integracji zdają się więc zapowiadać dalszą pospieszną konwergencję dochodową naszych krajów do poziomu zachodnioeuropejskiego.

Z drugiej strony, nie można ignorować opinii ekspertów, którzy uważają, że istnieje ogólne zjawisko „pułapki średniego rozwoju". Wiele krajów świata, zwłaszcza w Ameryce Łacińskiej i Europie Południowej, zatrzymało się właśnie na średnim poziomie rozwoju.

Często obserwuje się nie tylko spowolnienie konwergencji, ale nawet cofanie się jej, czyli dywergencję. Dla zwolenników hipotezy o istnieniu owej pułapki perspektywy dalszej szybkiej konwergencji krajów Europy Środkowo-Wschodniej nie są wcale oczywiste.

Gwałtowna unifikacja

Z empirycznym rozstrzygnięciem słuszności hipotez dotyczących gospodarczej przyszłości krajów naszego regionu trzeba będzie jeszcze długo poczekać. Jednak już teraz można się czegoś w tej sprawie dowiedzieć, badając doświadczenia Niemiec, a konkretnie przebieg konwergencji dochodowej byłej Niemieckiej Republiki Demokratycznej (NRD) do poziomu Republiki Federalnej Niemiec (RFN).

Zjednoczenie, a raczej unifikacja Niemiec w 1991 r., dokonało się poprzez raptowne wchłonięcie NRD przez RFN. Miała miejsce natychmiastowa i kompletna liberalizacja handlu, kapitału i przepływów ludności oraz unifikacja monetarna. Jednocześnie w dawnej NRD zaczęły obowiązywać zachodnioniemieckie instytucje prawne, ekonomiczne i polityczne.

Unifikacja była połączona z hojnym subsydiowaniem dawnej NRD. Nie ma dokładnych szacunków rozmiarów transferu pieniędzy płynących z RFN do dawnej NRD. Jest jednak w tej sprawie konsensus: przyjmuje się, że tylko w latach 1991–2013 nowe landy otrzymały subsydia (netto) w wysokości równoważnej około 1,6 biliona euro, co stanowiłoby aż 57 proc. PKB Niemiec z 2013 r.

Wziąwszy pod uwagę rozmiar transferów, bezwarunkowe przyjęcie liberalno-integracyjnego modelu gospodarczego oraz wprowadzenie sprawdzonych instytucji państwa wysoko rozwiniętego należałoby oczekiwać bardzo szybkiej niwelacji różnic dochodowych pomiędzy Niemcami Wschodnimi a Zachodnimi. Jednak liczby nie potwierdzają tego oczekiwania.

Cud trwał za krótko

Okazuje się, że okres szybkiej konwergencji był raczej krótki (patrz rysunek). Jak widać, w porównaniu z RFN wzrost nominalnego PKB na mieszkańca w dawnej NRD był znacznie szybszy tylko w latach 1992–1996. Od 1997 r. tempa wzrostu w obu częściach zjednoczonych Niemiec nie różnią się od siebie znacząco. Średnia różnica w latach 1997–2016 wynosi tylko 0,7 pkt proc.

Warto też zwrócić uwagę na dwie sprawy. Po pierwsze, szybszy na początku wzrost nominalnego PKB w dawnej NRD wynikał po części z wyższej inflacji, a niekoniecznie z wyższej realnej dynamiki produkcji. Niemcy Wschodnie odziedziczyły po gospodarce planowej administracyjnie zaniżone ceny wielu towarów i usług. Likwidacja „nawisu inflacyjnego" i urynkowienie cen doprowadziło do ich korekty.

Po drugie, należy przypomnieć, ze wzrost PKB na mieszkańca w dawnej NRD dokonuje się po części za sprawą jego wyludniania się tej części kraju. W Niemczech Zachodnich następuje nie tylko wzrost PKB, ale także wzrost populacji.

Unifikacja Niemiec nie zmniejszyła istotnie absolutnych różnic w poziomie PKB na jednego mieszkańca (patrz wykres). Oczywiście, w wymiarze relatywnym różnice powoli maleją. Jeśli jednak nominalne PKB na mieszkańca w dawnej NRD nadal będzie rosnąć w tempie 3,05 proc. rocznie – a w Zachodnich Niemczech w tempie 2,32 proc. – to zrównanie poziomów dochodu nastąpi nie wcześniej niż za 50 lat.

Wnioski dla innych

Jakie wnioski dla naszej części Europy można wyciągnąć z doświadczenia Niemiec? Po pierwsze, wydaje się, że nawet olbrzymie bezzwrotne transfery pieniędzy z Zachodu nie gwarantują szybkiej konwergencji. Również kompletna unifikacja instytucjonalna i pełna integracja gospodarcza nie jest gwarancją sukcesu. Okres szybkiej konwergencji, takiej jak w przypadku dawnej NRD w latach 1992–1996, może skończyć się prędzej (czego już doświadczają Słowenia i Czechy) lub później (Polska jeszcze tego nie doświadcza).

Po drugie, nasuwa się przypuszczenie, że jednym z powodów fiaska konwergencji w Niemczech mogła być właśnie gruntowność i szybkość transplantacji obcych instytucji gospodarczych do dawnej NRD. Wydawać się może, że mniej radykalne przyjęcie instytucji zachodnioniemieckich, a zwłaszcza mniej radykalne otwarcie się dawnej NRD na wolny handel i wolne przepływy kapitału, również mogły prowadzić do lepszych efektów.

Doświadczenia z kraju Saary

Warto tu przypomnieć inne doświadczenie niemieckie – reintegrację kraju Saary. Otóż w latach 1945–1956 Saarland pozostawał pod administracją Francji, która prowadziła politykę zmierzającą do jego aneksji. W 1956 r. land został wszakże zwrócony RFN, jednak jego gospodarcza reintegracja była stopniowa.

W latach 1956–1959 walutą był tam frank francuski, nie marka niemiecka. Zachowano granicę celną z RFN, której obywatele nie mogli się w kraju Saary swobodnie osiedlać, ani nabywać tamtejszych aktywów. Doświadczenie tej reintegracji różni się więc zasadniczo od doświadczenia reintegracji NRD, którą poddano swoistej terapii szokowej.

Trudno nadgonić setki lat opóźnień

Los dawnej NRD powinien skłaniać do większego sceptycyzmu w kwestii perspektyw szybkiego zmniejszania się dystansu dzielącego naszą część Europy od rozwiniętego Zachodu. Dziesiątek, a nawet setek lat zapóźnienia cywilizacyjnego i gospodarczego nie da się szybko przezwyciężyć, zwłaszcza metodą imitowania polityki gospodarczej i rozwiązań, jakie długo wypracowywano na Zachodzie.

Przejmowanie sprawdzonych gdzie indziej instytucji gospodarczych, w tym także bezwarunkowa integracja gospodarcza z Zachodem może nie gwarantować szybkiego tempa konwergencji. Nawet gdy jest „osłodzona" hojnymi transferami pieniędzy.

Nie jest wykluczone, że powinniśmy się pogodzić z przebywaniem przez długi jeszcze czas w „pułapce średniego rozwoju". Nie jest to wcale perspektywa najgorsza. Gorzej byłoby utknąć w pułapce „niskiego rozwoju" albo do takowej pułapki samemu się relegować za sprawą nierozważnych, kosztownych i ryzykownych prób wybicia się na gospodarczą mocarstwowość.

Autor jest emerytowanym pracownikiem Wiedeńskiego Instytutu Międzynarodowych Porównań Gospodarczyc

Polska 2050

W cyklu „Rz" eksperci, ekonomiści i publicyści przedstawiają swoją wizję Polski i świata w połowie stulecia. O tym, jak zmieniać kraj, pisali m.in.: Stanisław Gomułka, Bogdan Góralczyk, Andrzej K. Koźmiński, Paweł Wojciechowski i Bogusław Chrabota. Zapraszamy do debaty, teksty prosimy słać na adres: 2050@rp.pl.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA