fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Monika Gładoch: nowa ustawa o związkach zawodowych a samozatrudnienie

Samozatrudniony będzie mógł korzystać z prawa wolności związkowej u wszystkich pracodawców, z którymi współpracuje.
Fotolia
Twórcy ustawy o związkach zawodowych nie rozumieją, czym jest samozatrudnienie.

Zapowiadana od paru lat zmiana przepisów o związkach zawodowych już coraz bliżej. Wkrótce spełnią się marzenia o w pełni wolnych zrzeszeniach pracowników, dla wszystkich. Każdy, kto przekroczy próg zakładu pracy, będzie mógł wstąpić do związków zawodowych, także stażyści i wolontariusze.

Dołączą do nich także samozatrudnieni, o ile spełnią trzy warunki: nie zatrudniają innych osób w ramach wykonywanej przez siebie pracy, nie ponoszą ryzyka gospodarczego związanego z wykonywaniem tej pracy i mają takie interesy zawodowe, które mogą być grupowo chronione.

Ta ostatnia przesłanka wymaga głębszego namysłu. Jakie interesy zawodowe nie mogą być grupowo chronione? Nie wiem i myślę nad tym, odkąd Trybunał Konstytucyjny wyraził tę głęboką myśl w wyroku z 2015 r., proklamując, że prawo do zrzeszania się przysługuje wszystkim, również samozatrudnionym. Dochodzę do wniosku, że będzie to możliwe, gdy zawód wykonywany przez samozatrudnionego będzie tak rzadki, że nie utworzy się grupa.

Bez wpływu na prawa związkowe samozatrudnionego pozostaje wysokość wynagrodzenia, jakie otrzymuje od usługodawcy, jak też okres współpracy stron. Nie ma wątpliwości – szerszej wolności związkowej zagwarantować się nie dało. A co w sytuacji, gdy samozatrudniony zatrudnia inne osoby, w tym na umowę o pracę? Okazuje się, że nowa ustawa i tego nie wyklucza. Jeśli samozatrudniony prowadzi zróżnicowaną działalność gospodarczą, zatrudniając w niej fachowców np. w branży budowlanej, a jednocześnie w ramach współpracy sprzedaje konkretnemu pracodawcy własne usługi IT, to może u niego korzystać z prawa koalicji. Prawo nie zabrania mu zapisać się do związków zawodowych, a nawet je utworzyć, mimo że jest pracodawcą. Na podstawie zmienionej ustawy samozatrudnieni będą mogli należeć i do związków zawodowych, i do organizacji pracodawców. Co więcej, spośród związków zawodowych wybiorą sobie tyle organizacji, ile zechcą.

Samozatrudnienie, o którym niewiele zdają się wiedzieć twórcy ustawy, z istoty swojej polega na sprzedaży usług różnym podmiotom. Samozatrudniony (w odróżnieniu od pracownika) wykonuje usługi dla wielu zamawiających, w różnym zakresie i za różną cenę. W jednym czasie może mieć umowy nawet z kilkunastoma podmiotami.

Zmieniona ustawa przewiduje, że samozatrudniony będzie mógł korzystać z prawa wolności związkowej u każdego pracodawcy, z którym współpracuje. Wolno mu będzie zapisać się do związku zawodowego, a nawet go utworzyć z innymi samozatrudnionymi lub pracownikami. Będzie też mógł skorzystać z oddelegowania związkowego. To znaczy, że mimo nieświadczenia usługi nawet przez kilka dni, nie tylko nie poniesie żadnej straty, ale czas ten zostanie mu godziwie opłacony, czyli jak stanowi ustawa „zachowa prawo do wynagrodzenia".

Samozatrudniony powinien jednak wiedzieć, że najwięcej zyska jako działacz związkowy, dlatego powinien zadbać o swoją pozycję w organizacji związkowej. Samozatrudniony będzie miał prawo uczestniczyć w rokowaniach nad układem zbiorowym pracy, dzięki czemu wywalczy godne warunki pracy i płacy dla siebie i współpracowników. Zamiast więc przechodzić procedurę zamówień publicznych, ustali godne stawki równe dla wszystkich i nareszcie będzie sprawiedliwie. Jako działacz nie może obawiać się represji usługobiorcy, dlatego od chwili, gdy zostanie wytypowany do reprezentowania związku wobec pracodawcy, zyska ochronę przez co najmniej okres kadencji zarządu związku zawodowego. Przez cały ten czas usługobiorca nie będzie mógł rozwiązać z nim umowy lub jednostronnie zmienić jej na niekorzyść samozatrudnionego. Bez znaczenia dla tego zakazu pozostanie sposób świadczenia pracy i rodzaj usług wykonywanych przez samozatrudnionego. Czy samozatrudniony jest architektem, prawnikiem, lekarzem czy dziennikarzem, nie musi obawiać się, że jego usługi będą poddawane krytyce. Ochrona przed rozwiązaniem umowy będzie przysługiwać również osobie wykonującej pracę zarobkową, pełniącej z wyboru funkcję związkową poza zakładową organizacją związkową, korzystającej u pracodawcy z urlopu bezpłatnego lub ze zwolnienia z obowiązku świadczenia pracy.

Gdyby jednak pracodawca rozwiązał umowę, to samozatrudniony ma prawo do rekompensaty w wysokości równej 6-miesięcznemu wynagrodzeniu przysługującemu mu w ostatnim okresie zatrudnienia, a jeżeli wynagrodzenie nie jest wypłacane w okresach miesięcznych – w wysokości równej sześciokrotności przeciętnego wynagrodzenia miesięcznego w gospodarce narodowej w roku poprzednim, ogłaszanego przez prezesa Głównego Urzędu Statystycznego. A jeśli rekompensata okaże się zbyt niska, samozatrudniony będzie mógł dochodzić odszkodowania lub zadośćuczynienia przenoszącego jej wysokość.

W imieniu samozatrudnionych (bo też do nich należę) szczerze dziękuję za przyznane nam prawo koalicji. Zastanawiam się jednak, czy to wszystko na pewno dla nas?

Monika Gładoch, doradca prezydenta Pracodawców RP. Prof. UKSW dr hab. nauk prawnych, absolwentka prawa na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, radca prawny (od 2001 r.), kierownik Katedry Prawa Pracy WPiA UKSW, wiceprzewodnicząca Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Pracy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA