fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Hejt na dziennikarkę "Rzeczpospolitej" za tekst o adwokacie „Małej Emi"

rp.pl
Ci, którzy wulgarnie atakują dziennikarkę „Rzeczpospolitej" za tekst o przeszłości adwokata słynnej „Emilii", zapominają, że bez odważnych, niepoddających się cenzurze mediów nie ma ani wolności, ani demokracji.

Nasza redakcyjna koleżanka Anna Krzyżanowska od dwóch dni jest ofiarą zmasowanego hejtu w internecie. W tekście dotyczącym mec. Konrada Pogody, pełnomocnika „Emilii", jednej z głównych bohaterek afery hejterskiej w Ministerstwie Sprawiedliwości, ujawniła nieciekawą przeszłość adwokata, przeciwko któremu toczonych jest (lub było) ponad 30 postępowań dyscyplinarnych.

Mec. Pogoda, godząc się na reprezentowanie „Małej Emi", stał się obiektem zainteresowania mediów, a do redakcji zaczęły dochodzić niepokojące sygnały o jego przeszłości. I może gdyby sprawa nie miała ładunku politycznego, nie wpisywała się w ostry spór, tekst przeszedłby bez echa. Stało się inaczej. Autorce w obraźliwych słowach zarzucono korzystanie z ubeckich metod, działanie na zlecenie władzy, nazwano ją sprzedajnym dziennikarzem, wykonawcą woli tych, którzy chcą ukręcić łeb całej aferze.

Dokładnie rok temu ta sama dziennikarka opisała występki kandydatki do nowo utworzonej izby Sądu Najwyższego, rekomendowanej przez Krajową Radę Sądownictwa, będącej radcą prawnym w Białymstoku. Prawniczka miała dyscyplinarkę za zastraszanie przy próbie egzekucji długu. Tekst wywołał burzę, a kandydatka przepadła. Hejtu wtedy nie było. Przeważały słowa uznania. Dziś, choć obie sprawy są tak podobne, nienawiść wylewa się z internetu jak ścieki do Wisły.

W żadnym z tych tekstów nie chodziło o angażowanie się po jednej czy po drugiej stronie politycznego sporu ani o dostarczenie amunicji walczącym, ale o zdemaskowanie zachowań patologicznych, bez względu na to, z którym z obozów dana osoba jest kojarzona. Tak postrzegamy naszą rolę. Jesteśmy niezależni, korzystamy z prawa do przekazywania czytelnikom rzetelnych informacji. Szkoda, że tego ważnego instrumentu ochrony wolności w demokratycznym państwie nie rozumieją niektórzy internauci, zastępując merytoryczną debatę wulgarnymi atakami. To rodzaj cenzury, gdzie sankcją za poruszanie zakazanych tematów jest przypisanie dziennikarzowi najbardziej plugawych, dyskredytujących cech.

W „Rzeczpospolitej" dopuszczamy wolną dyskusję i szanujemy wszystkie poglądy i przekonania, poza skrajnymi, a rzeczywistość oceniamy z różnych perspektyw. To się nie zmieni. Wszystkim hejterom radzę zaś, by dyskusję o hejcie zaczęli od siebie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA