Opinie

Nacjonalizacja, a potem strajk

Adobe Stock
Ci, którzy odwieszają protest pogotowia, byli za wyrzuceniem prywatnych firm z rynku

3 sierpnia komitet protestacyjny zapowiedział wznowienie zawieszonego rok temu strajku ratowników medycznych. W doniesieniach prasowych na ten temat nie zwraca się uwagi na bardzo istotną kwestię: te same organizacje, które odpowiadają za odwieszenie strajku, entuzjastycznie popierały nowelizację ustawy o Państwowym Ratownictwie Medycznym, zakładającą wyeliminowanie prywatnych podmiotów z rynku.

Ryzyko wynikające z monopolu

Upaństwowienie ratownictwa medycznego miało według Ministerstwa Zdrowia wyeliminować „ryzyko zaistnienia sytuacji, w której dysponent prywatny uzależniać będzie realizację świadczeń ratowniczych od uzyskania kontraktu w satysfakcjonującej go wysokości". Wiedząc, jak działa konkurencja, trzeba uznać takie uzasadnienie za niedorzeczne. Możliwości dyktowania warunków przez prywatnych dysponentów zespołów ratownictwa medycznego hamowała bowiem konkurencja.

Teraz gdy zwijają oni swoją działalność (umowy z nimi na mocy nowelizacji ustawy o Państwowym Ratownictwie Medycznym mają wygasnąć 31 marca 2019 r.), materializuje się jednak ryzyko, o którym Ministerstwo Zdrowia nie wspomniało – uzależniania realizacji świadczeń od uzyskania satysfakcjonujących kontraktów przez zrzeszonych w związkach zawodowych ratowników pracujących u publicznych dysponentów.

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów zwracał uwagę, że konsekwencją upaństwowienia ratownictwa medycznego byłaby „eliminacja presji konkurencyjnej" i w konsekwencji obniżenie jakości usług dostarczanych pacjentom.

Ta presja konkurencyjna oddziaływała do tej pory na dwa sposoby. Po pierwsze, na etapie samego postępowania konkursowego wygrywał ten podmiot, który oferował lepsze warunki świadczenia usług. Po drugie, słabsza była pozycja związków, w których protestach nie uczestniczyli ratownicy z firm prywatnych, czego powodem był m.in. związkowy postulat upaństwowienia ratownictwa.

Co więcej, według oświadczenia Falcka, największego w Polsce prywatnego dostawcy usług ratownictwa medycznego, jego zespoły kilkakrotnie zastępowały strajkujących ratowników z jednostek publicznych.

Groźba destabilizacji systemu ratownictwa

Nacjonalizacji ratownictwa Ministerstwo Zdrowia nie poparło żadną analizą wskazującą na niedomagania prywatnych firm. Dostępne badania, w tym analizy NIK, wskazują na większą sprawność prywatnych podmiotów. Dotychczasowe doświadczenia, na co zwracało uwagę wielu krytyków nowelizacji, pokazywały, że niepaństwowi dysponenci mogą działać w ramach koordynowanego przez państwo systemu, nie zaburzając jego funkcjonowania.

Mimo to Ministerstwo Zdrowia, również pod wpływem środowisk związkowych, uznało, że po prostu trzeba wykluczyć z rynku 20 podmiotów prywatnych dysponujących łącznie 138 zespołami ratownictwa medycznego, przyznając monopol jednostkom państwowym.

Upaństwowienie ratownictwa miało rzekomo zwiększyć stabilność systemu i poprawić „możliwość realizacji zadania państwa w zakresie zapewnienia bezpieczeństwa zdrowotnego obywateli w sytuacji nagłego zagrożenia zdrowia lub życia".

Teraz, gdy udało pozbyć się prywatnych „łamistrajków", komitet protestacyjny deklaruje, że „nie bierze odpowiedzialności za działania, które mogą doprowadzić do destabilizacji systemu Państwowego Ratownictwa Medycznego". Nie po raz pierwszy sojusz rządu PiS i związków zapowiadał, że jego propozycje poprawią sytuację zwykłych ludzi. I nie po raz pierwszy obietnice te rozmijają się z rzeczywistością.

Autor jest ekonomistą Forum Obywatelskiego Rozwoju

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL