Opinie

Amber Gold: nie szukajmy kozłów ofiarnych - komentuje Tomasz Pietryga

Tomasz Pietryga
Rzeczpospolita
Jestem tylko człowiekiem i popełniam błędy", „Nie pamiętam tego pisma", „Nie potrafię odtworzyć procesów myślowych z tego okresu " – odpowiadała we wtorek przed komisją ds. Amber Gold Barbara Kijanko. Prokurator, która na samym początku trwania procederu, mimo zawiadomień Komisji Nadzoru Finansowego, ucięła śledztwo, pozwalając rosnąć piramidzie finansowej.

Kijanko ponad rok przebywała na zwolnieniach lekarskich, a przed kilkoma dniami złożyła wniosek o odejście w stan spoczynku. We wtorek miała tak poważne problemy z pamięcią, że jej zeznania nie przybliżyły nas w żaden sposób do prawdy. Pani prokurator przed komisją śledczą tworzy żałosny obraz nie tylko zagubionej śledczej, ale całej instytucji, która nie potrafiła zapobiec oszustwu na masową skalę.

Kijanko popełniła ewidentne błędy, ale nie powinna być kozłem ofiarnym. Prokuratura jest bowiem instytucją hierarchiczną, o bardzo rozbudowanym nadzorze wewnętrznym. W III RP zdarzały się już groteskowe sprawy, w których prokuratora prowadzącego jedno śledztwo nadzorowało kilkunastu innych wyższych rangą.

Mimo zaangażowania tak dużych sił w kontrolę nad prawidłowym przebiegiem śledztw sprawy najcięższego kalibru i tak były kierowane do prokuratur najniższego szczebla. W efekcie śledczy, który przez całe życie zajmował się pobiciami i drobnymi kradzieżami, nagle musiał zmierzyć się z bardzo skomplikowanymi przestępstwami gospodarczymi.

Kijanko miała pecha, że trafił jej się „gorący kartofel". Nie wpadł jej jednak w ręce sam, ale spadł z wyższych szczebli prokuratury, które, choć zdawały sobie sprawę, jak wielkiego kalibru jest to sprawa, zrzuciły ją na sam dół prokuratorskiej drabiny. Efekt? Kilkanaście tysięcy oszukanych ludzi.

Nie spodziewam się, że kilku polityków zasiadających w sejmowej komisji ustali bezspornie tożsamość wszystkich winnych afery i wyjaśni, gdzie wyparowały pieniądze oszukanych. Wtorkowa postawa prokurator Kijanko i zeznania jej poprzedników obnażają za to dysfunkcje ówczesnej prokuratury. Może państwo wyciągnie z tego wnioski i już nigdy więcej nie pozwoli na taki skandal.

Czytaj także:

Prokuratorskie kłopoty z pamięcią

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL