fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Wojciech Tumidalski: Wiele problemów prawnych z nocną nowelizacją Kodeksu wyborczego

Fotorzepa, Robert Gardziński
Znaczne rozszerzenie zasad głosowania korespondencyjnego nieoczekiwanie wprowadzane na 42 dni przed wyborami prezydenckimi może być nie do wykonania, bo dotyczy milionów obywateli i stać się podstawą do zakwestionowania wyników głosowania przez PKW i Sąd Najwyższy.

Po godz. 3.00 w nocy Sejm znowelizował specustawę koronawirusową, w której – nieoczekiwanie dla wszystkich poza rządzącymi – pojawiła się istotna zmiana w Kodeksie wyborczym. Dopuszcza ona głosowanie korespondencyjne dla osób chorych na koronawirusa i pozostających w obowiązkowej kwarantannie, a także wyborców w wieku powyżej 60 lat. Korespondencyjnie nie zagłosują Polacy za granicą ani z obwodów utworzonych na statkach morskich.

Czytaj także:

Podstawa wątpliwość prawna jest taka, że z racji iż poprawka dotyczy Kodeksu wyborczego, nie można jej „wrzucać" do innych ustaw, lecz pracować w komisjach, w specjalnym trybie uregulowanym Regulaminem Sejmu (w tej części on się ostatnio nie zmienił). Dodatkowe wątpliwości budzi, że poprawkę zgłoszono w sobotę o 2.30 w nocy, a już o 3.00 poddano pod sejmowe głosowanie. Na dodatek – podkreślają eksperci - zmian w Kodeksie wyborczym nie dokonuje się na pół roku przed wyborami – co potwierdził w kilku wyrokach Trybunał Konstytucyjny, a także Komisja Wenecka. Posłanka Joanna Lichocka zarzuciła mówiącym o tym posłom opozycji, że to wprowadzanie w błąd opinii publicznej, bo zmieniono jedynie techniczne szczegóły głosowania.

Nie są to jednak technikalia. Poprawka głosi, że zamiar głosowania korespondencyjnego będzie zgłaszany komisarzowi wyborczemu do 15 dnia przed wyborami, a osoby w kwarantannie lub chorzy w izolacji - 5 dni przed dniem głosowania. Szczegół, w tym sposób i tryb otwierania kopert z głosami oddanymi korespondencyjne, w rozporządzeniu ustali minister infrastruktury, po zaopiniowaniu go przez ministrów zdrowia, MSWiA i PKW.

A jak było do tej pory z głosowaniem korespondencyjnym? Osoba do tego uprawniona (czyli z orzeczoną co najmniej umiarkowaną niepełnosprawnością) zgłaszała chęć zagłosowania korespondencyjnego komisarzowi. Gdy ten się zgodził, Obwodowa Komisja Wyborcza przygotowywała pakiet do głosowania, a urzędnik wyborczy dostarczał go na pocztę, skąd listonosz zanosił pakiet zainteresowanemu. Doręczał do rąk własnych lub zostawiał awizo (z krótszym terminem na odbiór). Wyborca wypełniał pakiet i oddawał go listonoszowi lub wysyłał pocztą. Wszystko musiało się zakończyć na siedem dni przed dniem głosowania.

Wygląda więc na to, że listonosze zostaną narażeni na kontakt z zakażonymi koronawirusem, by mogli oni oddać głos. Pozbawieni prawa wyborczego będą zaś ci, którzy znajdą się w izolacji na cztery lub mniej dni przed głosowaniem. Chyba, że trafią do szpitala – wtedy będą mogli wziąć udział w wyborach, choćby nawet przywieziono ich do lecznicy 10 maja rano.

W Polsce żyje obecnie około 9 milionów osób w wieku 60+. Trudno zgadnąć, skąd właśnie taka arbitralna granica uprawnionych do głosowania, a tym bardziej - ilu zechce skorzystać z korespondencyjnego głosowania. Czy korpus urzędników wyborczych jest na to gotowy na 42 dni przed głosowaniem?

Mniejszą zagadką jest, jak te zmiany oceni Państwowa Komisja Wyborcza, a na koniec – Sąd Najwyższy. Bez ryzyka można założyć, że będą poważne wątpliwości. Przede wszystkim – wobec faktu, że takie zmiany mocno podważają zaufanie społeczeństwa do procesu wyborczego.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA