fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nieruchomości

Pozew grupy frankowiczów dopuszczony do rozpoznania dopiero po dwóch i pół roku

123RF
Dopiero po dwóch i pół roku od złożenia pozwu sąd dopuścił do rozpoznania pozew grupy frankowiczów.

Ta sprawa pokazuje, że po kilku latach stosowania pozwów zbiorowych w Polsce, w szczególności przez frankowiczów, indywidualna ścieżka wciąż jest znacznie szybsza.

W poniedziałek warszawski Sąd Okręgowy dopuścił do rozpoznania pozew zbiorowy 300 frankowiczów przeciwko Getin Noble Bankowi, który złożono w marcu 2014 r.

Wstępne rafy

W latach 2006–2008 zaciągnęli oni kredyty we frankach szwajcarskich i zarzucają bankowi, że stosował zawyżone kursy walut do przeliczania na złote wypłacanego kredytu oraz do pobierania rat. Pozew trafił jednak na rafy proceduralne, gdyż przy pierwszym podejściu sąd okręgowy go odrzucił, uznając, że nie nadaje się do zbiorowej ścieżki, gdyż część kredytobiorców to osoby fizyczne, a część – przedsiębiorcy.

Mecenasi Mariusz Korpalski i Beata Komarnicka, pełnomocnicy tej grupy, przekonali dopiero sąd apelacyjny, że kredytobiorcy nie tracą statusu konsumenta przez to, że prowadzą działalność gospodarczą czy mieli ją wskazaną we wniosku o kredyt. Nawet jeśli tę działalność prowadzili na zakupionej za kredyt działce. W poniedziałek SO przychylił się do tej argumentacji. Teraz uczestników czekają trzy–cztery lata procesu, już merytorycznego.

Tymczasem przed tygodniem 20 frankowiczów z kredytami z tzw. starego portfela wygrało przed łódzkim Sądem Apelacyjnym z mBankiem po ok. 20 tys. zł. Wyrok jest ostateczny, gdyż nie ma od niego kasacji. Osoby te złożyły jednak odrębne pozwy, a to sąd ze względu na podobieństwo połączył je do wspólnego rozpoznania. W praktyce więc korzystali z wielu ułatwień, choć nie był to pozew zbiorowy.

Taxi czy autobus

Paradoksalnie są to osoby, które z różnych przyczyn nie przystąpiły do głośnego pozwu zbiorowego 1247 frankowiczów, który wciąż czeka na rozprawę w łódzkim Sądzie Apelacyjnym (choć po drodze był już w Sądzie Najwyższym).

Jedną z przyczyn wydłużania postępowania grupowego, by nie powiedzieć: opieszałości, jest konstrukcja tej procedury przewidująca dodatkowe dwa etapy na wstępie procesu: badanie, czy sprawa kwalifikuje się do postępowania grupowego oraz ustalanie składu grupy.

To niejedyna przyczyna powolności.

– Problemem jest wciąż niedostateczne doświadczenie sędziów i prawników w stosowaniu tej procedury – wskazuje Marcin Szymański, adwokat z kancelarii Drzewiecki, Tomaszek & Wspólnicy, który też prowadzi zbiorową sprawę 500 frankowiczów, żądających od Banku Millennium po 5–10 tys. złotych.

– Nasz pozew został przyjęty do grupowego rozpoznania na pierwszym posiedzeniu, choć po roku oczekiwania. Dylemat, jaki proces wybrać, jest podobny do decyzji, czy na drugi koniec miasta jechać taniej, ale wolniej autobusem czy taksówką. Sądzę jednak, że autobusy będą coraz lepsze i szybsze – dodaje Szymański.

Rząd ma świadomość braków procedury pozwów zbiorowych i przygotowuje jej udrożnienie.

Opinia dla „Rz"

Dominik Gałkowski, adwokat, partner w kancelarii Kubas Kos Gałkowski

W normalnych okolicznościach postępowanie grupowe powinno trwać prawie rok dłużej niż prowadzone indywidualnie. Ma bowiem dwa dodatkowe etapy, tj. badanie dopuszczalności postępowania grupowego w danej sprawie oraz ustalenie składu grupy. Wydaje się jednak, że w wielu przypadkach zalety postępowania grupowego, takie jak choćby wspólne ponoszenie kosztów czasem bardzo drogich opinii czy też niższy wpis sądowy oraz koszty opłacane wspólnie przez całą grupę, będą istotnie przeważały nad koniecznością przejścia czasochłonnych etapów wstępnych.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA