fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nieruchomości

Banku nie można zmusić do zawarcia umowy kredytowej z klientem

123RF
Nie istnieje żaden przepis, który mógłby zmusić bank do zawarcia umowy kredytowej z jakimkolwiek klientem – orzekł Sąd Okręgowy w Słupsku.

Rozwój firmy wymaga od przedsiębiorców poszukiwania kapitału na zewnątrz. Jedną z najpopularniejszych form finansowego wsparcia jest kredyt lub pożyczka. Warto jednak pamiętać, że nie da się zmusić banku, aby pożyczył pieniądze.

Przekonał się o tym pewien przedsiębiorca, który w 2006 r. prowadził działalność gospodarczą polegającą na prowadzeniu ekskluzywnej restauracji i hotelu oraz specjalistycznym transporcie drewna i transporcie międzynarodowym.

Prowadzona przez niego firma obciążona była kredytem bankowym 1 mln zł, który był korzystny i wygodny w obsłudze. Przedsiębiorca w związku z decyzją o rozwinięciu działalności, czyli zwiększeniu taboru samochodowego i przeniesieniu bazy transportowej w inne miejsce prowadził z bankiem pozytywnie rokujące rozmowy zmierzające do zwiększenie puli kredytu. W tym czasie zgłosił się do niego członek zarządu innego banku z propozycją współpracy. Przedstawił ofertę kredytu 2,6 mln zł, którą to przedsiębiorca przyjął. Kiedy poczynił znaczne przygotowania, w tym finansowe, do opracowania planu rozwoju firmy okazało się, że przyznano mu jedynie 1,7 mln zł kredytu. Członek zarządu banku zapewnił jednak, że dalsza kwota 900 tys. zł zostanie mu przyznana w formie kredytu obrotowego. Tak się jednak nie stało. Przedsiębiorca zaczął mieć problem ze spłacaniem rat kredytu. Tymczasem działania przedstawiciela banku zamiast na przyznaniu kredytu obrotowego skoncentrowały się na namowach do znalezienia osoby, która wzięłaby kredyt, który przeznaczony byłby na spłatę raty.

Przedsiębiorca uznał, że na skutek kłamliwej i nierzetelnej polityki banku wyrażającej się w udzieleniu kredytu w wysokości niższej niż początkowo ustalono, nie mógł zrealizować zaplanowanych działań związanych z rozwojem firmy i poczynić płatności. W konsekwencji utracił płynność finansową, a w dalszej kolejności stracił majątek, zdrowie, rodzinę i reputację w lokalnej społeczności albowiem jest uważany za bankruta, który stracił ojcowiznę.

Tak sytuację widział przedsiębiorca, który domagał się przed sądem od banku 7,5 mln zł zadośćuczynienia i takiej samej kwoty jako odszkodowania.

Inną wersję wydarzeń przedstawił pozwany bank, który wniósł o oddalenie powództwa. Przyznał, że strony łączyła umowa o pożyczkę hipoteczną w kwocie 1,7 mln zł błędnie określana przez powoda jako umowa kredytu. Bank zaprzeczył by przedsiębiorca wnioskował o inną pożyczkę, kredyt (zwłaszcza obrotowy w kwocie 900 tys. zł) niż udzielony.

Co więcej, bank stwierdził, że sposób wydatkowania pożyczki świadczy, iż nie była ona ukierunkowane na rozwój firmy a na spłatę zobowiązań spółki istniejących na dzień zaciągnięcia pożyczki. Pożyczkodawca dodał, iż po niespełna roku przedsiębiorca zaprzestał spłat, a następnie pojawiły się pierwsze zajęcia rachunku bankowego. W ocenie banku okoliczności te wskazują, że nie ponosi on odpowiedzialności za sytuację majątkową powoda, a już z pewnością nie jest sprawcą szkody lub chociażby przyczynienia się do jej powstania i nie ponosi winy na zasadzie art. 415 Kodeksu cywilnego.

Rozpatrujący pozew Sąd Okręgowy w Słupsku uznał, iż przytaczanym przez przedsiębiorcę działaniom czy też braku takich działań banku, mających uzasadniać odpowiedzialność deliktową, nie można przypisać faktycznych cech bezprawności.

Sąd podkreślił, iż w polskim systemie prawnym obowiązuje zasada swobody umów wyrażająca się w swobodzie kontraktowania. Jednocześnie brak jest w naszym systemie prawnym przepisów, z których wywodzić można prawo do kredytu czy też pożyczki z jednej strony i odpowiednio obowiązek banku jej udzielenia. Źródłem takiego prawa i obowiązku nie mogą też być zasady współżycia społecznego. Wyjątek stanowi tu tzw. instytucja promesy kredytowej, czyli pisemnej obietnicy banku, że udzieli kredytu na określoną kwotę po spełnieniu przez kredytobiorcę określonych warunków. Taka sytuacja w opisywanej sprawie nie miała jednak miejsca.

To samo odnosi się do przedsiębiorcy. Także on nie miał obowiązku zawarcia z pozwanym bankiem umowy pożyczki na warunkach w niej określonych. Oznacza to, że nawet gdyby podzielić twierdzenia powoda (...), że w istocie prowadził z pozwanym bankiem, rozmowy mające na celu umożliwienie powodowi rozwinięcie działalności, że wspólnie z pracownikiem banku taki plan rozwoju firmy opracował i był zapewniany czy nawet utrzymywany w błędnym przekonaniu, że na jego wdrożenie otrzyma od banku odpowiedni instrument finansowy, to odmowa udzielenia ostatecznie kredytu nie może być uważana za działanie bezprawne, w sytuacji braku promesy.

Jednocześnie sąd zwrócił uwagę, że pozwany bank nie udzielił powodowi dalszego kredytu – obrotowego, albowiem przedsiębiorca o taki kredyt zwyczajnie się nie starał. – Skoro powód takiego wniosku o kredyt nie składał, to nie można zarzucać bankowi niepodjęcia decyzji kredytowych, czy utrzymywania powoda w błędnym przekonaniu, że kredyt zostanie mu udzielony, a tym bardziej przypisywać pozwanemu bezprawności działania/zaniechania – napisano w uzasadnieniu.

W podsumowaniu sąd okręgowy wskazał, że zabrakło przede wszystkim elementu bezprawności w działaniach stron. Nie istnieje bowiem, żaden przepis prawa który mógłby zmusić bank do zawarcia umowy kredytu z jakimkolwiek klientem, poza przypadkami promes i warunków sformułowanych przeważnie na piśmie, chociażby dla celów dowodowych. - Trudno więc się tu doszukiwać zarówno bezprawności jak i winy – stwierdził sąd.

Wyrok Sądu Okręgowego w Słupsku z 10 kwietnia 2017 r. (sygn. akt I C 212/15).

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA