Muzyka

David Bowie wędruje po świecie

Dawid Bowie (1947–2016) podczas koncertu w Glastonbury
Warner Music
CD i DVD „Glastonbury 2000" przypomina świetny show artysty.

„Chcę nagrać jeszcze jedną płytę!" – powiedział Bowie producentowi Tony'emu Viscontiemu przed premierą albumu „Blackstar", który ukazał się 8 stycznia 2016 r. w urodziny muzyka.

Kompozycja „Łazarz" brzmiała jak manifest artystycznego zmartwychwstania. Nadzieja trwała krótko: 10 stycznia Bowie już nie żył, a „Łazarz" stał się jak pożegnanie pisane z zaświatów: „Popatrz tutaj, jestem w niebie/.../ Już nic nie mogę stracić".

Liczne inscenizacje

Nie zdążył zagrać głównej roli w „Blade Runner 2049", ale przygotował musical „Łazarz", oparty na swojej biografii i przebojach. Premierę na miesiąc przed śmiercią artysty przygotował w New York Theatre Workshop światowej sławy reżyser Ivo van Hove. Do dziś powstało siedem wersji granych z sukcesem m.in. w Londynie i Wiedniu. Kilka dni temu trafiło do sprzedaży 50 tysięcy biletów na amsterdamską wersję w DeLaMar Theater. Premiera w październiku 2019 r. W przygotowaniu są cztery kolejne inscenizacje.

Tymczasem fani na świecie otrzymali album „Glastonbury 2000", dźwiękowy oraz filmowy zapis występu na największym europejskim festiwalu, gdzie Bowie zaśpiewał dla 120 tysięcy fanów.

Jednym z zaskoczeń, które przynosi, jest publikacja fragmentów dziennika artysty, która świadczy o tym, że mamy przed sobą, wcześniej czy później, premierę frapującej książki. Warto przypomnieć, że w latach 1973–1975 Bowie zgodził się pisać dziennik dla „Mirabelle", magazynu dla nastolatków, po czym przekazał tę robotę Cherry Vanilla, współpracowniczce Andy'ego Warhola. Realizowała zlecenie, starając się pisać z perspektywy Davida.

– Przez ostatnią dekadę XX wieku zdecydowałem się dawać koncerty, nie grając swoich największych przebojów, no, może kilka na sam koniec. Generalnie jednak trzymałem się zasady i byłem zadowolony. Ale mając jeden występ w roku, mogę przebrać się w mój przebojowy kostium, a nawet zaśmiecić hitami pole Glastonbury – ironizował w 2000 r.

Zastanawiał się nad sprawnością pamięci, odkrywając, że wystarczy wypowiedzieć jedną frazę starego hitu, a cała reszta przychodzi naturalnie. Miał problem z wykonaniem tych sztandarowych kompozycji, z którymi poczuł się nazbyt familiarnie. Wśród nich było „Space Oddity".

Był też kłopot z „szafą". – Wielu projektantów proponuje mi kostium lub dwa, problem polega na tym, że aby zadowolić siebie, musiałbym mieć je na sobie wszystkie na raz! – kokietował.

Dwa surduty

Ostatecznie zaprezentował się w stylu, który sam nazywał Medici–Michangelo: w blond lokach spływających na surdut inspirowany renesansowymi malowidłami.

Zaczął od melancholijnego, fortepianowego tematu „Wild Is The Wind". Później włożył kostium mniej formalny i taki też stał się koncert, zwłaszcza gdy przyznał się do towarzyszącej mu tremy. Podczas „China Girl" przypomniał kilka robotycznych gestów, jakie wyczarował z myślą o teledyskach i koncertach doby „Let's Dance". W repertuarze wieczoru znalazło się „Changes", funkowo wykonane „Ashes To Ashes" oraz brzmiące rockowo „Stay" i „Rebel Rebel". Z czasu, kiedy chciał być gwiazdą stylu jungle, pochodzi „Little Wonder". „Absolute Beginners" zaanonsował jako ulubioną miłosną piosenkę.

Ograniczony do minimum repertuar, bo wydłużenie koncertu w Glastonbury obwarowane było karą 20 tysięcy funtów, to absolutna rakieta przebojów: „All The Young Dudes", „Station To Station", „Ziggy Stardust" „Heroes", „Let's Dance" oraz „Under Pressure".

Bowie, stając się ikoną pop artu, był też kolekcjonerem. Wspomina w dzienniku o współpracy z Damianem Hirstem. Jego zainteresowanie sztuką podchwyciły najważniejsze galerie na świecie. Pięć lat trwało globalne tournée wystawy „David Bowie Is", zaś jej ostatni przystanek miał miejsce w nowojorskim Brooklyn Museum. Przedstawiała oryginalne kostiumy artysty, w tym Freddiego Burrettiego przygotowane z myślą o postaci Ziggy Stardust. Były odręcznie zapisane teksty hitów, projekty albumów i filmy wideo dokumentujące 20 lat życia, które artysta spędził w Nowym Jorku.

Tymczasem plany wydania koncertu z Glastonbury uaktywniły byłych muzyków Davida z Mikiem Garsonem na czele. Zagrał na 20 płytach Bowiego,teraz dowodzi jego współpracownikami, którzy od września pokazują na świecie show „A Bowie Celebration". Będą grać do końca marca. A może dłużej!

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL