fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Krzysztof Olendzki: Nie kupujemy sal na koncerty

Polski jazz w Japonii czy w Wietnamie stał się zjawiskiem na nowo odkrywanym
materiały prasowe
Dyrektor Instytutu Adama Mickiewicza Krzysztof Olendzki mówi, czemu służy muzyka i jak zdobywamy Daleki Wschód.

Czy muzyka polska jest na tyle znaną marką w świecie, że nie trzeba jej specjalnie promować, czy ciągle szukamy sposobów, by ją wylansować?

Współczesny świat jest światem nieustającej konkurencji. Obserwujemy na przykład, jak mocno do Ameryki i do Europy wchodzi muzyka chińska, to poważny konkurent i musimy się z nim liczyć. Niemniej muzyka polska jest mocną marką, coraz więcej międzynarodowych orkiestr, zespołów i artystów ją gra i jej poszukuje. To także efekt działań Instytutu Adama Mickiewicza, m.in. poprzez projekty programu Polska Music, współpracę z najlepszymi orkiestrami światowymi, które dziś mają w repertuarach Szymanowskiego, Lutosławskiego, Góreckiego i Pendereckiego, obchody setnej rocznicy urodzin Witolda Lutosławskiego czy aktualnie – setna rocznica urodzin Mieczysława Weinberga. Wspieramy współczesnych kompozytorów, którzy jak Agata Zubel osiągają światowe sukcesy.

Lansowanie twórców mniej znanych wymaga jednak uporu.

To prawda. Ważnym, a nieoczywistym kompozytorem jest Mieczysław Weinberg, jego polska tożsamość i związki z Polską są bezsprzeczne, mimo że przez większą część życia był obywatelem sowieckim. Jego muzykę, która jest najlepszym przykładem odrębności polskiej kultury muzycznej od rosyjskiej i niemieckiej, trzeba przybliżać światu. Utwory Weinberga na szczęście zostały wydane przez jedną z agencji zachodnich, więc mogą być grane przez zagranicznych muzyków. Sięgnęła po nie m.in. maestra Mirga Gražinyt?-Tyla, a efektów możemy wysłuchać na pierwszym albumie, który ukazał się niedawno nakładem Deutsche Grammophon. Z innymi kompozytorami mamy ogromny kłopot, bo trudno jest wprowadzać kogoś do międzynarodowego obiegu, kiedy nie ma nut.

Dziewięć lat temu Instytut uczestniczył w światowej prapremierze opery o Auschwitz „Pasażerka" Mieczysława Weinberga w Bregencji. Zainteresowało się nią wiele teatrów. Czy więc nadal musimy zachęcać do Weinberga?

Instytut nigdy nie kupuje sal na koncerty i nie daje pieniędzy na to, by gdzieś coś wystawić lub zagrać. Nasze działanie polega na tym, że znajdujemy partnera, który jest zainteresowany danym twórcą czy utworem, wnosi wkład finansowy, a więc zależy mu, aby przyciągnąć widzów. Szukamy takich partnerów, ale to często sami artyści są zainteresowani lub wręcz zauroczeni jakimś utworem. Tak było na przykład z wykonaniem „Króla Rogera" w Rzymie. Dyrygent Antonio Pappano bardzo chciał zrobić ten koncert i udało się to przy naszym finansowym wsparciu, nie tak dużym zresztą w porównaniu z kosztami przedsięwzięcia.

Ale czy zawsze chodzi głównie o pieniądze?

Absolutnie nie, często ważniejszy jest nasz wkład intelektualny, kiedy możemy służyć materiałami pomagającymi lepiej zrozumieć postawę kompozytora, a w tle jest z reguły historia Polski. Znów Weinberg jest najlepszym dowodem, jak poprzez jednego twórcę odkrywana jest polska kultura, jej siła i atrakcyjność. Innym przykładem są powstające w USA musicale o Paderewskim. Potrafiliśmy zainteresować amerykańskich twórców nie tylko tą postacią, ale i historią Polski.

A na ile współczesna Polska może być promowana przez dzisiejszą muzykę?

Na sto procent. Zwróćmy choćby uwagę na takich kompozytorów jak Paweł Łukaszewski, który ze swą muzyką chóralną zajął ważne miejsce wśród światowych twórców, bo też obecny renesans muzyki chóralnej stwarza nowe możliwości dla prezentacji polskiej kultury i tradycji. Mamy kompozytorów różnych generacji zajmujących się czystym dźwiękiem – Elżbieta Sikora, Paweł Szymański, Agata Zubel. Jest oczywiście Krzysztof Penderecki, postać wręcz ikoniczna, byłem świadkiem, jak przy okazji koncertów przez nas organizowanych biegało za nim mnóstwo młodych ludzi, prosząc o autograf, zupełnie jak gwiazdę rocka.

Koncert w znakomitej sali, wprowadzenie kompozytora do repertuaru międzynarodowej orkiestry czy albumy wydawane we współpracy z Chandos Records lub Deutsche Grammophon są dla promocji nieocenione. Sięgamy jednak też po najnowsze technologie. Po sukcesie projektów VR inspirowanych Tadeuszem Kantorem pracujemy nad edukacyjną grą komputerową promującą Studio Eksperymentalne Polskiego Radia, powstała na nasze zamówienie instalacja Apparatrum święci triumfy za zagranicznych festiwalach. Instytut stworzył także i rozwija multimedialną mapę polskich kompozytorów XX i XXI wieku.

Współczesność to także jazz, elektronika, rock.

Ten temat jest jak kolejny rozdział powieści szkatułkowej. Tymi gatunkami zajmuje się nasz program Don't Panic! We're From Poland. Polski jazz sam w sobie jest marką, a w Chinach, gdzie w ostatnich dwóch latach zorganizowaliśmy setki koncertów, także w Japonii czy w Wietnamie polski jazz stał się zjawiskiem na nowo odkrywanym. Dla nas ważne jest też pokazywanie polskiego jazzu w Polsce, bo badania potwierdzają, że to, co zostało ukazane w określonym kontekście społecznym i kulturowym, znacznie lepiej się sprzedaje niż rzeczy oderwane od naturalnego podłoża. Dlatego wspieramy wrocławski Jazztopad czy powstający w Szczecinie Jazz Forum Show Case, ale także katowicki Off Festival, m.in. zapraszając zagranicznych selekcjonerów, manedżerów, dziennikarzy. W tym nurcie mieści się też festiwal muzyki Europy Środko-Wschodniej Eufonie, realizowany przez z NCK w partnerstwie z Instytutem. Jego formułę chcielibyśmy rozszerzyć, za zgodą NCK, również na inne dziedziny sztuki, przede wszystkim teatr, współpracując z  nstytutem Teatralnym im. Raszewskiego.

Nie zaskoczył pana fakt, jak bardzo chłonny na polską kulturę okazał się rynek dalekowschodni?

Nie, ponieważ polska kultura nigdy nie propagowała wzorców cywilizacyjnych podważających lokalne kultury. Niczego nie narzuca, szuka pewnej bliskości, pokazuje autentyczność przeżycia tworzącą bliskość. Oczywiście na Dalekim Wschodzie dużą rolę odegrał Chopin, otworzył wiele drzwi do Azji, ale nasze działania nie ograniczają się teraz do muzyki. Mamy w tym roku bardzo bogaty program przedsięwzięć w Japonii czy w Korei i nowe kontakty pomagają nam nawiązywać tam sztuki wizualne, bo nasza sztuka współczesna stawiana jest równorzędnie obok francuskiej czy brytyjskiej. Jesteśmy więc postrzegani jako Polska – kraj europejski i reprezentujemy kulturę europejską. Staramy się to wykorzystać. Mamy w Warszawie znakomity festiwal „Chopin i jego Europa". Dla budowania pozycji Polski w światowym życiu muzycznym ma znaczenie bezcenne. Teraz jest czas, by zrobić krok dalej i pokazać równolegle ten festiwal w Pekinie. I nie chodzi o proste przeniesienie polskiego wydarzenia, ale o to, że to Polska wprowadzi kulturę europejską do chińskich instytucji muzycznych.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA