fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Paderewski – charyzma i talent

Kadr z filmu „Paderewski, człowiek czynu, sukcesu i sławy”
materiały
O Ignacym Janie Paderewskim opowiada Wiesław Dąbrowski, prezes Fundacji „Ave Arte” i twórca filmów dokumentalnych, organizator Międzynarodowego Festiwalu Paderewskiego, rozpoczynającego się 4 listopada w Warszawie.

Jest pan nie tylko współtwórcą zaczynającego się festiwalu, ale też autorem filmu „Paderewski, człowiek czynu, sukcesu i sławy”. Jakie miejsca pan odwiedził wędrując śladami Paderewskiego?

Los Angeles, Nowy Jork, Chicago, Paso Robles w Kalifornii, gdzie miał ranczo San Ignacio i winnicę produkującą wino „Paderewski Wine”. W Europie: Morges, gdzie mieszkał w willi Riond-Bosso, Rapperswil, Genewę - w Szwajcarii; Londyn, Paryż. Na Ukrainie pojechałem do Kuryłówki, gdzie się urodził, i do Żytomierza. Nie mówiąc już o polskich archiwach w Krakowie, Wrocławiu i w Warszawie - Archiwum Akt Nowych.

Film powstał przed kilku laty, ale moje zainteresowanie Paderewskim zaczęło się dużo wcześniej, kiedy robiąc programy telewizyjne współpracowałem z Jerzym Waldorffem i to on uświadomił mi, jak wyjątkową postacią był Paderewski.

Niewątpliwie miał charyzmę, nie tylko talent, o czym świadczą światowe sukcesy. Jego koncerty przyciągały tłumy.

Tak, panowała istna paderomania. Stał się globalnym idolem, na współczesną miarę Michaela Jacksona, czy Beatlesów. Proszę sobie wyobrazić, że ludzie potrafili wyjść w nocy, żeby zobaczyć przejeżdżający z nim pociąg. 

Tak był uwielbiany, że jak ogłosił koncert na rzecz bezrobotnych muzyków, to zgromadziła się na nim w nowojorskim Madison Garden 16-tysięczna publiczność!

Kobiety szalały za nim do tego stopnia, że kiedyś na koncercie w San Francisco rzuciły się na niego, by zdobyć pukiel włosów. Tak go poturbowały, że przez dwa tygodnie dochodził do siebie, a po rekonwalescencji od tej pory na scenie towarzyszyło mu dwóch rosłych gentelmenów - bodyguards.

Zarazem koncerty Paderewski traktował jako okazję do promocji Polski.

Wiele gazet opisywało jego słynne mowy przed koncertami, w których głosił, że Polska powinna odzyskać niepodległość. 

Władał pięcioma językami i był intelektualistą. Zaprzyjaźnił się z prezydentem Thomasem Woodrowem Wilsonem, pozyskując go dla sprawy polskiej. W 1918 roku prezydent Wilson w orędziu pokojowym uznał sprawę Polski za jeden z warunków przyszłego pokoju w Europie. Paderewski prowadził też dyplomatyczne rozmowy z ministrami spraw zagranicznych Włoch, Francji i Anglii. I już jako premier Polski po zwycięskiej batalii dyplomatycznej sygnował razem z Dmowskim Traktat Wersalski 28 czerwca 1919 roku. Paderewskiemu tak naprawdę zawdzięczamy powrót na mapę świata, gdyż konsekwentnie realizował swoją ideę  uważając, że „najpierw ojczyzna, potem sztuka”.

Dlaczego po roku zrezygnował z bycia premierem w Polsce?

Paderewski nie był członkiem żadnej partii ani stronnictwa; jego działania często nie były należycie rozumiane i miał z tego powodu wielu zaciekłych wrogów. Zaczęły się  partyjne rozgrywki, uniemożliwiające skuteczne działania, więc zrezygnował, bo artysta jest człowiekiem wrażliwym, a polityk musi mieć grubą skórę. Ale wrócił jeszcze do polityki po wybuchu II wojny, znów stając w obronie Polski.

Jego muzyczny talent podobno pierwsza dostrzegła Helena Modrzejewska?

Jego gra tak się Modrzejewskiej spodobała, że wzięła udział w koncercie w Krakowie 23-letniego nieznanego jeszcze nikomu artysty, co pomogło mu zyskać środki na naukę w Berlinie i w Wiedniu u Leszetyckiego, który zrobił z niego wirtuoza fortepianu. 

28-letni Paderewski rozpoczął europejską karierę po debiucie paryskim w 1888. Został wtedy okrzyknięty lwem Paryża; następnie lwem Londynu… Potem król brytyjski Jerzy V przyznał mu tytuł lordowski. Miał też 12 tytułów honoris causa i wiele międzynarodowych orderów i najwyższych odznaczeń państwowych.

Obok muzyki i polityki angażował się i w inne działania. W Krakowie ufundował Pomnik Grunwaldzki. W Warszawie był udziałowcem gmachu Filharmonii Warszawskiej oraz ufundował atelier dla panoramy „Golgota” Jana Styki (dziś znajdującej się pod Los Angeles).

Jego kariera była pasmem sukcesów, jednak w życiu osobistym nie brakowało mu i bolesnych traum.

To prawda, w miesiąc po urodzeniu, zmarła jego matka i wychowywał go ojciec. Gdy sam się ożenił, pierwsza żona zmarła po wydaniu na świat kalekiego syna, który umarł w wieku 21 lat. Z druga żoną Heleną Górską spędził wiele lat szczęśliwych, ale po jej śmierci został na starość sam.

Ignacy Jan Paderewski zmarł w Stanach w 1941, ale dopiero w 1992 roku zostały sprowadzone jego prochy do kraju.

Udało się to dzięki generałowi Edwardowi Rownemu, jednemu z najwybitniejszych dowódców amerykańskich. Był doradcą pięciu prezydentów Stanów Zjednoczonych ds. redukcji broni strategicznej: Nixona, Forda, Cartera, Raegana i Busha seniora. To najwybitniejszy dyplomata  polskiego pochodzenia obok Zbigniewa Brzezińskiego. Generał Rowny zakończył zimną wojnę jako ambasador pokoju mianowany przez Ronalda Raegana. I doprowadził do symetrycznej redukcji broni nuklearnej.

W Stanach założył także Fundację im. I.J. Paderewskiego, finansującą stypendia młodym Polakom na uniwersytetach amerykańskich. Przeprowadził też trzy sprawy sądowe, uzyskując zezwolenie na sprowadzenie szczątków Paderewskiego z waszyngtońskiego cmentarza Arlington do kraju i stanął na czele delegacji amerykańskiej, która przybyła z nimi do Polski. Paderewski został pochowany w 1992 w krypcie katedry św. Jana w Warszawie. W powtórnej uroczystości żałobnej uczestniczyli prymas Józef Glemp, prezydent George Bush senior i  prezydent Lech Wałęsa.

Ale serce Paderewskiego zostało w Stanach?

Zgodnie z jego ostatnią wolą przekazaną na łożu śmierci w Nowym Jorku. „Moje serce oddaje Polonii, a ciało niech wróci do wolnej Polski” – powiedział wtedy siostrze Antoninie, która niestety zmarła trzy miesiące później i przez sześć lat nie wiedziano, co stało się z urną z sercem Paderewskiego. Dopiero na początku lat 50. Conrad J. Wycka i polonijny dziennikarz Henryk Archacki odkryli, że znajduje się w mauzoleum na nowojorskim cmentarzu Cypress Hill. Zwrócili się do Kongresu Polonii Amerykańskiej, aby przenieść ją w  bardziej wyeksponowane miejsce. Ale upłynęło jeszcze wiele lat, zanim w 1986 roku komitet memoriałowy przeniósł tę urnę (do której rzeźbiarz Andrzej Pityński zrobił jeszcze płaskorzeźbę z orłem) do Narodowego Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej w Doylestown w Pensylwanii, zwanym amerykańską Częstochową.

Całą te historię opowiadamy  na wystawie  „Serce  Paderewskiego”, zrobionej przez Fundację „Ave Arte”.

Na stulecie odzyskania niepodległości, w 2018 roku Muzeum Narodowe  w Warszawie   pokazało wystawę „Paderewski” z cyku „3xNiepodległa”. Było  to wydarzenie, bo mogliśmy zobaczyć duży wybór pamiątek i dzieł sztuki z kolekcji, którą Paderewski gromadził w Szwajcarii i przekazał MNW w testamencie w latach 30.

Teatr Wielki Opera Narodowa prezentował wtedy także ważną wystawę „Ignacy Jan Paderewski. Anatomia Geniuszu”. 

Teraz z kolei polecam naszą fotograficzną wystawę „Wygrał Polskę na fortepianie”, którą można zobaczyć na ogrodzeniu Parku Ujazdowskiego.

Warto przy okazji powiedzieć, że bardzo dużo pamiątek po Paderewskim jest nadal  rozproszona po świecie. W Stanach widziałem je w muzeach i archiwach, ale strona polska niespecjalnie się nimi interesuje. Trafiłem m.in. do prywatnej kolekcjonerki Chriustine Smith w Karolinie Północnej. W jej bogatym zbiorze m.in. są  programy amerykańskich tras koncertowych Paderewskiego, listy wielbicielek, a nawet pukiel włosów artysty… 

Wiele obrazów z kolekcji sztuki Paderewskiego wyjechało do Stanów na wystawę światową przed II wojną i tam już zostało. Niektóre z nich  miałem okazję oglądać w Waszyngtonie w kolekcji zgromadzonej przez wybitnego architekta Juliana Kulskiego, syna przedwojennego wiceprezydenta Warszawy.

W Europie udało mi się zarejestrować pamiątki w nieistniejącym już Muzeum Paderewskiego w Morges w Szwajcarii, Muzeum Polskim w Rapperswilu, którego częściowo już nie ma…

Niestety, w Warszawie wciąż nie mamy stałej ekspozycji Paderewskiego. Była kiedyś w Łazienkach, ale już nie istnieje. 

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA