fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Nowy album Lao Che: Piosenki, które wynikają z rozterek

MARCIN KLINGER/Mystic Production
„Wiedza o społeczeństwie”, nowy album Lao Che, opowiada o dyskomforcie dzisiejszych polskich podziałów.

Siódma studyjna płyta Lao Che pokazuje podzielony świat, „rzeczpospolitą obojga marudów”, w którym – umownie rzecz ujmując – walczą ze sobą dwa plemiona.

– Żyjemy w czasach, kiedy wszystkich interesuje to, kto ma jakie poglądy, co jest dla mnie męczące i to chciałem podkreślić w moich tekstach – powiedział „Rz” Hubert „Spięty” Dobaczewski. – Oczywiście, mam własne poglądy, mogę cały czas o nich gadać, ale nie chcę, bo wszyscy są przeciwko wszystkim i to nie tylko w naszym kraju, ale i na całym świecie. Każdy podkreśla swoją tożsamość, żeby tworzyć podziały na „my” i „wy”. To staje się żenujące.

Dlatego Lao Che śpiewa: „Matematyka to rzecz o dzieleniu./Ja śnię o jaśnie-zjednoczeniu”.

Reakcja odsuwania się

Proces podziału nasila się szybko. – Jeszcze kilka lat temu sięgałem po prasę i włączałem telewizję, jako zwykły Polak nie zauważając większych różnic – mówi Dobaczewski. – Z czasem okazywało się, że są media związane z jedną stroną i media związane z drugą stroną. Zaczęliśmy się od siebie odsuwać. Z tego powodu przestałem się czuć swobodnie. Trzeba było zacząć uważać, z kim się rozmawia i co mówi.

Lao Che na szczęście nie jest podzieloną grupą. – Spędziliśmy ze sobą razem 20 lat, jesteśmy upitraszeni w jednym sosie, poglądy mamy podobne – mówi wokalista. – Jeździmy razem busem na koncerty i taka już jest natura ludzka, że narzekamy sobie, mówiąc, że wszystko stało się dziwne, kwadratowe. Ale nie rezygnujemy z udziału w rzeczywistości. Zawsze chodziłem na wybory, to przyzwyczajenie wyniosłem z domu. Teraz te wybory stają się coraz bardziej świadome. Chodzą na nie nawet najwięksi abnegaci w zespole. Mówiąc z przymrużeniem oka, wybieramy mniejsze zło. Tak już jest skonstruowana demokracja.

Każdy z siedmiu studyjnych albumów Lao Che jest osobny, podporządkowany innemu tematowi. – Jeśli chodzi o ich wybór, w zespole nie ma demokracji, panuje monarchia absolutna: ja piszę teksty, które wynikają z moich rozterek. One są kierunkowskazem, gdy pracujemy nad nową płytą – zdradza Dobaczewski.

Właśnie ta tematyka zwróciła uwagę na zespół, gdy debiutował albumem „Gusła” w 2002 roku.

– Musieliśmy postawić pierwszy krok i zależało nam na oryginalności – powiedział wokalista. – To był czas, kiedy fascynowałem się literaturą romantyczną, Kresami, kwestiami z pogranicza kultur, czasów, ale i religii, pogaństwa i chrześcijaństwa. O tym zacząłem pisać, a jako że zaplanowałem concept album, poszedłem dalej, inspirując się Mickiewiczem i Słowackim. To nie miało nic wspólnego z moimi ekonomicznymi studiami, które wybrałem owczym pędem. Jednocześnie podejmując różne wątki literackie czy historyczne, nie czuję się ani wielkim humanistą, ani intelektualistą. Pewne rzeczy pamiętałem ze szkoły, zacząłem je amatorsko studiować, pogłębiać, m.in. „Świteziankę”, „Romantyczność”. Chłonąłem ich język i atmosferę. I nadałem płycie tytuł „Gusła”.

Przełomowy był album „Powstanie warszawskie” z 2005 roku. – Kiedy wydawaliśmy „Gusła”, pojawiła się piosenka „Jestem Słowianinem”, a w niej nawiązanie do powstania warszawskiego – wspomina Dobaczewski. – Pięć lat przed wydaniem „Powstania” wiedzieliśmy, że zajmiemy się tym tematem, który zaproponował Mariusz „Denat” Denst, bo był zarówno romantyczny, jak i polski, na czym nam zależało.

Można zaryzykować tezę, że odbiór powstania warszawskiego w pokoleniu Lao Che i młodszym jest również związany z przekazem płyty zespołu. Potem, również przez zawirowania polityczne, stał się, niestety, emblematem tożsamości partyjnej i sympatii politycznych. A przecież w 2012 roku zespół od prezydenta Bronisława Komorowskiego, który rzekomo nie zajmował się sprawami powstania, otrzymał Srebrne Krzyże Zasługi – za szerzenie wiedzy o zrywie 1944 roku.

– Teraz zauważam, że o powstaniu mówi się dużo, czasami może za dużo – mówi Dobaczewski. – Stało się tematem, którym zaczyna się kupczyć, rodzajem pucharu przechodniego, który politycy sobie wyrywają, a i miarą tego, kto dziś jest dla Polski bardziej zasłużony i ma prawo czuć się patriotą. Na szczęście to dzieje się poza nami, choćby dlatego, że piosenek inspirowanych powstaniem nie gramy od paru lat. Czuliśmy się bardzo zmęczeni tematem, który do najłatwiejszych nie należy. Aby go wiarygodnie przedstawić, musieliśmy decydować się na podróż w czasie i oddanie bez reszty. Pisząc piosenki, wyobrażałem sobie przecież siebie w powstaniu. Upolitycznienie tematu w tym nie pomagało.

Teksty osobiste

Poczynając od płyty „Gospel”, poświęconej tematom religijnym, zaczął pisać bardziej osobiste teksty. – To jest dla mnie zarówno wyzwalające, jak i ekscytujące – mówi. – Zacząłem się zastanawiać, czy jestem w Kościele czy już nie. Dlaczego nie chodzę na mszę, a przecież kiedyś chodziłem. To również temat polski, bo przecież metamorfoza religijna odbywa się na wielu poziomach i idzie w różne strony.

Ten wątek Dobaczewski kontynuuje na nowej płycie choćby we frazie „Naszych dusz nie uratuje nawet Chrystus Plus”.

– Jezus Chrystus w polskiej historii to ważna postać – podkreśla Dobaczewski. – Dla mnie był idolem. Zastanawiałem się, jak dawał sobie radę w życiu, jakim był człowiekiem. Dużo na ten temat rozmyślałem. Ludzie pytają mnie teraz, czy pisząc piosenkę, miałem na myśli kolejną wersję programu 500+ i formy dystrybucji idei ograniczone do pewnych środowisk. Nie myślałem o tym. Chodziło raczej o to, że dziś wszystko, żeby miało sens, musi być podane w formie turbodoładowanej albo premium.

Mocną stroną tekstów były zawsze gry słowne Dobaczewskiego, które dobrze wyrażały paradoksy naszych czasów. Na nowej płycie śpiewa „Kto jest winny – inny”. Ale również o próbie etykietkowania nas: „Uchodźcą jestem, zmuszony uchodzić jestem za kogoś, kim nie jestem”.

– Na pewno nie chciałbym uchodzić za kogoś, kim nie jestem – mówi przewrotnie Dobaczewski.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA